Krzyż Camargue
Krzyż Camargue
Krzyż krucjat

Krzyż krucjat
Krzyż hugenotów

Krzyż hugenotów
Krzyż celtycki

Krzyż celtycki


Krzyż katarski
Krzyż Tuluzki

Krzyż z Tuluzy
Krzyż katarów

Krzyż hańby
Krzyż katarski

Krzyż
katarski 

Krzyż templariuszy
Krzyż Langwedocji

Krzyż langwedocki


Krzyż diabła
Krzyż Sernina

Krzyż Św. Saturnina
Krzyż Albi

Krzyż z Albii
Krzyż Fanjeaux

Krzyż z Fanjeaux
Prouille

Krzyż z Prouille
krzyż z Laure

Krzyż z Laure-Minervois
Krzyż z Perpignan

Krzyż z Perpignan
Krzyż Prowansji

Krzyż Prowansji
                                   


Maciej Pinkwart

Krzyże Południa

 

Odcinek XI – Rude włosy Magdaleny

 

8 Odcinek I

8 Odcinek II

8 Odcinek III

8 Odcinek IV

8 Odcinek V

8 Odcinek VI

8 Odcinek VII

8 Odcinek VIII

8 Odcinek IX

8 Odcinek X

(Większość zdjęć po kliknięciu powinna się powiększyć. Warto to robić, bo

można tam znaleźć więcej informacji i dodatkowych ilustracji,

które nie zmieściły się w tekście głównym)

Mapa trasy

 

 

 

Saint-MaximinAutostradami A-9 i A-8 omijamy Camargue, żegnamy ostatecznie Langwedocję i ponownie wjeżdżamy do Prowansji. Mijamy Arles i Aix-en-Provence i docieramy do miejscowości Saint-Maximin-la-Sainte-Baume. Wielki gotycki kościół widoczny doskonale z drogi znika gdzieś między budynkami, gdy wjeżdżamy do miasta, które okazuje się spore i skomplikowane topograficznie. Jest 13 lipca 2014, niedziela. Koło parkingu odbywa się targ kwiatowy, wszystkie miejsca zajęte i nie ma gdzie stanąć, na szczęście jakaś miła pani daje nam znak, że będzie wyjeżdżać. Pakuje do bagażnika starannie owinięte sadzonki, cofa, miga życzliwie światłami, parkujemy i na nosa idziemy w stronę centrum. Bazylika pojawia się dość nagle. Wchodzimy. Trwa msSaint-Maximinza święta. Kościół pełen.

 

7 Bazylika św. Marii Magdaleny w Saint-Maximin-la-Sainte-Baume

 

Dwa tygodnie wcześniej, także w czasie niedzielnej mszy w odległym o blisko 200 km Saintes-Maries-de-la-Mer kończyliśmy pobyt w Prowansji i szykowaliśmy się do wielkiego skoku do Langwedocji – w kościele, postawionym w miejscu, gdzie według tradycji trzy Marie, wśród nich Maria Magdalena, gdzieś koło roku 40 wylądowały po podróży statkiem z Palestyny, by rozpocząć ewangelizację Europy. Dziś jesteśmy na mszy w kościele pod wezwaniem Marii Magdaleny. Co za wspaniała pointa naszej podróży!

Zawsze, będąc za granicą, staram się „podejrzeć”, jak funkcjonuje normalne życie mieszkańców okolic, które poznaję. Naturalnie, głównie pod kątem różnic wobec tego, z czym mamy do czynienia w naszych stronach. Właśnie trwa komunia święta: rozdaje ją trzech księży, przyjmujący wypełniają – na stojąco – połowę kościoła, większość bierze hostie do rąk. Wszystko to odbywa się między ławkami, z dala od prezbiterium.

Florian RacinePo interesującym interludium organowym (jeden z najpiękniejszych instrumentów we Francji, skonstruowany w latach 1772-1774 przez organmistrza Jeana-Esprit Isnarda) msza się kończy błogosławieństwem, przyjmowanym na stojąco, bez żegnania się krzyżem), po czym ksiądz celebrans, zdaje się sam proboszcz, ojciec Florian Racine, czyta ogłoszenia duszpasterskie. I prawie wszystkie dotyczą koncertów, które dziś i w najbliższych dniach odbywać się mają w bazylice.

 

7 Proboszcz parafii św. Marii Magdaleny  

Saint-Maximin

Msza się kończy, ludzie powoli wychodzą. Celebrans wraz z wiernymi wychodzi przed kościół, by się pożegnać uściskiem dłoni ze znajomymi i nieznajomymi też. Podsłuchuję rozmowę z trzema turystkami angielskimi, z którymi curé umawia się za pół godziny w pobliskiej kawiarni.

Oglądamy bazylikę. Zaczęto ją budować w 1295 r. z polecenia króla Sycylii i hrabiego Prowansji Karola II Andegaweńskiego, wkrótce po tym, jak odnaleziono w ruinach wcześniejszego kościoła i klasztoru grób, zidentyfikowany jako miejsce pochówku św. Marii Magdaleny. Autorem koncepcji architektonicznej był prawdopodobnie ówczesny główny architekt Prowansji, Pierre d’Agincourt. Główny trzon budynku powstawał do 1316 r., zajmując miejsce obok dawnej romańskiej świątyni z czasów Merowingów, poświęconej świętemu Maximinowi. Pozostałości kościoła z VI w. z dużym (kwadrat o boku 11 m) baptysterium odkryto podczas wykopalisk w 1993 r. na południe od obecnej bazyliki. Część materiałów starego kościoła wykorzystano do nowej konstrukcji. Bazylikę budowano od wschodu, od strony absydy, tworząc najpierw prezbiterium, potem kolejne przęsła nawy. Kościół powstawał, z długimi przerwami, do 1532 r., by w końcu przybrać taki kształt, jaki widzimy obecnie. Architektami ostatniego etapu budowy byli Pierre Garcin i jego syn Jean. Jest to najważniejszy przykład stylu gotyckiego w Prowansji. Opiekę nad świątynią od początku sprawują dominikanie, których klasztor przylega do bazyliki.

Saint-MaximinKościół jest ogromny: 73 m długości, 37 m szerokości i 28,7 m w najwyższym miejscu nawy, nawa główna otoczona jest niższymi nawami bocznymi, a wokół nich znajduje się 15 bocznych kaplic. Budynek wspierany jest monumentalnymi przyporami. Absydę flankują dwie niewielkie wieże, z których jedna wykorzystywana jest jako dzwonnica. We wnętrzu jest wiele odniesień do patronki bazyliki – o wiele więcej niż w innych, poświęconych jej świątyniach (może z wyjątkiem Rennes-le-Château). Tłem dla głównego ołtarza są trzy wielkie malowidła malarza z Aix-en-Provence André Boissona (1643–1733), ukazujące sceny z życia Marii Magdaleny. Obraz środkowy, w formie ośmiobocznej tablicy, przedstawia Magdalenę przed wejściem do groty Sainte Baume. Jest to kobieta już niemłoda, w Saint-Maximinbiało-niebieskiej sukni, oczywiście z długimi rudymi włosami, zaś na skrzyni (stole?) za nią znajdują się jej nieodłączne atrybuty: otwarta księga i czaszka. Inne elementy magdaleńskie w prezbiterium reprezentują XVII-wieczne stiuki przedstawiające patronkę ze św. Maximinem oraz adorowaną przez anioły.

W centralnym miejscu głównego ołtarza znajduje się XVII-wieczny relikwiarz z czerwonego porfiru autorstwa rzymskiego rzeźbiarza Silvio Calce, gdzie od 1635 r. znajdowała się część szczątków Marii Magdaleny. Urna ozdobiona jest statuetką Marii Magdaleny, autorstwa włoskiego rzeźbiarza Alessandra Algardi. Uroczyste poświęcenie urny ze szczątkami odbyło się 6 lutego 1660 r. z udziałem króla Ludwika XIV, królowej matki Anny Austriaczki i królewskiego brata, księcia Filipa Orleańskiego. Relikwie z ołtarza zostały spalone w czasie Rewolucji w 1793 r. Ocalały tylko te, które znajdowały się w krypcie grobowej i zostały ukryte przed jakobinami przez mieszkańców miasta.

Po lewej stronie prezbiterium zauważamy jedyny w kościele akcent polski: to drewniana płaskorzeźba, przedstawiająca pierwszego polskiego dominikanina, św. Jacka Odrowąża (1185-1257) podczas przypisywanego mu cudu, kiedy to przeszedł wraz z trzema innymi braćmi zakonnymi przez wzburzoną Wisłę pod Wyszogrodem, rzuciwszy na fale swój dominikański czarny płaszcz, trzymając w rękach monstrancję i posążek Matki Boskiej.

Sceny z życia Marii Magdaleny zdobią również zewnętrzną stronę ambony, wykonanej w 1756 r. przez rzeźbiarza, dominikanina Louisa Gudeta. Przedstawiają one w siedmiu medalionach historię kobiety, zafascynowanej Jezusem: od pierwszego spotkania w czasie jego kazania, przez namaszczanie olejkiem stóp Chrystusa, wskrzeszenie Łazarza, przyjęcie Jezusa w Betanii, rozpacz pod Krzyżem, odkrycie pustego grobu i wreszcie ostatnie spotkanie ze zmartwychwstałym Chrystusem, który odsuwa się od niej, wypowiadając słynne zdanie: Noli me tangere, nie dotykaj mnie. Na baldachimie ambony – adoracja Marii MagdaSaint-Maximinleny przez grupę aniołów.

Gudet jest także autorem części wystroju wnętrza znajdującej się po lewej stronie bocznej kaplicy Marii Magdaleny, gdzie w drewnianych płaskorzeźbach nastawy ołtarzowej znajdziemy medalion, powtarzający motyw Noli me tanere oraz drugi, ukazujący postać świętej, rezygnującej z marności tego świata. Wizerunki Marii Magdaleny znajdziemy także w innych kaplicach, przy czym scena z Chrystusem odsuwającym się od klęczącej przed nim kobiety powtórzą się jeszcze kilkakrotnie. Powtarza się także słynna scena, z klęczącą Marią Magdaleną obejmującą obiema rękami podstawę Krzyża z umierającym Chrystusem, stojącą obok skamieniałą z bólu Matką Boską i przerażonym św. Janem. Jeden z obrazów z tym wizerunkiem to kopia słynnego XVII-wiecznego dzieła Antoniego Van Dycka.

I jeszcze warto zajrzeć do kaplicy różańcowej, po prawej stronie od prezbiterium. Zauważamy najpierw figurę Matki Bożej Różańcowej, zrealizowaną w latach 1667-1671 przez rzeźbiarza Baltazara Mauniera. Przednia część ołtarza w kaplicy to prawdopodobnie część wyposażenia dawnego ołtarza głównego wykonanego w 1536 r. przez Jeana Beguina, zawierająca drewniane płaskorzeźby, ukazujące cztery sceny z życia Marii Magdaleny, już w tym kościele parę razy prezentowane: Magdalena słuchająca proroctwa Jezusa, namaszczająca mu stopy olejkiem, spotykająca Chrystusa po Zmartwychwstaniu (Noli me tangere) i – to nowość – Magdalena wsiadająca do łodzi, by odjechać do Prowansji. 

Zafascynowany tropieniem śladów Marii Magdaleny w bazylice pod jej wezwaniem, o mało bym nie przegapił najważniejszego, ale Renata zauważa koło ambony niewielkie wejście do krypty grobowej, gdzie święta patronka jest podobno pochowana. Schodzimy, jakieś 21 wieków w głąb.

No, może nie aż tak. Archeolodzy, uważający kryptę za główny ośrodek pierwotnego kościoła, oceniają jego pochodzenie na mniej więcej czwarte stulecie. Jest to podobno najstarszy zabytek chrześcijański w Prowansji, usytuowany w miejscu, w którym znajdowało się oratorium, wzniesione przez św. Maximina – biskupa Aix-en-Provence i jednego z towarzyszy morskiej podróży Marii Magdaleny. Obok oratorium w VI w. wzniesiono pierwszy kościół z baptysterium.

 

Saint-Maximin Saint-Maximin Saint-Maximin Saint-Maximin Saint-Maximin

 

Przy schodach znajduje się ładna rzeźba półleżącej Marii Magdaleny, opierającej się o kamień z krzyżem, z jednym ze swych atrybutów – naczyniem z olejkiem nardowym. W głębi krypty znajduje się komora, w której umieszczony jest relikwiarz Marii Magdaleny, zawierający czaszkę, według tradycji należącą do świętej patronki bazyliki. Znajduje się tam także fragment ciała lub kości, może kości czołowej czaszki, który rzekomo dotknął Jezus, powstrzymując po Zmartwychwstaniu chcącą go objąć Magdalenę (noli me tangere), ukryty w kryształowej tubie, zamkniętej z obu stron. Te relikwie wykopano w krypcie, w 1279 r., podczas poszukiwań prowadzonych pod kierunkiem Karola II Andegaweńskiego. Zamknięto je wówczas w pojemniku ze złota i srebra, ozdobionym klejnotami. Ten relikwiarz, podobnie jak wszystkie inne cenne przedmioty zostały zrabowane w czasie Rewolucji. Obecna wersja, zaprojektowana przez architekta Henri Revoila i wykonana przez rzeźbiarza Adolphe’a Napoleona Didrona, pochodzi z 1860 r. i podobno bardzo przypomina oryginał.

 

Saint-Maximin

 

I teraz nie wiem: zrabowano tylko relikwiarze, czy także ich zawartość? Czy to, co jest tutaj przedmiotem kultu, to oryginał, czy podróbka?

Lokalna anegdota głosi, że początkowo relikwie Marii Magdaleny mogli oglądać tylko mężczyźni. Ale gdy król Francji Franciszek I wracając z wojennych wyczynów w Italii, odwiedził bazylikę w 1516 r., kazał wynieść je z krypty do prezbiterium, by jego żona i córki mogły je obejrzeć. Po czym, gdy relikwie z powrotem zniesiono do krypty, Franciszek rzucił do niej drogocenny diament, po czym zadecydował, że kobiety będą mogły wchodzić do krypty. Dziś wchodzić może każdy i to za darmo. A relikwiarz świętej opuszcza kryptę tylko raz w roku, 22 lipca, kiedy to stawiany jest na ołtarzu głównym w czasie mszy, a następnie niesiony w uroczystej procesji dookoła bazyliki.

W krypcie znajdują się cztery sarkofagi: św. Marii Magdaleny, św. Marceli i św. Maximina, św. Zuzanny, i św. Sydoniusza. W centralnym miejscu znajduje się relikwiarz z czaszką Magdaleny. Czaszka przykryta jest czarną maską i robi niesamowite wrażenie. Dlaczego akurat tak wygląda? Nie wiem. Czy jest to naprawdę czaszka Magdaleny? Też nie wiem i nikt mnie nie upewnia w tym, że tak jest. A przecież, gdyby tylko kościół się zgodził na poważne badania naukowe można by dowiedzieć się prawie wszystkiego… Przede wszystkim pobranie niewielkiej próbki i analiza C-14 pozwoliłaby ustalić czy czaszka rzeczywiście pochodzi z I wieku n.e. Jeśli tak, to porównanie kodu genetycznego z próbkami pobranymi z relikwii Łazarza i Marty pokazałoby czy jest to rodzeństwo, czy nie.

No tak, ale jeśli by próba okazała się negatywna, to bazylika straciłaby główną atrakcję… Więc pewno dlatego badań się nie przeprowadza… To znaczy owszem – badania były. W 1974 r. przeprowadzono autopsję czaszki, której wyniki podaje informacja wewnątrz bazyliki. Dowiadujemy się z niej, że „należy ona do kobiety w wieku ok. 50 lat, typu śródziemnomorskiego”. Czy w Magdali w Palestynie, a także w Betanii koło Jerozolimy też mieszkali ludzie typu śródziemnomorskiego?

Łazimy wokół bazyliki. Kościół otaczają Plac Republiki, Plac Zwycięstwa, a z ulicy Rewolucji jest najlepszy widok na Bazylikę. No i właśnie tutaj, w kawiarni zauważamy księdza proboszcza siedzącego z Angielkami i pokazującego im przy kawie na laptopie szczególne atrakcje zarządzanego przezeń kościoła. My siadamy, też przy kawie nieco dalej, by nabrać sił przed dalszą drogą. I pomyśleć o tym, co przed chwilą oglądaliśmy.

W samej bazylice, w jej otoczeniu i wydawnictwach, w które zaopatruję się w pobliskim Biurze Turystycznym kościół w Saint-Maximin-la-Sainte-Baume przedstawiany jest jako miejsce, w którym znajduje się trzeci najważniejszy grób chrześcijaństwa. Pierwsze dwa to grób Jezusa w jerozolimskiej Bazylice Grobu Pańskiego i grób św. Piotra w bazylice w Watykanie. Na każdym kroku widać, że miasto żyje ową tradycją, której zawdzięcza sławę oraz konkretne korzyści, jakie przynosi ogromny ruch pielgrzymkowy i turystyczny (nie utożsamiałbym ich ze sobą…). Ale w nazwie ma nie Marię Magdalenę, tylko u nas kompletnie nie znanego Maximina, o którym wiemy tylko tyle, że – jeśli wierzyć Ewangeliom – był jednym z 72 uczniów Jezusa, a prywatnie pracował w Betanii u Łazarza, Marty i Marii jako intendent ich domu, a (to już według tradycji z południowej Francji) po Ukrzyżowaniu znalazł się na statku wraz z kilkunastoma innymi osobami z otoczenia Chrystusa, z którymi dopłynął do Prowansji i tu rozpoczął działalność ewangelizacyjną, która doprowadziła go do stanowiska pierwszego biskupa Aix-en-Provence. Dlaczego pod koniec życia osiadł w niewielkiej, rzymskiej osadzie villa Lata, odległej od Aix o blisko 50 km? Czy dlatego, że Magdalena, początkowo mieszkająca wraz z nim w Aix, postanowiła porzucić marności świata tego i wybrała życMaria Magdalenaie pokutującej pustelnicy w dzikiej grocie w pobliskich górach, noszących dziś od owej groty (po prowansalsku: baumo) nazwę Massif de la Sainte Baume?

I choć Magdalena podobno pod koniec życia zeszła z gór i przyjąwszy z rąk Maximina absolucję, zmarła na rękach przyjaciela i została przezeń tutaj pochowana – miasto po jego śmierci otrzymało jego imię, a nie – jak można by się spodziewać – o wiele sławniejszej i ważniejszej dla chrześcijaństwa kobiety. To nielogiczne, ale paradoksalnie ta nielogiczność poniekąd świadczy na rzecz prawdziwości owej historii (powiedzmy raczej: tradycji), bo już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa rola kobiet w ewangelizacji była pomniejszana, a postać Magdaleny interpretowana była – nawet we Francji – dość niejednoznacznie.

Ludzie osiedlali się tu już w epoce paleolitu. Pod koniec ery żelaza na pobliskich wzgórzach zaczęły powstawać umocnione osady celtycko-liguryjskie. Rzymianie pojawili się w okolicy zgodnie ze schematem, znanym i w dzisiejszych czasach: kupcy i żeglarze z pobliskiej greckiej osady Massalii (to późniejsza Marsylia) poprosili Rzymian o pomoc w zwalczaniu piratów liguryjskich i ich osiadłych na lądzie pobratymców, którzy psuli Massalczykom interesy. Rzymianie przyszli z pomocą, Liguryjczyków wypędzili i sami zajęli ich miejsce. Panowanie Rzymu w tych okolicach umocniło się w -102 r., kiedy to u podnóża dzisiejszej Góry św. Wiktorii legioniści, dowodzeni przez Gajusa Mariusza pokonali nacierające od północnego-wschodu plemiona teutońskie. Centrum osadniczym w tej okolicy stało się miasteczko Villa Lata, usytuowane w rejonie dzisiejszego placu François Melherbe w St. Maximin, na zachód od obecnej bazyliki.

W V wieku powstał tu pierwszy klasztor, skupiający zakonników reguły kasjanickiej z Marsylii – i pierwszy zalążek dzisiejszej bazyliki. A może drugi?

Podobno zaraz po śmierci Maximina – pewno gdzieś ok. 65 r. – miejscowości nadano jego imię. Mało w to wierzę: moim zdaniem mogło to nastąpić dopiero po wydaniu edyktu mediolańskiego cesarzy Konstantyna i Licyniusza w 313 r., gwarantującego wolność religijną w imperium. Ale według miejscowej tradycji jeszcze za swojego życia Maximin kazał zbudować niewielkie oratorium, czyli miejsce modlitwy (kościołów jeszcze wtedy nie budowano) nad miejscem, gdzie pogrzebał Magdalenę. Oratorium, być może już wtedy wyposażone w baptysterium w postaci niewielkiego basenu (wówczas chrzest polegał na zanurzeniu całego grzesznego ciała w święconej wodzie) rozbudowano w świątynię dopiero w czasach Merowingów, w V wieku. Jak już mówiliśmy – stało się to za sprawą kasjanitów, którzy powiązali religijnie miejscowość St. Maximin z opactwem św. Wiktora z Marsylii.

Maria MagdalenaPodczas inwazji Saracenów w VIII w. miejscowi chrześcijanie pospiesznie zasypali kryptę, znajdujące się w niej groby i inne religijne pamiątki, by nie zostały one zniszczone przez muzułmanów. Inna wersja opisu tych wydarzeń podaje, że w obawie przed Saracenami szczątki świętej wywieziono do burgundzkiego Vezelay, gdzie także znajduje się bazylika Marii Magdaleny. To raczej pomyłka: odległy od Saint-Maximin o 600 km kościół w Vezelay powstał przynajmniej sto lat po inwazji Saracenów na południową Francję, więc czczone tam relikwie Marii Magdaleny musiały trafić tam później i pewno z innego źródła. Piszę o tym niżej. Kult Marii Magdaleny w St. Maximin istniał nadal, kolejne pokolenia pamiętały o istnieniu krypty, ale nadal pozostawała ona ukryta. W 1135 miejscowość należała do Katalonii i Rajmond Bérenger I nadał jej obecny herb (pięć pomarańczowych pasów na żółtym tle). Potem Beatrycze z Prowansji wyszła za mąż za Karola I Andegaweńskiego, brata króla Francji Ludwika Świętego, dzięki czemu Prowansja weszła w skład korony francuskiej. Dopiero w 1279 r. Karol II Andegaweński, syn ówczesnego hrabiego Prowansji Karola I podjął poszukiwania szczątków Marii Magdaleny, do której – jak pisano potem w jego biografiach – czuł szczególne oddanie. Kierując się wspomnieniami miejscowych ludzi (ale wg ówczesnych kronikarzy – z inspiracji boskiej lub niebieskiej), odkopano kryptę z czasów wczesnochrześcijańskich, a znalezione w niej szczątki ludzkie przypisano świętej Marii Magdalenie. Gdy Karol II został władcą Prowansji i królem Neapolu (a także tytularnym królem Jerozolimy) w 1295 r. zwrócił się do papieża Bonifacego VIII o potwierdzenie autentyczności odkrycia szczątków Magdaleny. Apelowali też o to biskupi Prowansji, przytaczając własne dowody na prawdziwość tej tezy: były to świadectwa ludzi, którzy odkopawszy kości, stwierdzani, że wydzielają one przyjemny, zgoła niebiański zapach. Papież wydał stosowną bullę i odtąd kult Marii Magdaleny w tym miejscu stał się obowiązujący.

Skręca mnie w środku, jak to czytam, bo tak naprawdę do dziś poza niebiańskim zapachem nie poszukano żadnego innego dowodu na to, że wMaria Magdalena podziemiach bazyliki są autentyczne szczątki apostołki apostołów. Teoretycznie wiarę w to można wesprzeć wiedzą naukową – albo wykluczyć. Teoretycznie, jak mówię. Bo tak naprawdę nie ma opozycji między wiarą a wiedzą – jest tylko wiara, o czym przekonuje historia Całunu Turyńskiego: tyle razy naukowo badany i analizowany, przynosi po pierwsze rozmaite rozwiązania, a te, które nie odpowiadają wierzącym w jego autentyczność, są a priori odrzucane z komentarzem: nie wierzę w te badania… A na to już nie ma rady, o czym przekonuje nas współcześnie – toutes proportions gardées – casus katastrofy smoleńskiej…

A popularność całej tej tradycji prowansalskiej bierze się z literatury. Jeśli się nie mylę – pierwsza, anonimowa wzmianka na temat związków Magdaleny z Prowansją pochodzi z pieśni z VII w., przytoczonej w Acta Sanctorum przez XVII-wiecznego jezuitę Jeana Bollanda. A później szeroko i ciekawie pisał o tym karoliński kronikarz i niezwykły erudyta, Rabanus Maurbenedyktyn Raban Maur, który wbrew nazwisku nie miał nic wspólnego z Maurami, bo był czystej krwi Niemcem z Moguncji, działającym głównie w Fuldzie, ale pozostającym pod wpływem benedyktynów z francuskiego Tours. Imię „Maur” nosił jeden z ulubionych uczniów św. Benedykta i dlatego Rabanus je przyjął. Jego dziełem jest szczegółowy Żywot Marii Magdaleny, dzieło zapewne znane od wieków w odpisach, tak jak inne prace Maura, ale dla współczesnych odkryte w… bibliotece uniwersyteckiej w Oxfordzie w 1842 r. Czy wiedza, zawarta w tym dokumencie (jeśli była wiedzą, to na czym opartą?) mogła być szeroko znana w rejonie Midi? Nie mogła: w IX wieku nawet najwspanialsi pisarze nie byli szeroko znani. No, oczywiście, był Homer, Platon, Horacy… No i byli Mateusz, Łukasz, Jan, Marek… Ale oni o prowansalskich tropach Magdaleny nie pisywali. A więc na pewno legenda Madeleine nie powstała na skutek lektury dzieła Rabana Maura – prędzej odwrotnie. Jednak odnoszę wrażenie, że Maur był zbyt dobrym historykiem i encyklopedystą, by opierał się wyłącznie na ludowych podaniach.

7 Rabanus Maur przed papieżem Grzegorzem IV

Potem, w drugiej połowie XIII w. pojawia się prawdziwy bestseller, już rzeczywiście szeroko znany i czytywany przy kominkach, ze szklaZłota legendaneczką dobrego wina w ręku przez wyedukowanych mnichów, właścicieli zamków i pałaców we Włoszech, Francji i zachodniej Europy. To Złota legenda, zbeletryzowane żywoty świętych i męczenników, dzieło włoskiego dominikanina i późniejszego arcybiskupa Genui, Jacopo da Voragine. Księga obszerna i bardzo popularna – ale powszechnie uważana za zgrabnie zmyślone pobożne bajeczki, z prawdą historyczną niewiele mające wspólnego.

Takiej oceny Złotej legendy dokonują autorytety historyczne, którym nie sposób nie wierzyć. Tylko, że akurat w kwestii prowansalskich szlaków Magdaleny i jej rodziny wiele szczegółów u Voragina i Rabana Maura pokrywa się. Niewątpliwie, dominikanin z Genui mógł znać dzieło swego starszego o 300 lat kolegi. Ale możliwe jest i to, że obaj opierali się na innym, wspólnym źródle. Źródłem tym jest tradycja francuska, której całkowicie nie sposób odrzucać.

Jedno w tym wszystkim jest podejrzane i niepokojące: że wszystkie działania „archeologiczne”, podejmowane z polecenia możnych z Prowansji, następują już po ukazaniu się Złotej legendy i mają za zadanie odkryć konkretne sprawy w konkretnych lokalizacjach. Odbywa się to i w czasach Karola Andegaweńskiego w Saint-Maximien, jak i później, gdy dobry król René każe odkopać grób Świętych Marii w Saintes-Maries-de-la-Mer. To sprawia wrażenie działania na zamówienie i w celu uzyskania założonego wcześniej rezultatu. A że naukowa weryfikacja takich odkryć była wówczas (i jest dzisiaj również) praktycznie niemożliwa – więc wszystkie opisywane tu sprawy musimy pakować do szuflady z napisem Tradycja. Jest ona blisko szuflady z napisem Historia, ale jednak to dwie różne szuflady. W dodatku - obok jest też szuflada z napisem: mitologia...

 

Dygresja dla wykształciuchów - Maria Magdalena:

 

Cóż zatem z owej tradycji wiemy o naszej bohaterce? Dość sporo, może nawet trochę za dużo. Zacznijmy od Ewangelii kanonicznych. Wszystkie wspominają o niej, w sumie kilkanaście razy, przy czym dopiero późniejsi egzegeci wszystkie te wzmianki usiłują skleić w całość. Mamy bowiem pod tym imieniem przedstawioną kobietę szaloną, z której Jezus wypędził siedem złych duchów. Jest także kobieta lekkich obyczajów, utożsamiana z Magdaleną, w zasadzie bez powodu, bo w Ewangelii Janowej imię owej niewiasty, przyprowadzonej do kamienowania, nie pada:

Łukasz CranachCały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, tę kobietę dopiero co pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?» Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień». I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz!». (Ten i wszystkie następne cytaty z Pisma Świętego – wg „Biblii Tysiąclecia”).

O tym, że Maria Magdalena jest kobietą, którą Jezus uwolnił od opętania, wspomina już z imienia i Łukasz, i Marek. Jest ona wymieniana na pierwszym miejscu wśród kobiet, będących świadkami Ukrzyżowania i złożenia do grobu (Marek, Mateusz), tylko Jan wymienia na pierwszym miejscu Matkę Boską (Mk i Mt ją w ogóle pomijają), a Magdalenę wspomina na końcu. Ona jest także wymieniana z imienia jako pierwszy świadek Zmartwychwstania.

Ale tak naprawdę w tradycji Zachodu Magdalenę tworzą trzy osobowości zespolone w jednej kobiecie, znaczącej bardzo wiele w życiu Jezusa: to Marii z Betanii. Ewangelie nie dają nam żadnego upoważnienia do nadawania jej drugiego imienia – Magdalena, a wszystkie późniejsze interpretacje wydają się trochę naciągane. Ale przecież nie musimy trzymać się ocenzurowanych już w IV stuleciu – a zatem niedługo po napisaniu – tekstów Ewangelii, tylko powiązać je ze śladem tradycji, opowiedzianej przez Rabana Maura, który wiedzę swoją czerpał nie tylko z pism świętych, ale i dokumentów, które studiował w Jerozolimie i Betlejem, dla którego rodzina z Betanii to najważniejsi spośród ewangelicznych aktorów drugiego planu.

Według niego, matką trójki rodzeństwa była Eucharia, wywodząca się z królewskiego rodu Dawida. Ojcem Marty był Teofil, wywodzący się z książęcego rodu, zajmujący ważne stanowisko w Syrii. Łazarz i Maria mieli innego ojca, którego imienia Raban nie zna. Rodzina była bardzo bogata, mająca dużo pieniędzy, wielu niewolników, duże włości w samej Jerozolimie i trzy dominia poza nią: Betanię w Judei, Magdalon w Galilei, na wybrzeżu jeziora Genezaret i inną Betanię nad Jordanem w Galilei, gdzie Jan udzielał chrztów. Łazarz posiadał domy w Jerozolimie, Marta gospodarzyła w Betanii Judejskiej, a Maria zarządzała Magdalonem. Ale wszystkie sznurki trzymała Marta, najzdolniejsza i najmądrzejsza z nich wszystkich, prowadząca interesy całej rodziny. Łazarz był typowym bon-vivantem swoich czasów, ale mieszkał na ogół razem z Martą w Betanii.

Maria była rówieśnicą Jezusa. Żyła w luksusie, szukając tylko przyjemności, przez co stała się obiektem wielu skandali i nazywano ją grzesznicą z Madgali. Jezus, który – jak mówi Pismo – nie przyszedł nawracać sprawiedliwych, tylko grzeszników, oraz szukać i ratować tych, którzy się zagubili – pozdrowił ją. Łukasz tak opisuje ich pierwsze spotkanie:

RubensJeden z faryzeuszów zaprosił Go do siebie na posiłek. Wszedł więc do domu faryzeusza i zajął miejsce za stołem.  A oto kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne, dowiedziawszy się, że jest gościem w domu faryzeusza, przyniosła flakonik alabastrowy olejku i stanąwszy z tyłu u nóg Jego, płacząc, zaczęła łzami oblewać Jego nogi i włosami swej głowy je wycierać. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem. 

Widząc to faryzeusz, który Go zaprosił, mówił sam do siebie: «Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, co za jedna i jaka jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest grzesznicą». Na to Jezus rzekł do niego: «Szymonie, mam ci coś powiedzieć». On rzekł: «Powiedz, Nauczycielu!» «Pewien wierzyciel miał dwóch dłużników. Jeden winien mu był pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt. Gdy nie mieli z czego oddać, darował obydwom. Który więc z nich będzie go bardziej miłował?» Szymon odpowiedział: «Sądzę, że ten, któremu więcej darował». On mu rzekł: «Słusznie osądziłeś».

Potem zwrócił się do kobiety i rzekł Szymonowi: «Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała mi stopy i swymi włosami je otarła. Nie dałeś mi pocałunku; a ona, odkąd wszedłem, nie przestaje całować nóg moich. Głowy nie namaściłeś mi oliwą; ona zaś olejkiem namaściła moje nogi. Dlatego powiadam ci: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje». Do niej zaś rzekł: «Twoje grzechy są odpuszczone». Na to współbiesiadnicy zaczęli mówić sami do siebie: «Któż On jest, że nawet grzechy odpuszcza?» On zaś rzekł do kobiety: «Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!»

Tu znów Ewangelista nie podaje imienia kobiety, ale to mogłaby być Maria z Magdalonu.  Taki pogląd ex cathedra wyraził już w VI w papież Grzegorz I. Niewykluczone, że owo spotkanie było wcześniej ukartowaną prowokacją. Faryzeusz być może znał Magdalenę i przy jej pomocy chciał zastawić pułapkę na Jezusa. Może początkowo zgodziła się uczestniczyć w tym podstępie – nie przypadkiem miała przecież przy sobie drogi olejek do namaszczania. Weszła – i jak niemal wszyscy uległa urokowi młodego Rabbiego. Może od razu się zakochała? W każdym razie postanowiła odmienić swoje życie – a do tego potrzebowała resetu, wyzerowania swego niezbyt chlubnego dorobku. A zatem - konwencjonalnie mówiąc – wybaczenia.

Co nie było łatwe – przecież Magdalena, jeśli przyjmiemy punkt widzenia Maura, nie była żadną prostytutką, sprzedającą swoje ciało z nędzy, by uratować życie swoje i swojej rodziny. Była luksusową kokotą, poszukującą niemoralnych przyjemności, nie pieniędzy.

Magdalena dołącza więc do sporego już orszaku wyznawców, uczniów wędrujących po Galilei z Jezusem. I któregoś dnia spotyka tam Martę, swoją starszą siostrę przyrodnią, stanowiącą jej charakterologiczne przeciwieństwo: spokojna, gospodarna, porządna aż do bólu. Ale i ona słyszała o Nauczycielu i czuła potrzebę odmiany. A w każdym razie była ciekawa, jak to wszystko wygląda.

Wyobrażam sobie tę scenę. Marta nie może uwierzyć: jej marnotrawna siostra, której majątek był przez MartVeermerę powiększany, a przez Marię trwoniony – teraz wpatrzona w Rabbiego, w byle jakim ubraniu, boso podąża przez Galileę, jak jakaś hipiska. Pierwsza reakcja: znów przynosi wstyd rodzinie. Natychmiast do domu! Ale wiadomo, że żadne zakazy i polecenia, które od lat nie odnosiły skutku, nie zadziałają i tym razem. Marta wymyśla więc chytry plan: zaprasza do swojej posiadłości w Betanii Nauczyciela. Magdalena pójdzie z nim, a potem się zobaczy.

Potem – jak wiadomo, Jezus stał się przyjacielem całej rodziny, a gdy Łazarz zachorował i umarł – po czterech Wskrzeszenie Łazarza, Giottodniach został przez niego wskrzeszony. Przyjaźń trwała do końca – do Ukrzyżowania i Zmartwychwstania, co już jest powszechnie wiadome. Czy oznaczało to też zwykłą, ludzką miłość między Magdaleną z Jezusem? A może ich małżeństwo? W to ostatnie bardzo wątpię, choć niektórzy w to wierzą. Argument, że wszyscy „prawdziwi” Żydzi zawierali małżeństwa jest bardzo słaby: z opisów w Ewangeliach wprost wynika, że singlami byli na przykład pozostali mieszkańcy Betanii: Łazarz i Marta… Ale miłość? Czemu nie? Pewno nie bez przyczyny w liście do Tymoteusza święty Paweł (zaprzysięgły stary kawaler i mizoginista, w przeciwieństwie do św. Piotra, który był żonaty, a nawet Jezus uzdrowił mu teściową) kobiety stawiał zdecydowanie w drugim rzędzie i zalecał by w czasie modlitwy były w skromnie zdobnym odzieniu, niech się przyozdabiają ze wstydliwością i umiarem, nie przesadnie zaplatanymi włosami albo złotem czy perłami, albo kosztownym strojem, lecz przez dobre uczynki, co przystoi kobietom, które się przyznają do pobożności. 

Kobieta niechaj się uczy w cichości z całym poddaniem się. Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam ani też przewodzić nad mężem lecz [chcę, by] trwała w cichości. Albowiem Adam został pierwszy ukształtowany, potem - Ewa. I nie Adam został zwiedziony, lecz zwiedziona kobieta popadła w przestępstwo. Zbawiona zaś zostanie przez rodzenie dzieci, jeśli wytrwają w wierze i miłości, i uświęceniu - z umiarem.

A czemu tak? Otwarcie stawia sprawę reformator kościoła, choleryk i radykał Marcin Luter, pisząc o Magdalenie, a właściwie o kobietach w ogóle:

 Ona nie potrafi myśleć, marzyć, mówić o niczym innym, jako tylko o tym: gdybym miała tego mężczyznę, mego najukochańszego gościa i pana, radowało by się moje serce.

No, pewno tak i było, ale cóż w tym złego? Pewno to, że według dogmatyków kochać trzeba tylko Boga, a miłość ludzka zawsze ma jakiś taki zapaszek spoconej alkowy. Ale jeśli kocha się Boga-Człowieka?

I potem następuje ta tragiczna Pascha, będąca – jak wyraźnie pisze Jan – bezpośrednim skutkiem wskrzeszenia Łazarza, bo gdy Wysoka Rada arcykapłanów i faryzeuszy dowiedziała się o tym cudzie, w tym samym dniu postanowiła o tym, że Jezus musi umrzeć, co miało nie dopuścić do podważenia autorytetu kapłanów, przede wszystkim w oczach Rzymian, którzy przecież tolerowali istnienie państwa żydowskiego pod warunkiem utrzymywania nad nim pełnej kontroli przez podporządkowanych im członków lokalnych władz. Lepiej żeby zginął jeden człowiek – mówi Kajfasz – niż miałby zginąć cały naród.

BoticelliMagdalena towarzyszy Jezusowi podczas kaźni cały czas. Obejmuje krzyż, gdy Chrystus umiera, jest obok, gdy jego ciało jest składane w grobie, jako pierwsza biegnie w niedzielę do mogiły, by namaścić go po śmierci. Ona pierwsza wchodzi do pustego grobowca i pierwsza spotyka Jezusa po zmartwychwstaniu.

I następuje ta dramatyczna scena, która stała się najczęściej odtwarzanym przez sztukę wizerunkiem tych dwojga, może kluczowa dla ich wzajemnych relacji: Magdalena widzi koło pustego grobu mężczyznę, którego nie poznaje. WIE, że Jezus nie żyje, jest może najbardziej wiarygodnym świadkiem jego śmierci – czarny cień musnął i ją, bo była najbliżej. Więc bierze go za kogoś obcego, myśli, że to ogrodnik, bo przecież grób Jezusa jest na terenie ogrodu jego krewnego – Józefa z Arymatei. Pyta go, czy nie widział ciała, czy może to on je przeniósł w inne miejsce. On najpierw milczy, po czym odzywa się jej imieniem:

- Mario!

I w tym momencie uświadamia sobie, że widzi swego ukochanego – powiedzmy – nauczyciela. Tak też się do niego zwraca:

- Nauczycielu!

Ona doskonale rozumie, że nastąpił cud, że Jezus, który umarł – zmartwychwstał. Znów żyje i znów będzie z nimi. Z nią. To dla niej nic nowego, to już było, kiedy z grobu po czterech dniach wyszedł, żywy i całkiem zdrowy jej rodzony brat Łazarz. Tu minęły tylko trzy dni…

Szczęśliwa rzuca mu się do stóp, wyciąga ręce, by go objąć – i wtedy padają słynne słowa:

­- Nie dotykaj mnie!

Szok. Jak myła mu wcześniej stopy i wycierała własnymi włosami (ta niewątpliwie erotyczna scena powtarza się w Ewangeliach kilkakrotnie), jak namaszczała go drogimi olejkami, jak mu usługiwała i całowała jego ręce i stopy – było OK, a teraz zostaje odtrącona? Dlaczego?

 

Giotto Tycjan Fra Angelico Rubens Rembrandt

 

Niektórzy tłumacze i egzegeci próbują owo słynne Noli me tangere (po włosku, bo najbardziej znane z tytułu obrazu Tycjana) rozumieć jako „nie zatrzymuj mnie”. Tak czytamy np. w Janowej Ewangelii w Biblii Tysiąclecia. Chrystus powoli odchodzi do domu Ojca, jeszcze ma tu na ziemi kilka spraw do załatwienia, ale jest już w tym świetlistym tunelu, z którego nie ma – na razie – powrotu. Nie został wskrzeszony, jak Łazarz, tylko zmartwychwstał, ale to chwilowe. Nie wraca do żywych, bo nie po to umarł, żeby tylko zaświadczyć o umiejętnościach, które przed nim miewali i wielcy prorocy. Cele, jakie mu przyświecają, są o wiele większe.

Większe też od miłości Magdaleny…

Chrystus odsyła ją do apostołów z nowiną o swoim odchodzeniu i znika.

Mateusz widzi to inaczej. W ogóle nie pisze o Marii Magdalenie, tylko o niewiastach, którym zmartwychwstały Jezus pozwala się objąć, i to im – w liczbie mnogiej – zleca powiadomienie uczniów. Marek wskazuje, że Chrystus po zmartwychwstaniu ukazał się – jako pierwszej – Marii Magdalenie, z której wyrzucił siedem złych duchów. Łukasz w ogóle nie wspomina o spotkaniu Jezusa z Magdaleną w cztery oczy, za to podaje ciekawy szczegół: otóż po spotkaniu z uczniami w Emaus, po rozmowie w Wieczerniku z apostołami Jezus wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce błogosławił ich.  A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba. A zatem wniebowstąpienie nastąpiło w Betanii,  posiadłości Marty, Magdaleny i Łazarza.

Wygląda więc na to, że Jan był najlepiej poinformowany, a jednocześnie tylko on podaje wiadomość o tym, że ostatnie spotkanie Jezusa i Magdaleny było spotkaniem dla niej dość przykrym…

Według Rabana Maura rodzina z Betanii po wniebowstąpieniu spędzała najwięcej czasu z Marią, matką Jezusa. Z Ewangelii Janowej wiemy, że przed śmiercią Jezus powierzył właśnie Janowi opiekę nad matką, więc można przypuszczać, że ukochany uczeń był także z nimi. Ale na horyzoncie ponownie zaczęły się gromadzić chmury: kapłani żydowscy, a także niektórzy Rzymianie zaczęli poszukiwać świadków Zmartwychwstania – czyli nieskuteczności orzeczonej przez nich kary dla wichrzyciela, jak oceniali Jezusa. Szczególne zagrożenie dla establishmentu stanowił Łazarz – człowiek, który za sprawą Jezusa powrócił do żywych. Sygnałem zbliżania się szczególnego niebezpieczeństwa była męczeńska śmierć współpracującego z apostołami diakona Szczepana, który został z wyroku Sanhedrynu ukamienowany w trzy lata po odejściu Zbawiciela.

Wspominając słowa Jezusa o tym, że Jerozolima wkrótce zostanie zniszczona, rodzina z Betanii postanowiła uciekać drogą morską. Jan Apostoł zapewne odmówił wspólnego wyjazdu i wyemigrował lądem do Efezu (dziś w Turcji). Towarzyszyła mu Matka Jezusa, która tam zmarła i została uniesiona do nieba (wg innej wersji – wniebowzięcie Maryji miało miejsce w pobliżu góry Syjon w Palestynie). On sam został najpierw wysiedlony na wyspę Patmos, gdzie napisał Apokalipsę, a dokonał żywota ok. 103 r. w Efezie, gdzie stworzył swoją Ewangelię.

A Łazarz z siostrami, dwoma spośród uczniów Trofimem i Maximinem, Sydoniuszem, któremu Jezus przywrócił wzrok, Marią Jakubową i Marią Salomeą, Marcelą – służącą Marty, Sarą – służącą Marii Salomei (według niektórych organizatorem ucieczki i jej uczestnikiem był także Józef z Arymatei) wsiedli na statek, chcąc dotrzeć do Marsylii (wówczas: Massalii), która jako dawna kolonia fenicka miała od dawna relacje handlowe z Palestyną. W niektórych przekazach podróż morska była zesłaniem, a bliskich Jezusa wsadzono na statek pozbawiony steru i żagli. W artykule La présence de la tombe de Jésus en Gaule, Christian DoumSaint Maximinergue (2004 r., portal Marie-Madeleine.org) przedstawia interesujący, poparty licznymi cytatami, pogląd, że Maria Magdalena przywiozła do Galii zabalsamowane ciało Jezusa (wspominam o tym w rozdziale IV, Magdalena i diabeł), pokazuje też malunek z relikwiarza, przechowywanego w Sainte Baume. Niektórzy widzą w tym reminiscencje egipskiego kultu solarnego, ale można chyba też to tłumaczyć inaczej... Tak czy inaczej, po długiej podróży wszyscy wylądowali w miejscu, gdzie do Morza Śródziemnego wpada rzeka Rodan. Dziś, jak wiemy, jest tam miasto Saintes-Maries-de-la-Mer, Święte Marie z Morza.

 

Relikwiarz w Sainte Baume 

 

 

7 Podróż do Galii 

 

 

 

 

Wybrzeże chyba było tam już zamieszkałe, bo miejsce było wprost wymarzone, by zbudować tam port rybacki. Geograf rzymski Avienus w IV w. pisał, że miasto nazywało się oppidum priscum Ra, a legendy głoszą, że byli tam jacyś czciciele egipskiego boga Ra, ale to pewno późniejsza interpretacja prawdziwego obiektu kultu, jakim od 36? 46? r. stał się dziwny statek z dalekiego kraju. Płaskodenny, szeroki, zwykła barka, jakiej na morzu nie używano. Barka, a może nawet tratwa – czyli rzymskie ratis. Miejscowość prawdopodobnie nazywała się początkowo po oksytańsku Vila de la Mar, miasto morza, ale wkrótce, zapewne pod wpływem nowych przybyszy, związano jej nazwę z Marią, matką Jezusa: najpierw była to po prostu Sainte Marie, święta Maria, a potem Notre Dame de Ratis, Matka Boża z Barki, na koniec – Notre Dame de la Mer, Matka Boża Morska. Upamiętnienie Maryi, której kult nie był wówczas tak powszechny jak dziś, jest dość oczywiste, jeśli przypomnimy sobie, że Maria Jakubowa była siostrą Matki Boskiej, a Maria Salomea – jej kuzynką.

Dość szybko jednak załoga płaskodennego statku postanowiła się rozproszyć po świecie. Na miejscu zostały obie Marie, osoby już w podeszłym wieku, wraz ze służącą – Sarą. Józef powędrował aż do Anglii, pozostali rozeszli się po Prowansji. Szczegółowo pisałem o tym w II odcinku relacji z naszej podróży, tutaj tylko przypomnę to, co dotyczy Marii Magdaleny, bo sam nie wiem, co o tym myśleć.

Początkowo towarzyszyła bratu, bo Łazarz chciał zrealizować wcześniejszy plan dotarcia do Marsylii. Przybyli tam razem i Łazarz rozpoczął ewangelizację portu i okolic. Co prawda, wschodni chrześcijanie uważają, że dotarł od w swej ucieczce tylko do Cypru i tam dokonał żywota, ale my idźmy śladem tradycji zachodniej, która widzi w nim pierwszego biskupa Marsylii. Chrześcijaństwo oficjalnie pojawiło się tam dopiero w V w. za sprawą świętego Kasjana, ale wiemy z życiorysu męczennika Aleksandra z Brescii, który poniósł śmierć za rządów cesarza Klaudiusza, a więc ok. 54 r., że był on w Marsylii i spotkał tam Łazarza, a potem odwiedził Aix-en-Provence (wówczas: Aigues-Sextiae), gdzie w wierze umocnił go Maximin. Inne lokalne źródła kościelne potwierdzają obecność Łazarza w Marsylii do czasu, aż poniósł on męczeńską śmierć za czasów cesarza Domicjana, ok. 90 r. – podobno w wieku 94 lat.

Ale Magdalena opuściła go znacznie wcześniej. Może wkrótce po przybyciu do Marsylii. Po prostu któregoś dnia zabrała się i przeniosła do odległego o pół dnia drogi Aix. Do swojego dawnego pracownika – Maximina. Była z nim w Aix jakiś czas, po czym postanowiła porzucić życie w mieście i przeniosła się w góry, znajdujące się na granicy diecezji, zarządzanej przez Maximina, na południe od Villa Lata, w grocie wśród stromych skał i lasów, gdzie żyła samotnie jako pokutnica. Według legend – nie jedząc nic, odwiedzana tylko przez anioły, ubrana w płaszcz z własnych włosów, jako jedyny majątek mając niezapisaną do końca księgę i ludzką czaszkę. Czyją?

Najciekawsze jest pytanie, dlaczego obrała życie pokutnicze? Za jakie grzechy pokutowała ta, której wszystko darował ten, który miał moc odpuszczania grzechów? Czy po przypłynięciu do Prowansji stało się coś, co wymagało dalszej pokuty? I to takiej, która trwała aż 33 lata? Może tym czymś był zbyt bliski związek z Maximinem?

Georges de la tour El Greco Tintoretto Toruń Cosimo

W międzyczasie święty Maximin porzucił stolicę biskupią, gdzie zastąpił go inny towarzysz z łodzi, święty Sydoniusz, niewidomy od urodzenia, którego ślepotę uleczył Jezus. Maximin czekał na Magdalenę, aż pojawiła się kiedyś w miasteczku – po to, by przyjąć z jego rąk komunię i umrzeć, prawdopodobnie w roku 69, a więc gdy miała koło siedemdziesiątki (czaszka w relikwiarzu należała do kobiety 50-letniej…). Pochowana w miejscu, które przed chwilą oglądaliśmy, czczona i wielbiona w mieście – które w nazwie odnosi się do dawnego intendenta majątku jej siostry. A druga część nazwy także nie odnosi się do Magdaleny, tylko do „świętej groty” (La Sainte Baume), w której rozpamiętywała przez dziesiątki lat swoje grzechy? Swoje odrzucenie? Nieumiejętność współżycia z ludźmi? Bo przecież z punktu widzenia „interesów” chrześcijaństwa i głoszenia świat Dobrej Nowiny to kolosalna strata, te 30 lat w grocie: komuż można by bardziej uwierzyć jak nie osobie, która była z Jezusem na dobre i złe, jak nikt inny wiedziała jaki był, i mogła samą sobą świadczyć o jego naukach, jego męczeńskiej śmierci i nadziei, jaką światu mogło dać jego zmartwychwstanie?

Pora się zbierać, pozostawiając mnóstwo pytań bez odpowiedzi, mnóstwo wątpliwości bez rozstrzygnięcia. Zdaję sobie sprawę, że to dywagacje mocno nie na miejscu: tak naprawdę nic z tego, co piszę tutaj opierając się na francuskiej tradycji może nie być prawdą. Przecież w kościele wschodnim, gdzie Maria Magdalena jest czczona co najmniej tak samo, jak tu, w Prowansji - nikt nie wierzy w żadne przejażdżki barką po Mare Nostrum: dla prawosławnych Magdalena – apostołka apostołów - zmarła spokojnie w Efezie, z początkiem X w. jej szczątki przewieziono do Konstantynopola, a potem, gdy został on zdobyty przez krzyżowców w 1204 r. – kości ekshumowano i przewieziono do Francji, ale nie do Prowansji, tylko do burgundzkiego miasta Vézelay…

W zachodniej tradycji też nie masz zgody, mopanku: wylądowali w Saintes Maries? A może jednak w Marsylii? Może na Wyspie Magdaleny? Pochowano ją w Saint Maximien? W Villerselve? Może w Rennes-le-Château? Albo w Arques, a dokładniej w Pontils?Ostatnia Wieczerza

Ostatnia WieczerzaW zachodniej tradycji nie da się też tak do końca przejść do porządku dziennego nad charakterem związku między Magdaleną z Jezusem. Oczywiście, wszyscy wiedzą, że ewangelie gnostyczne i rozmaitego rodzaju apokryfy chcą wiedzieć w Marii z Betanii i Magdali przynajmniej przyjaciółkę (żeby nie powiedzieć: kochankę) Nauczyciela, jeśli nie jego żonę. Ortodoksja to zdecydowanie i z oburzeniem odrzuca. Właściwie nie wiadomo dlaczego: Czy przez związek z kobietą, którą - znów wg gnostyków - Jezus kochał, szanował i powierzał jej swoje tajemnice Zbawiciel stałby się mniejszy? Jeśli to samo robił wobec Piotra czy Jana - to jest OK, a wobec Magdaleny - to już obrazoburstwo? Jakoś nikt się nie oburza, gdy widzi obrazek Jezusa głaszczącego włosy Jana Ewangelisty, gdy czyta, jak ów apostoł pisze o sobie, że był uczniem, którego Jezus kochał najbardziej... Kościół najchętniej by przedstawił Jezusa jako człowieka, obcującego wyłącznie z mężczyznami i to jeszcze nieżonatymi. Jedyną kobietą, którą Jezus może kochać jest jego Matka.

Ale prawdę powiedziawszy całe wczesnośredniowieczne chrześcijaństwo buntuje się przeciw temu i ma do tego dobre powody, przede wszystkim w zapisach Ewangelii, które jak najbardziej widzą w otoczeniu Jezusa kobiety i to nie tylko takie, które mu usługują. Znane są szeroko kontrowersje, dotyczące obecności Magdaleny - i kobiet w ogóle - w czasie Ostatniej Wieczerzy. Niby jak to miało wyglądać: kto tę wieczerzę przygotował? Konkretnie te wszystkie ryby, chleby, wina? Jakub z Piotrem? Akurat... Kto uczestniczył w wieczerzy? Tylko 12 apostołów? Kobiety przygotowały i poszły precz do innego pokoju?

Nasze wyobrażenie o Ostatniej Wieczerzy kształtuje od kilkuset lat niewątpliwie natchniony obraz Leonarda da Vinci, utrwalony we fresku w katedrze w Mediolanie. Znamy go wszyscy. I niech mi nikt nie wciska kitu, że ta kobitka na lewo od Jezusa, którą odsuwa Papirusdo niego święty Piotr - to jest święty Jan. Mógł mieć długie włosy - Chrystus też miał -  mógł mieć kobieca twarz, ale nie mógł mieć biustu... Poza Leonardem Ostatnią Wieczerzę malowali też i inni: i malowali Magdalenę w niej uczestniczącą. Może także i inne dziewczyny. A czemu Jezus nie wpuścił na wieczerzę własnej Matki? Ciekawe, prawda? Z apokryfu "Porządek apostolski", przypisywanego św. Janowi dowiadujemy się, że i Marta, i Maria Magdalena uczestniczyły w Ostatniej Wieczerzy (być może wraz z innymi kobietami w sąsiednim pomieszczeniu) i Marta - jak zawsze krytyczna wobec Magdaleny - tam mówi, że Magdalena nie otrzymała z rąk Zbawiciela Komunii, bo się wtedy śmiała...

Odnaleziony w 2012 r. i przedstawiony przez profesor Karen Leigh King z Uniwersytetu Harvarda fragment koptyjskiego papirusu z VI w. cytuje Jezusa, mówiącego o swojej żonie, z którą on mieszka i która jest jego uczennicą. Papirus jest absolutnie autentyczny, co więcej - prawdopodobnie stanowi kopię dokumentu z II w. n.e. Czy to podważa ważność Dobrej Nowiny? Wręcz przeciwnie. Co najwyżej jest dobrym argumentem na rzecz odrzucenia celibatu...

 

 

Płacimy rachunek, idziemy do samochodu. Pękam ze śmiechu: rozważamy, co jest prawdą, a co nie w literackim życiorysie Marii Magdaleny, a nie mamy pewności, czy taka osoba w ogóle istniała… To trochę tak, jak z Homerem, o którym mówimy, że nie wiadomo czy w ogóle istniał, ale wiemy na pewno, że był ślepy…

Warto byłoby podjechać jeszcze do jednego miejsca, które tradycja wiąże z Magdaleną i tym jej pokutowaniem nie-wiadomo-za-co – do owej Świętej Groty, położonej zaledwie o 20 km na południe od Saint Maximin, w wapiennych górach. Według zwolenników teorii związków naszej świętej z Rennes-le-Château i ogólnie z Langwedocją – Magdaleny tu w ogóle nie było, a jej usytuowanie w tym miejscu to po prostu zastąpienie przez jej kult dawnego kultu rzymskiej Artemidy.

Ale tym razem na pewno tego nie rozstrzygniemy, ani w ogóle już tam nie zdążymy: na wieczór musimy być 750 km stąd, nad granicą niemiecką. Ruszamy więc w stronę Aix-en-Provence autostradą A-8, nazywającą się tu La Provençale, by po 20 kilometrach zwolnić przy kolejnym miejscu, gdzie tradycja, oparta na fantazji nie tylko zdominowała rzeczywistość, ale zgoła realizm wyparła na straconą pozycję. Po prawej na przestrzeni kilkunastu kilometrów rozciąga się masyw Góry Świętej Wiktorii. Świętej, której w ogóle nie było…

CezanneTa góra fascynowała mnie od momentu, kiedy przygotowywałem dla swoich uczniów jakiś zestaw najważniejszych obrazów świata i umieściłem tam Monte Sainte Victoire Cezanne’a. Była jak samotna wyspa nad równiną, otaczającą Aix. Potem będąc kilkakrotnie w tym mieście, usiłowałem znaleźć miejsce, z którego Victoire tak wygląda jak u Cezanne’a i nie udało mi się. Teraz przesuSte Victoirewa się koło nas całe pasmo górskie, w którym Góra Świętej Wiktorii jest tylko najwyższą częścią. Między drogą, którą teraz jedziemy, a Wiktorią jest jeszcze znacznie niższy masyw Cengle. To właśnie tutaj generał i konsul rzymski Gajus Mariusz w -102 r. pokonał nacierających od północy Teutonów, których według na pewno przesadzonych relacji Plutarcha było ponad 100 tysięcy…

Tutaj gdzieś musi być ta Diabla Studnia, do której Mariusz wrzucał ciała pokonanych wrogów – musiała być diablo głęboka, żeby tych pokonanych Teutonów pomieścić… Plutarch musiał być facetem z fantazją! Konsul w ogóle miał pecha do obdarzonych fantazją hagiografów: prawie dwa tysiące lat później sir Walter Scott opisywał bitwę Mariusza z Teutonami i „odkrył”, że góra została nazwana Wiktorią od owej wiktorii nad dawnymi mieszkańcami Jutlandii, a może nawet Bałtami. A na szczycie góry Mariusz wystawił kaplicę na cześć Maryi, Matki Boskiej znaczy, od której imienia sam był nazwany.

Sir Scottowi jakoś nie przeszkadzało to, że Mariusz miał mieć imię od Matki Boskiej… na sto lat przed narodzeniem Chrystusa.

Mijamy górę Świętej Wiktorii. Jej najwyższy wierzchołek, wznoszący się na 1011 m n.p.m., nosi mało romantyczną i mało świętą nazwę Pic des Mouches, Szczyt Much. A po prowansalsku obecna nazwa całego masywu to Mont Venturi, od rzeczownika vent, wiatr. Czyli Góra Wiatrów po prostu.

A skąd święta Wiktoria? Cóż – wyjaśniałem to kiedyś w swojej powieści Dziewczyna z Ipanemy, gdzie Montagne Sainte Victoire jest jednym z miejsc akcji:

Wiktoria pojawiła się po raz pierwszy w połowie XVII wieku, i to bynajmniej nie w nazwie góry. Otóż bogaty mieszczanin z Aix, Honoré Lambert, zapadłszy na ciężką i zdawałoby się nieuleczalną chorobę, złożył ślub, że gdy wyzdrowieje, odrestauruje znajdującą się od kilkudziesięciu lat na szczycie góry budowlę, w której kiedyś mieszkali pustelnicy i wzniesie w jej miejscu kaplicę. Lambert wyzdrowiał, a widząc w tym znak boży, porzucił dobrze prosperujący interes i założył na górze klasztor, z odrestaurowaną kaplicą pod wezwaniem Notre Dame de Victoire, Matki Bożej Zwycięskiej, patronującej zwycięstwom Ludwika XII i kardynała Richelieu nad hugenotami. A samą górę od niepamiętnych czasów nazywano Ventura, w czasach chrześcijańskich Sainte-Ventura, co z pewnością pochodzi od celtyckiego Venturi, liguryjskiego Venturius lub po prostu łacińskiego Ventus. Oznaczało to bóstwo wiatrów, albo zwyczajnie wiatr. Później nazwę kapliczki przeniesiono na całą górę - i oto cała święta Wiktoria.

Krzyż ProwansjiNiezależnie jednak od tych igraszek intelektualnych góra jest piękna i z podziwem obserwujemy, jak przesuwa się w oknach samochodu.

Potem robimy szybki kurs przez Prowansję, odświeżając w pamięci wspomnienia z 2008 r., kiedy to spędziliśmy tu część lata. Mijamy Aix, Salon-de-Provence, Cavaillon, Awinion, Châteaquneuf-du-Pape, Orange… Gdzieś tam z boku kryją się inne wspaniałe prowansalskie miasteczka, w których zakochałem się przed laty: Apt, Baux-de-Provence, Carpentras, L’Isle-sur-la-Sorgue, Fontaine-de-Vaucluse, Roussillon, Gordes, Senanque, Lacoste, Ménerbes, Maubec… Czy kiedyś tu jeszcze wrócę?

Mijamy Valence i wjeżdżamy do regionu Masywu Centralnego. Lyon jak zwykle daje się podejrzeć z autostrady i jak zwykle mi się nie podoba. Potem Colmarjuż przez Burgundię i region Beaujolais wjeżdżamy do Besançon, objeżdżamy Belfort i wjeżdżamy do Alzacji. W Miluzie już moglibyśmy przejechać przez granicę, ale noc zapada, a na nas czeka hotel w centrum Colmar – stolicy departamentu Górnego Renu. Prowadzą nas dwujęzyczne, francusko-niemieckie drogowskazy.

Hotel „Primo” w sieci Balladins mieści się przy ulicy Przodków. W Alzacji to ma swoje znaczenie. Lokujemy się w mansardowym pokoju pod samym dachem, Renatka szybko zasypia, a my z Michałem oglądamy finał Mundialu. Skromne zwycięstwo Niemiec nad Argentyną mnie satysfakcjonuje, zapewne także niemieckich mieszkańców Colmaru, ale nie słychać specjalnej euforii, zza Renu nie widać też feerii ogni sztucznych. W środku nocy budzą nas hałasy, wywoływane przez nocujących w naszym hotelu członków jakiejś rosyjskiej orkiestry symfonicznej zaprzyjaźniających się głośno z miejscową ludnością płci żeńskiej i to koniecznie na korytarzu pod naszymi drzwiami. Ja tego nie słyszę, budzi mnie dopiero awantura, jaką Renata robi najpierw Rosjanom, potem alzackim panienkom, na koniec panu recepcjoniście.

Niewyspani ruszamy rano w drogę do domu. Jest poniedziałek, 14 lipca 2014, francuskie święto narodowe, wszystko pozamykane, na stacjach benzynowych tylko automaty na kartę. Po prawie 900 kilometrach w poprzek Niemiec (śladów nocnego świętowania po zwycięstwie piłkarskim nie widać) kilka minut po szóstej po południu przejeżdżamy przez most na Odrze między Jędrzychowicami a Zgorzelcem. Jeszcze 500 km przez Polskę. Po kolejnych pięciu godzinach wysiadam przed domem w Nowym Targu.

 

*

 

Krzyż Południa to gwiezdna konstelacja, charakterystyczna dla półkuKrzyż Południali południowej. Dzisiaj. Bo w czasach, kiedy zaczynały się legendy, które inspirowały nas do tej wyprawy, a mnie do pisania tego reportażu, gwiazdozbiór widziany był ponad horyzontem i na naszej w Polscepółkuli: z Palestyny, z Grecji, z Rzymu, z Prowansji i Langwedocji. Potem, na skutek precesji osi ziemskiej zniknął z naszego nieba, ale przecież nie trzeba widzieć, żeby wiedzieć, prawda? A najważniejsze i tak jest niewidzialne dla oczu, jak mawiał jeden z bohaterów powieści, wspominanej tu wcześniej przeze mnie.

Południe, przez które tego lata wędrowaliśmy, miało swoje krzyże, niekiedy walczono pod nimi jak pod sztandarami, walczono też o to, jakich krzyży i kto będzie używał jako symbolu. O kształt i charakter krzyży niekiedy walczono tak jak o wolność, i tam w średniowieczu również sprawdzały się – choć w nieco innym kontekście - słowa Feliksa Konarskiego z ballady o Monte Cassino, że wolność krzyżami się mierzy.

Przejechaliśmy ponad 5 tysięcy kilometrów, przez osiem krajów i kilka stref klimatycznych – choć przeważnie wydawało się nam, że jesteśmy w strefie aż nazbyt umiarkowanej, ale takie było to lato 2014. I teraz dopiero się z grubsza orientujemy, co obejrzeliśmy zbyt pobieżnie, co musieliśmy pominąć, bo było „nie po trasie”, a co zwyczajnie przegapiliśmy. I bardzo dobrze: będzie za czym tęsknić i co układać w dalszych planach. Mam nadzieję, że tych parę relacji zachęci i Was do wędrowania pod nieco tylko ukrytymi Krzyżami Południa.

Dziękuję Renacie Piżanowskiej-Zarytkiewicz i Michałowi Zarytkiewiczowi, że pojechali ze mną do Ligurii, Prowansji i Langwedocji i że wytrzymali z tak uciążliwym bagażem.

 

*

 

Literatura

 

Andrews Richard, Schellenberger Paul, Grób Boga, Warszawa 1998

Auzias Dominique, Languedoc-Roussillon, Edition Petin Fute, Paris 2014 (e-book)

Baigent Michael, Leigh Richard, Lincoln Henry, Święty Graal, Święta Krew, Warszawa 1994

Baigent Michael, Leigh Richard, Lincoln Henry, Testament Mesjasza, Warszawa 2004

Basilica Sainte Cecile, Albi 2009

Bauer Martin, Templariusze. Mity i rzeczywistość, Wrocław 2003

Berling Peter, Dzieci Graala, Katowice 2007

Berling Peter, Krew Królów, Katowice 2007

Berling Peter, Korona Świata, Katowice 2007

Bridonneau Yves, Le Tombeau de Marie-Madeleine. Saint-Maximin-la-Sainte-Baume – troisième tombeau de la Chrétienté. La Tradition provençale, Aix-en-Provence 2011

Calas Philippe, Exploring Cathar Country, Argeliers 2012

Caraguel Luc, abbé, Balades en Pays d’Aude, Carcassonne 2014

Catlos Brian, Languedoc & Roussillon, Rough Guide, London 2010

Davies Norman, Zaginione królestwa, Kraków 2010

Deveze Lilly, Carcassonne i zamki katarów, Florencja 2011

Dobkowski Mariusz, Kataryzm. Historia i system religijny, Kraków 2007

Douais Célestin mgr, Documents pour servir a L’Histoire de l’ Inquisition dans le Languedoc, Paris 1900 (e-book)

Górny Grzegorz, Rosikoń Janusz, Tajemnica Graala, Warszawa 2014

L’Ariège en Poche, Lavelanet 2014

Languedoc-Roussillon, Michelin Edition de Voyages, Paris 2010 (e-book)

Łaptos Józef (opr.), Historia małych krajów Europy, Wrocław 2002

Mundy John H., Europa średniowieczna, 1150-1309, Warszawa 2001

Nelli René, Życie codzienne katarów, Warszawa 1979

Niaux Cave, Albi 2005

O’Shea Stephen, Herezja doskonała, Poznań 2002

Picknett Lynn, Prince Clive, Templariusze. Tajemni strażnicy tożsamości Chrystusa, Warszawa 2005

Poux Didier, Albi. The Episcopal City, Albi 2011

Starbird Margaret, Maria Magdalena i Święty Graal, Warszawa 2006

Vic Claude de, Vaissette Joseph, Roschach Ernest, Édouard Dulaurier,
Histoire générale de Languedoc avec des notes et les pièces justificatives par Cl. Deciv & J. Vaissete, Toulouse 1876 (e-book)

Strony internetowe merostw i biur turystycznych poszczególnych miejscowości.

 

 

 

8 Powrót do spisu treści