Prouille

Krzyż z Prouille 
Krzyż Fanjeaux

Krzyż z Fanjeaux 
Krzyż Albi

Krzyż z Albi
Krzyż Tuluzki

Krzyż z Tuluzy
Krzyż katarów

Krzyż hańby
Krzyż Sernina

Krzyż Św. Saturnina

Krzyż templariuszy


Krzyż diabła


Krzyż katarski
Krzyż Langwedocji

Krzyż langwedocki
Krzyż celtycki

Krzyż celtycki
Krzyż hugenotów

Krzyż hugenotów
Krzyż krucjat

Krzyż krucjat
Krzyż Camargue

Krzyż Camargue


Maciej Pinkwart

Krzyże Południa

 

Odcinek VII – Sztuka podziemia

 

8 Odcinek I

8 Odcinek II

8 Odcinek III

8 Odcinek IV

8 Odcinek V

8 Odcinek VI

(Większość zdjęć po kliknięciu powinna się powiększyć. Warto to robić, bo

poza niewątplywą finezją dowcipnych komentarzy, można tam znaleźć

wiele informacji i dodatkowych ilustracji, które nie zmieściły się w tekście głównym)

Mapa trasy 

Czwarty dzień lipca przeznaczyliśmy na podróż niezbyt odległą, ale głęboką. Mieliśmy w planie cofnąć się w czasie o kilkanaście tysięcy lat i wjechać dość daleko w głąb Pirenejów. Największym kłopotem przy zwiedzaniu prehistorycznej jaskini w Niaux, która tego dnia była naszym głównym celem, jest konieczność wcześniejszej rezerwacji miejsc, bowiem wycieczki w tym miejscu są tylko grupowe, zespoły mogą liczyć do 20 osób, a przewodnicy wchodzą w podziemia co pół godziny. Był z tym pewien problem, bo nie bardzo wiedzieliśmy ile czasu zabierze nam dojazd, a poza tym zupełnie nie można było się do jaskini dodzwonić. W końcu wGeraldaysłaliśmy maila, pod adres wynaleziony na stronie internetowej. O dziwo, nazajutrz miła pani nam odpisała, domagając się podania nazwisk, liczby osób oraz proponowanej daty i godziny. Odpisaliśmy – ale odpowiedzi nie otrzymaliśmy. Uznajemy więc, że zaakceptowano naszą sugestię, jemy śniadanie, bierzemy półprodukty na lunch przydrożny, pakujemy się do auta, pogoda niecudna, jedziemy na południe drogą krajową.

MontrealPierwsza większa miejscowość na trasie to historyczne miasteczko Montréal, założone w czasach rzymskich jako kolonia wojskowa i – co tutaj rzadkie – ośrodek religijny mitraizmu, popularnego w kręgach legionistów. Położone na wzgórzu stało się naprawdę własnością królewską (Mont Réal to Góra Królewska) dopiero po włączeniu Langwedocji do Francji, a przedtem, w średniowieczu było ważnym ośrodkiem kataryzmu. W 1207 r. miała tu podobno miejsce debata teologiczna między katarskimi doskonałymi a św. Dominikiem Guzmánem i kastylijskim biskupem Diego z Osma. Trochę w to wątpię: w tym samym roku i z udziałem tych samych bohaterów dyskutowano rzekomo z katarami jeszcze w dwóch pobliskich miasteczkach. Tournée artystyczne, czy chęć zawłaszczenia cudzej sławy?

 

Dygresja dla wykształciuchów - Montréal :

 

Suweren miejscowości Aimery z Montréalu, umizgający się podobno do słynnej Loby z Cabaret, wierzący katar, po masakrze w Béziers i Carcassonne w 1210 r. formalnie poddał miasto Szymonowi de Montfort, a osiedli tu wcześniej katarzy wyemigrowali do Lavour, rządzonego przez siostrę Aimery’ego, Geraldę (także Guiraudę), również wyznającą wiarę katarską. Oboje byli dziećmi słynnej katarskiej doskonałej Blanki z pobliskiego Laurac i Sicarda II Roqueforta. Jak już wiemy, skończyło się to dla wszystkich jak najfatalniej: w 1211 roku Aimery’ego, który z Montréal przyjechał pomóc siostrze, gdy Lavaur oblegli krzyżowcy, powieszono wraz z innymi obrońcami Lavour, Geraldę wrzucono do studni i ukamienowano, a pozostałych katarów spalono na stosie. Mimo to, po śmierci Szymona de Montfort miasto nie przystąpiło do powstania przeciw krzyżowcom, więc zostało zaatakowane dla odmiany przez hrabiów Tuluzy i Foix, zdobyte i mocno zniszczone.

W 1240 r. Montréal został ostatecznie przejęty przez siły królewskie, które utworzyły w nim kasztelanię, a w XIV w. pierwszym ośrodkiem przemysłowym w okolicy stała się fabryka prochu strzelniczego, uzyskiwanego z saletry, otrzymywanej przez ługowanie… gnojowicy. W 1355 r., podczas Wojny Stuletniej miasto zdobył i zniszczył Czarny Książę – Edward Woodstock. Niepokoje trwały także w czasie wojen religijnych XVII wieku, skutkiem czego ocalona szczęśliwie Kolegiata św. Wincentego jest jednym z nielicznych świadków dawnych dziejów Montréalu.

 

Montreal Montreal Diabeł z Montreal Fanjeaux

 

Dziś centrum miasteczka, liczącego ok. 2000 mieszkańców, stanowi dawne rzymskie oppidum, którego głównym zabytkiem jest kolegiata, wybudowana po krucjacie katarskiej w 1273 r., ale niewątpliwie na szczątkach poprzedniej świątyni, zburzonej w czasie walk. Kult patrona, męczennika z IV wieku, istniał tu być może już od czasów Merowingów. Kapituła, jako organizacja kościelna, została tu utworzona w 1318 r. przez francuskiego papieża Jana XXII i składała się z 15 kanoników, 3 superiorów, 23 kapelanów, dwóch diakonów, dwóch subdiakonów, sześciu kleryków i ośmiorga dzieci w chórze. Obecny kształt budynku, dominującego nad miastem, jest jednoznacznie gotycki, a jego najpiękniejszym miejscem jest południowy delikatnie rzeźbiony portyk umieszczony znacznie powyżej poziomu placu św. Wincentego i dostępny dzięki dwustronnym schodom. Najbardziej charakterystyczną częścią świątyni jest wybudowana na przełomie XIV i XV w. ośmioboczna wieża dzwonnicy.

WitrażJedyna nawa ma 53 m długości, 22 m szerokości i tyle samo wysokości, a jej prawdziwą ozdobą są filary w stylu gotyku płomienistego i siedem wielkich obrazów, namalowanych w 1753 r. przez Jeana Baptiste Despaxa i przedstawiających sceny z życia św. Wincentego. Witraże w oknach pochodzą z XIX w., a jeden z nich interesująco przedstawia wspólny wizerunek śwMontreal - ambona. Franciszka i św. Dominika. Najstarszym elementem wyposażenia wnętrza świątyni jest pochodząca z początków XII w. ambona, kunsztownie rzeźbiona przez pochodzącego z Burgundii, ale zmarłego w Montréal artystę Piotra Noireau. Widnieją na niej postacie czterech Ewangelistów, św. Piotra i św. Pawła. Zadziwiający jest też wizerunek podtrzymującego ambonę orła, z którego wyrasta sześć węży.

Niezwykłe podparcie ambony - orzeł i węże 5

7Witraż z wizerunkiem świętych Dominika i Franciszka

 

Co do zadziwień – przy okazji relacji z Rennes-le-Château już pisałem o dziwacznej postaci uszatego diabła, wyrzeźbionego w wapieniu i podtrzymującego monumentalną chrzcielnicę, usytuowaną w położonej na prawo od wejścia kaplicy chrztów.

Jedziemy przez południową część Lauregais do położonego 10 km dalej na zachód niewielkiego (niespełna 800 mieszkańców) miasteczka Fanjeaux, znanego nam już z „cudu św. Dominika”.

 

Dygresja dla wykształciuchów - Fanjeaux:

 

Położone na wysokim (380 m) wzgórzu było od wieków miejscem strategicznym, docenionym przez Rzymian, którzy w II w. n.e. założyli tu osadę ze świątynią Jowisza, nazwaną Fanum Jovis, skąd wzięła się podobno współczesna nazwa miasta. W Średniowieczu była to spora miejscowość, licząca ok. 3000 mieszkańców, otoczona murami obronnymi z 12 wieżami. Samo miasto, a także jego okolica w XII w. stały się siedliskiem herezji katarskiej, zwłaszcza gdy w 1193 r. osiedlił się tu katarski biskup Guilhabert de Castres i założyłGuilhabert z Castres coś w rodzaju klasztoru dla doskonałych. Był krewnym (ojcem, a może starszym bratem) Izarna z Castres, uchodzącego za głównego kodyfikatora teologii katarskiej. W 1204 r. tutaj właśnie, w Fanjeaux katarski biskup udzielił consolamentum czterem kobietom, które odtąd stały się doskonałymi: Esklarmondzie z Foix, Audzie z Fanjeaux, Faisie z Durfort i Rajmundzie a Cud w FanjeauxSaint-Germain. W 1207 r. między Guilhabertem a przyszłym św. Dominikiem, wobec innych katarów i zapewne katolików doszło do dysputy teologicznej, w czasie której obaj poddali swoje myśli próbie ognia, wrzucając swoje księgi do paleniska. Pisma Guilhaberta spłonęły, a Dominika, mimo trzykrotnych prób – nie, a nawet za trzecim razem – płonąc, a nie spalając się – uniosły się w górę i osmoliły belki sufitu. Na miejscu tego cudu postawiono potem kaplicę św. Dominika, a gdy zawaliła się ze starości, osmoloną belką w 1820 r. przeniesiono w procesji do kościoła parafialnego.

 

7Cud w Fanjeaux, obraz Pedro Berruguette z 1400 r.

Guilhabert z Castres 8

 

Dominik Guzmán w latach 1206-1215 miał w Fanjeaux swoją główną bazę działania antykatarskiego. W 1206 r. w wiosce Prouille, dziś będącej dzielnicą Fanjeaux, założył pierwszy klasztor, żeński, zgromadzenia zakonnego, które formalnie dopiero po paru latach przekształci się w zakon kaznodziejski, później nazwany zakonem dominikanów. Do dziś istnieją kontrowersje na temat owych pierwszych dziewięciu mniszek – czy były to nawrócone katarki – jak dziś piszą w oficjalnych dokumentach miasta, czy też zagubione katoliczki, jak opierając się podobno na starych zapisach dominikańskich twierdzą historycy krucjaty katarskiej. W miejscu dawnych zabudowań, zniszczonych w czasie Rewolucji, powstała w 1886 r. bazylika, do dziś będąca w posiadaniu dominikanów.

Do dziś istnieje w Fanjeaux dzielnica Bourguet san Domenge, czyli po oksytańsku „Zameczek św. Dominika”, w której istnieje dom, gdzie wg tradycji mieszkał św. Dominik. Obok Hal Targowych istnieje do dziś klasztor dominikanów, założony w 1358 r. położony w pobliżu miejsca, w którym miał zdarzyć się opisany wyżej „cud ognia”.

Mimo katarskiej przeszłości – może dzięki Dominikowi – Fanjeaux uniknęło zniszczeń w czasie krucjaty, a sam Szymon de Montfort miał tutaj jedną ze swoich kwater w latach 1209-1214. Natomiast spore spustoszenie uczyniły tu walki w czasie kampanii Czarnego Księcia w 1355 r. Miasto zostało jednak niebawem odbudowane, dzięki zyskom ze sprzedaży uprawianego w okolicy urzetu i produkowanych tu kuleczek farbierskich.

Największym zabytkiem Fanjeaux jest wybudowany w 1278 r. kościół parafialny pod wezwaniem Wniebowzięcia Marii Panny, wzniesiony jakoby na gruzach dawnej świątyni Jowisza. Jednonawowa budowla z pięknymi ostrołukowymi sklepieniami utrzymana jest w pięknym stylu gotyku południowego, z portalem ozdobionym sześcioma łukami (obok wmurowany jest kamień węgielny świątyni, poświęcony przez rektora klasztoru w Prouille Arnauda Seguiera) z XIII-wieczną figurą Madonny z dzieciątkiem we wnęce nad portalem i ośmioboczną wieżą dzwonnicy, na szczycie której znajduje się żelazny krzyż langwedocki. We wnętrzu nawa otoczona jest sześcioma gotyckimi kaplicami. Druga z lewej to kaplica św. Dominika – z opaloną belką, z czasów dysputy z katarami. Przed kościołem po prawej stronie portalu znajduje się krzyż o ciekawym kształcie, pochodzący podobno z miejsca, gdzie zdarzył się cud św. Dominika.

Inny krzyż, o popularnym tu kształcie okrągłym, zapewne wywodzącym się z czasów celtyckich, znajduje się na północno-wschodnim skraju miejscowości, na wzgórzu Seignadou, która to nazwa miała w lokalnym dialekcie oznaczać „znak od Boga”. To tutaj święty Dominik, podziwiając okoliczne widoki na piękną dolinę Lauragais, miał doznać objawienia: trzykrotnie pojawiające się świetliste kule spadały z nieba prosto na wioskę Prouille (wówczas: Prouilhe), co miało oznaczać, że w tym miejscu ma powstać zakon, z którego światłość wiary zostanie poniesiona w świat.

 Fanjeaux  Fanjeaux  fanjeaux Prouille 

Fanjeaux

 

Figura św. Dominika w Prouille 8

 

PamiersA co z katarskim biskupem z Fanjeaux? Po śmierci Szymona de Montfort Guilhabert de Castres osiadł w Castelnaudary, po czym, gdy miasto oblegał syn Szymona, Aumary, w 1220 r. wymknął się do Razès, był w latach 1223 do 1226 katarskim biskupem w Tuluzie, potem mieszkał w zamku Bézu. To on negocjował z Rajmundem de Péreille, panem Montségur oddanie zamku w użytkowanie katarskim uchodźcom i stworzył w 1233 r. tam ostatni bastion herezji. Zmarł w 1240 r., nie doczekawszy upadku twierdzy.

 

Szosa prowadzi dalej na zachód. Omijamy Mirepoix, odkładając wizytę w tym mieście do jutra i w pobliżu miejscowości Pamiers wjeżdżamy do departamentu Ariège, położonego w dolinie rzeki o tej samej nazwie. Jesteśmy znów w regionie Midi-Pyrénées (tym samym co Tuluza). Pamiers jest największą miejscowością departamentu (ok. 16.000 mieszkańców), ale jego stolicą, zapewne ze względów historycznych, jest mniejsze Foix. Rzymskie ślady w historii miasta prowadzą aż do III w. p.n.e., chrześcijaństwo trafiło tu w V w., później rządził tu Fryderyk, syn króla Wizygotów Teodoryka I. Jego z kolei syn, urodzony w Pamiers Antonin przeszedł na chrześcijaństwo rzymskie (Wizygoci początkowo byli Arianami), powędrował do Rzymu, gdzie został księdzem, a powróciwszy do Pamiers, zajmował się ewangelizacją swoich krajan, aż został przez nich zabity na początku VI w. Relikwie po nim podzielono pomiędzy kilka miejscowości, a te, co zostały w Pamiers – spalili protestanci w XVI w. Wcześniej jednak dla ich pomieszczenia zbudowano sanktuarium, później przekształcone w opactwo św. Antoniego.

Miasto oficjalnie założył w 1111 r. hrabia Roger II z Foix i nazwał je Apamée, na pamiątkę syryjskiej twierdzy, którą zdobywał walcząc w czasie Faurepierwszej krucjaty. Stąd wzięło się Pamiers. Roger wybudował też zamek, w którym w 1207 r. miała miejsceBenedykt XII ostatnia pokojowa debata między katarami a ortodoksami chrześcijańskimi, zanim słowa zastąpił szczęk mieczy. Pamiers nigdy nie zaaprobowało kataryzmu, za co papież Bonifacy VIII w 1295 r. nagrodził je zakładając tu biskupstwo, a rok później tutejsze opactwo św. Antonina zostało podniesione do rangi katedry. Do dziś jest tu siedziba wielu zakonów i kościołów. XV-wieczny szybki rozwój miasto zawdzięcza – jak wiele innych w tej okolicy – produkcji słynnego niebieskiego barwnika i wielkim polom pszenicy. Dziś jest dużym ośrodkiem turystycznym i kulturalnym (sierpniowy festiwal muzyki klasycznej Pro-Musica, jesienny festiwal teatralny, czerwcowy salon książek), do czego ma odpowiednie tradycje jako miasto, w którym urodził się jeden z najznakomitszych francuskich kompozytorów – Gabriel Fauré (1845-1924). Poza nim, miasto szczyci się także tym, że stąd pochodził jeden z papieży awiniońskich – biskup Pamiers Jacques Fournier, papież (1334-1342) Benedykt XII.

Papież awinioński Benedykt XII 8

7 Gabriel Fauré

Najcenniejszym zabytkiem miasta jest wywodząca się z XII wieku katedra św. Antonina, początkowo funkcjonująca jako kościół św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty, potem Matki Boskiej z Mercedal (czyli „handlowej”, z Targu…), od 1499 będący katedrą pod tym imieniem. Budynek jest wybudowany w stylu gotyku tuluzkiego, ceglany, z charakterystyczną ośmioboczną wieżą. Romański XII-wieczny portal przykryty jest późniejszymi, gotyckimi murami. Jak przystało na miasto muzyki, na dzwonnicy zamontowany jest pięknie brzmiący carillon, składający się z 49 dzwonów, o łącznej wadze przeszło czterech ton.

 

Pamiers

Pamiers 

W Pamiers wskakujemy na czteropasmówkę  E-9 i po dwudziestu kilometrach dojeżdżamy do stolicy regionu, najważniejszego historycznie miasta Ariège, dawnej stolicy hrabstwa – Foix. To jedno z trzech najważniejszych w przeszłości miast Langwedocji, po Tuluzie i Carcassonne, siedziba góralskiej rodziny hrabiów Foix, słynących z krewkiego charakteru i zdecydowanych poglądów, interesująco łączących apodyktyczność władzy z tolerancją dla kwestii światopoglądowych.Foix

Foix

 

Dygresja dla wykształciuchów - Foix: 

 

Foix to kolejne miasto, położone w dolinie Ariège, usytuowane na wzgórzu, panującym nad okolicą. I kolejna miejscowość o rzymskim rodowodzie. Zastanawiam się nad fenomenem tej rzymskiej ekspansji w terenach, z których legioniści znad Tybru nie mogli mieć żadnych bezpośrednich korzyści, gdzie celowość zakładania fortec z punktu widzenia militarnego wydaje się iluzoryczna i gdzie – prawdę powiedziawszy – początkowo poza górskimi kozicami nie było nad kim rządzić. Może czasem zapuszczali się w te niegościnne tereny wojownicy galijskich Wosków Tektosagów, ale z pewnością nie tworzyli tu żadnych stałych struktur osadniczych. Tak samo chyba było z Foix: pozostałości rzymskich fortyfikacji, nie wiemy nawet dokładnie z jakiego okresu (pewno tak samo jak w poprzednich miejscowościach, był to III w. p.n.e.) odnaleziono w miejscu, gdzie dziś nad miastem wznosi się zamek. Potem rozbudowę umocnień i pierwsze inwestycje religijne podjął Karol Wielki pod koniec VIII w., a w 849 r. powstało tu opactwo św. Woluzjana z Tours. Wiemy o nim niewiele, poza tym, że urodził się prawdopodobnie w Lyonie, był wykształcony w klasztorze cystersów, kiepsko się ożenił z naremnom babom, chyba od niej uciekł do stanu duchownego (ale wówczas duchowni miewali oficjalne żony, bo celibat, choć był praktykowany już od czasów św. Pawła, usankcjonowany prawem kościelnym został dopiero przez papieża Grzegorza XI w XI w.), został biskupem w Tours, skąd po posądzeniu o zdradę został wygnany przez władców z dynastii Merowingów. Trafił potem do Langwedocji i prawdopodobnie zamieszkał we Foix, gdzie utworzył zalążek klasztoru. Być może też tylko uciekał tędy, by ukryć się w Hiszpanii. Ponieważ terenem tym rządzili wówczas ariańscy Wizygoci, został wkrótce aresFoixztowany za propagowanie wyznania rzymskiego (w stanie wojny między Wizygotami a Rzymem każdy rzymski chrześcijanin był uznawany za agenta obcego mocarstwa), skazany na śmierć i ścięty (mówi się, że w Tuluzie, ale Fuksenijczycy uważają, że przed miejską bramą we Foix). Ciało Woluzjana wydano mieszkańcom Foix i tu biskup został pochowany. W opisie tego męczeństwa, pochodzącym z 507 r. nazwa miejscowości brzmi po łacinie Fuxum, co ma się wywodzić Foixod fusio, połączenie – chodzi o połączenie spływających w tym miejscu rzek Ariège i Arget, nad którymi góruje wzgórze zamkowe. Hipotez etymologicznych, mniej czy bardziej fantazyjnych jest w tym przypadku oczywiście więcej.

Prowincja Foix (rzymskie Fucsos) została administracyjnie utworzona już przez Rzymian, potem wchodziła w skład królestwa Wizygotów, monarchii Merowingów, księstwa Akwitanii, cesarstwa Karolingów, a wreszcie hrabstwa Carcassonne, od którego została odłączona w XI w. tworząc najpierw seniorię, w 1050 r. przekształconą w hrabstwo przez Rogera I Starego, hrabiego Carcassonne, Comminges i Couserans, który ofiarował je swemu najmłodszemu synowi Bernardowi Rogerowi z Couserans, a o nim odziedziczył je jego syn, Roger I z Foix. Byli oni formalnie wasalami hrabiów Tuluzy, a pośrednio także – królów Aragonii. Za czasów Bernarda Rogera II, poprzez jego mariaż z księżniczką Ermessendą de Castellbò w 1208 r. hrabiowie Foix stali się współrządzącymi księstwem Andory. W 1290 powiększono je przez włączenie w skład Foix wicehrabstwa Béarn, leżącego na granicy Kraju Basków. W posiadaniu potomków Rogera I hrabstwo pozostawało do XV wieku, kiedy to poprzez małżeństwo weszło w skład królestwa Nawarry. Po tym, gdy król Nawarry Henryk III, protestant, ożenił się z katolicką księżniczką Margot z domu Walezjuszy i został w 1589 r. królem Francji jako Henryk IV – hrabstwo Foix weszło w skład Francji. Formalnie nastąpiło to dopiero w 1607 r.

FoixZamek, panujący nad okolicą, powstał pod koniec IX w. z inicjatywy hrabiego Carcassonne Rogera Starego, który przekazał go, wraz z całym nowo utworzonym hrabstwem Foix na rzecz swego młodszego syna Bernarda Rogera. Podczas krucjaty katarskiej twierdza dwukrotnie (1211 i 1217) odparła oblężenie Szymona de Montfort, a całe hrabstwo stało się symbolem nieustępliwego oporu wobec krzyżowców. Wynikało to w znacznej mierze z wojowniczego charakteru największego przywódcy tego regionu, hrabiego Rajmunda Rogera de Foix (1152-1223), syna Rogera Bernarda I i Cecylii z Trensavelów.

Sztukę wojenną doskonalił najpierw u boku króla Francji Filipa Augusta, biorąc udział w 1191 r. w III krucjacie do Ziemi Świętej, potem próbował rozszerzyć swoje posiadłości na południe i podbić Andorę oraz część Katalonii. Trafił jednak do niewoli, skąd jednak uwolnił go król Piotr Aragoński, licząc na współpracę Rogera przy planowanym zajęciu Langwedocji, dając mu nawet kilka posiadłości w Katalonii w lenno, czyniąc hrabiego Foix swoim wasalem.

Sam krzyżowiec i zadeklarowany katolik, był Rajmund Roger sprzymierzeńcem katarów, których resztą miał w najbliższej rodzinie: doskonałą była jego żona Philippa z Moncady (zapewne z powodu cechującej doskonałych wstrzemięźliwości seksualnej Rajmund czuł się a priori rozgrzeszony z licznych miłostek, w tym słynnego romansu z Lobą z Cabaret), a jego rodzona siostra Esklarmonda z Foix stała się najbardziej znaną i sławną do dziś katarką.Esklarmonda Hrabia był także świadkiem słynnej debaty w Palmiers z 1207 r., kończącej niejako pokojowe próby rozprawienia się z heretykami.

Po upadku Carcassonne i śmierci Rogera Transavela, suwerena Foix i krewniaka Rajmunda Rogera – niepokorny hrabia stanął u boku Rajmunda VI z Tuluzy w walce z krzyżowcami. Był postrachem Francuzów – nieustraszony w bezpośrednim boju, zdołał także opanować świetnie walkę partyzancką i wraz ze swymi pirenejskimi góralami błyskawicznie atakował ociężałych i pewnych siebie rycerzy z północy, czyniąc w ich szeregach wielkie spustoszenie.

Esklarmonda z Foix 8

FoixJednakże po śmierci Piotra Aragońskiego i zdawałoby się bezprzykładnym triumfie Szymona de Montfort w 1213 r. pod Muret przeciw hrabiemu Foix zaczęli się buntować jego poddani, m.in. mieszczanie z Pamiers. Najpierw, rzecz jasna, Rajmund Roger zareagował po swojemu – tych, których nie zdołał dosięgnąć jego miecz, wsadzono do ciupy w donżonie zamku we Foix, ale potem pod zamkiem pojawiły się wielkie siły krucjaty, a oficjalna delegacja papieska nakazała Rajmundowi oddanie zamku i podporządkowanie się Szymonowi. Tak też się stało w 1214 r. A rok później Rajmund Roger brał nawet udział w soborze na Lateranie, w którym wszyscy formalnie będący poddanymi papieża i sojusznikami krucjaty mieli przedłożyć Rzymowi aktualny stan sprawy, a Innocenty III miał zadecydować o dalszych losach działań wojennych. Na Lateranie zabrakło Szymona de Montfort, który obawiał się wyjeżdżać z podbitego przez siebie kraju, gdzie w każdej chwili mogła wybuchnąć rewolta, nie było też, rzecz jasna, katarskich heretyków. Był obecny wielokrotnie ekskomunikowany Rajmund VI z Tuluzy, był też tuluzki biskup Fulko, który nie przebierając w słowach napadł na Rajmunda Rogera za jego poczynania wobec francuskich krzyżowców.

Hrabia Foix też się nie certolił i pokazał, że może jednak lepiej było go mieć za przeciwnika, niż sprzymierzeńca. O krzyżowcach walnął papieżowi w oczy taką laurkę:

Owi ozdobieni krzyżem rabusie, zdrajcy i krzywoprzysięzcy zniszczyli mnie, a ja i moi ludzie, złapawszy któregoś z nich, nie omieszkaliśmy pozbawić go oczu, stóp, palców i rąk! I raduję się na myśl o tych, których zabiłem, i żałuję ucieczki tych, którym udało się ujść.

Po czym odwrócił się do Fulka i najpierw wydrwiwał jego talenty trubadurskie i poetyckie, potem bezprzykładne bogacenie się, kłamstwa i przekupstwa, wreszcie tak podsumował papieżowi rolę jego reprezentanta:

Od kiedy został wybrany na biskupa Tuluzy, w całym kraju szaleje ogień, którego żadna woda nie zdoła ugasić, ponieważ zniszczył dusze i ciała ponad 500 ludzi, wielkich i małych. W swych czynach, słowach i całym postępowaniu, daję wam słowo, jest raczej Antychrystem niż posłańcem Rzymu.

Awantura zaczęła się okropna, już się wydawało, że uczestnicy spotkania skoczą sobie do gardeł, ale papież wstał i trzasnąwszy drzwiami, wyszedł do ogrodów laterańskich.

- Czyż nie spisaliśmy się świetnie? – miał powiedzieć do hrabiego jeden z jego krewniaków – Możemy wszyscy wrócić do domu, bo wyrzuciliśmy papieża za drzwi

Kwiecistość owej relacji dawnego kronikarza (którą przytaczam za książką Herezja doskonała Stephana O’Shea, w świetnym przekładzie Hanny Szczerkowskiej) jest zapewne nieco przesadzoną cechą epoki, ale pokazuje jasno, że Rajmund Roger lubił sprawy jasne i klarowne.

Po takim dictum nie było co już udawać współpracy z Szymonem de Montfort. Rajmund Roger z Foix stanął u boku Rajmunda VI podczas obrony Tuluzy w 1218 r., gdzie przywódca krucjaty znalazł śmierć, potem z radością przystąpił do powstania przeciwko krzyżowcom i jeszcze w tym samym roku odzyskał swój zamek i prawie wszystkie zagarnięte przez Szymona włości w hrabstwie Foix. Zmarł w 1223 r. w wieku 71 lat na polu bitwy próbując odzyskać panowanie nad Mirepoix, choć nie dosięgnął go miecz, tylko apopleksja, której przy jego charaPieczęć RRkterze można było się spodziewać znacznie wcześniej.

Pieczęć Rogera Bernarda II, zbiory zamku we Foix 8

Schedę po nim objął jego syn Roger Bernard II, który już wcześniej u boku ojca na przedpolach Tuluzy wykazywał się bohaterstwem w walkach z Francuzami. Trwał w dotychczasowej polityce walki, a przynajmniej przeciwstawiania się aneksji terytorialnej nawet długo po podpisaniu traktatu z Paryża i Mieux z 1229 r., oddającego Langwedocję Francji, aż do śmierci w 1241 r. W dalszym ciągu niepodporządkowane jego władzy było opanowane przez Francuzów Mirepoix, ale za to poprzez małżeństwo z katarską księżniczką Andory Ermessendą teren hrabstwa sięgnął daleko w głąb Pirenejów. Po nim władzę objął jego syn Roger IV, który niespodziewanie dla wszystkich w 1242 r., kiedy to wszczęte przez Rajmunda VII z Tuluzy powstania przeciw okupantom miało pewne szanse powodzenia – podpisał separatystyczny pokój z Ludwikiem IX i stanął po stronie Francuzów. Niedługo potem zarządził wyrzucenie z hrabstwa wszystkich katarów. Klęska kataryzmu została przypieczętowana przez człowieka, którego babka, i ciotka były katarskimi doskonałymi, a matka – katarską księżniczką.

Jeszcze kolejny władca Foix – Roger Bernard III, prawnuk Rajmunda Rogera, wpadł w zatarg z królem Francji, tym razem Filipem Śmiałym, ale już z zupełnie innych powodów – uczestnicząc w lokalnej wojnie między królewskimi wasalami, co Paryż stanowczo zwalczał. Król w 1272 r. obległ Foix, zdobył zamek, hrabiego na prawie rok wsadził do lochów w Carcassonne, po czym zmusił do udziału w wojnie przeciw królestwom Akwitanii i Nawarry. Paradoksalnie właśnie Nawarra po latach przejęła kontrolę nad hrabstwem, którego władcy pod koniec XIII w. praktycznie przenieśli się do przyłączonego w 1290 r. Béarn. Ostatnim hrabią, mieszkającym w zamku Foix, był Gaston III de Foix-Béarn, znany jako Gaston Fébus, poeta langwedocki i prozaik piszący po francusku, autor słynnej w swoim czasie Livre de chasse, „Księgi łowów” (1387-1389), stanowiącej podręcznik myślistwa oraz… poradnik weterynaryjny dla hodowców psów myśliwskich. Człowiek niezwykle ciekawy i w Foix pamiętany znacznie lepiej od wojowniczych Rogerów z czasów krucjat.

 Pieczęć Rajmunda Rogera  Gaston Febus Gaston Febus  Henryk IV 

Gaston był mistrzem autopromocji. Gościł we Foix bardów i trubadurów, autorów kronik i wszystkich, którzy mogli propagować jego samego i jego działalność. Poza literackimi miał ambicje polityczne, marzyło mu się utworzenie królestwa pirenejskiego, rzecz jasna z nim na czele. Oczywiście nie nazywał się Fébus ani Phoebus, jak piszą Francuzi, był to jego pseudonim literacki, nawiązujący rzecz jasna do jednego z określeń Apolla – jaśniejący. Starannie dbał o swoje długie, opadające na ramiona jasne włosy i wyglądał podobno jak milion dolarów.

Przypisywano mu – i do dziś się tak twierdzi – wynalezienie napoju o nazwie l’hipocras, składającego się z wina z miodem i korzeniami. To oczywiście nieprawda, ten sposób na poprawianie smaku kiepskiego wina znano już w starożytnej Grecji i przypisywano je Hipokratesowi, który miał w nim widzieć skuteczne lekarstwo (stąd nazwa), ale i to jest raczej mało prawdopodobne. W Langwedocji i Francji przysmak ten znano już przed krucjatą katarską, najpierw nazywano je claret albo piment, a nazwa ypocras pojawia się dopiero po śmierci Fébusa. Napój winny stosowany dziś to wino, zwykle nie najlepsze, cukier lub miód i przyprawy – cynamon, imbir, czasem goździki. Miód jako tańszy i bardziej dostępny w średniowieczu wykorzystywały raczej dolne warstwy społeczeństwa, w wyższych stosowano drogi cukier. A mnie to po prostu przypomina grzaniec.

W XVI w. Foix doznało ciężkich zniszczeń podczas wojen religijnych z protestantami. Paradoksalnym efektem tych czasów było to, że tytularny hrabia Foix, kalwin, król Nawarry przechrzcił się na katolicyzm (Paryż wart jest mszy, ale sprawa jest skomplikowana, bo w katolicyzmie wytrwał dość krótko) i ożeniwszy się z Małgorzatą de Valois został królem Francji, jako Henryk IV, dając początek wielkiej dynastii Burbonów.

Zamek we Foix już samym wyglądem przypomina burzliwe dzieje miejscowości, a jego trzy zupełnie różne wieże oznaczają trzy etapy jego rozbudowy. Najstarsza jest wieża prostopadłościenna, nakryta ciemnym dachem w kształcie ostrosłupa – pochodzi z XI wieku. Kwadratowa, płaska wieża z prostym krenelażem to okres krucjaty z XIII w. Najpóźniejsza jest wieża okrągła z XV w. Zamek nie był naturalnie jedynym miejscem gdzie we Foix rezydowali hrabiowie, ale był głównym miejscem obrony i stacjonowania wojska. Był także obiektem reprezentacyjnym i tak też był urządzony, choć jego gotycka skromność była daleka od przepychu innych rezydencji. Od XV w., kiedy hrabiowie przenieśli swoje interesy na zachód, do Béarn, zamek stopniowo podupadał: najpierw stał się miejscem składowania archiwów (w okrągłej wieży) i magazynem, potem koszarami wojskowymi i siedzibą gubernatorstwa. Odegrał jeszcze strategiczną rolę w czasie wojny trzydziestoletniej między Francją a Hiszpanią i jako twierdza przygraniczna był miejscem przetrzymywania jeńców.

 łóżko Henryka  Foix Hyprocas   Foix  Foix

Ta rola zamku była później kontynuowana, gdyż ulokowano w nim więzienie. Pod koniec XIX w. odkryto w nim piękno i zabytek historyczny, obiekt został wyremontowany pod kierunkiem Paula Boeswillwalda – dawnego współpracownika Violett-le-Duca przy restauracji Carcassonne, a w 1930 r. urządzono w nim muzeum okręgowe departamentu Ariège (5,60 €; z reklamy muzeum: można tu obejrzeć słynne łóżko Henryka IV, największy element dziedzictwa Ariège…). W dwóch wieżach pokazywana jest historia zamku, Foix i okolic, w trzeciej mało interesująca wystawa miejscowego rzemiosła.

Dawne opactwo św. Woluzjana usytuowano na pozostałościach pierwszej budowli sakralnej Foix, skromnego kościółka pod wezwaniem św. Nazariusza i Celsusa. W V w. pochowano w nim szczątki ściętego tu biskupa Woluzjana. Po zwycięstwie nad Saracenami w 778 r. Karol Wielki przekształcił świątynię w opactwo benedyktyńskie. W 1002 opactwo otrzymało wezwanie św. Woluzjana, a opatem został Piotr, syn Rogera Starego z Carcassonne. W 1104 r. opactwo przyjęło regułę św. Augustyna. Świątynia została zniszczona podczas wojen religijnych XVI w. później odbudowana, ale w czasie Rewolucji zakonnicy zostali wygnani, a dom niszczał. Potem umieszczono w nim prefekturę regionalną, ale budynek można zwiedzać. Romański portal, prowadzący do środka pochodzi z XII w., budowla ma kształt gotycki i barokowy, a w środku znajduje się renesansowy ołtarz. Zachowała się także średniowieczna krypta opactwa. Relikwie św. Woluzjana zostały zniszczone przez protestantów w 1580 r.  Foix

Jest w mieście także kaplica Notre Dame w dzielnicy Montgauzy, ufundowana przez Karola Wielkiego w XI w. na pamiątkę zwycięstwa nad Saracenami, zniszczona przez protestantów i odbudowana w XVII w., w czasie Rewolucji sprywatyzowana, potem przekształcona w szkołę, w 1943 r. odzyskała funkcje kultowe, ale z pierwotnych założeń romańskich nie pozostało nic, poza ogólnym rozplanowaniem budynku. Podczas rekonstrukcji starano się wrócić do kształtu z XVII w. Z zupełnie innej epoki pochodzi charakterystyczna dla wielu miejscowości langwedockich targowa hala zbożowa, wybudowana w 1870 r. na wzór modnych przez wiele lat paryskich Hal Baltarda. Niemal identyczną postawiono w tym samym czasie w pobliskim Mirepoix.

TarasconDociskamy gaz na autostradzie. Pani z Niaux nie odpisała nam, na kiedy mamy się stawić przed wejściem do jaskini, więc lepiej będzie jak najszybciej. Pogoda się psuje, ale w sumie nie ma to żadnego znaczenia: spodziewamy się, że w jaskini deszcz nie będzie groźny. Trochę się martwię, bo nie wziąłem żadnych porządnych butów turystycznych i mając do wyboru sandały trekingowe i wygodne, ale zdecydowanie nie wspinaczkowe kamaszki zamszowe, które dla skrótu nazywam „egipskimi”, bo łaziłem w nich między piramidami, wybrałem te drugie. Przeszedłem w nich kawałek Sahary, dolinę Królów, marokański Atlas, góry na Krecie, Korfu wzdłuż, no może raczej wszerz, powykrzywiane chodniki Tunezji – przejdę może i prehistoryczną jaskinię. Mam tylko nadzieję, że błoto nie będzie zbyt głębokie…

Jedziemy w górę Ariège. Dolina zwęża się coraz bardziej, góry wypiętrzają się coraz wyżej, robi się chłodniej. Jesteśmy prawie na wysokości 500 metrów, a okoliczne wzgórza mają niekiedy ponad tysiąc. Po kilkunastu kilometrach dojeżdżamy do centrum prehistorii – miejscowości Tarascon-sur-Ariège. Miasteczko (3,5 tys. mieszkańców) leży po obu stronach rzeki Ariège, w miejscu gdzie wpada do niej hałaśliwy górski potok Vicdessos, wypływający tak jak Ariège z wyższej partii Pirenejów, ale tworzący inną dolinę. Trudno może w to uwierzyć, ale i tu pętali się Rzymianie, o czym świadczą monety rzymskie z I-III w. n.e. znalezione w dzielnicy Tarascon - Sabart, a wcześniej – wzmianka w dziele Juliusza Cezara De bello Gallico, gdzie wódz wspomina o Taraskończykach. Oczywiście, może to nie to Tarascon – drugie miasto o takiej nazwie znajduje się w Prowansji (gdzie ze wstrętnym smokiem walczyła św. Marta, siostra św. Łazarza). Tutaj miejscowość nazywała się Tarusco, ale etymologii nie zdołałem ustalić. O przedmieściu Savartense wzmiankuje się też w czasach karolińskich w IX wieku, a przy okazji wydzielania hrabstwa Foix z dziedziny Carcassone w 1002 r. wymienia się też tę samą Tarasconnazwę, a wkrótce potem – także samo Tarascon.

TarasconU progu XIII w. Tarascon dysponuje już własnym zamkiem, włączonym w system fortyfikacji hrabstwa Foix. W 1224 r. wzmiankowany jest już kościół św. Kwiterii, męczennicy z V w., należący do opactwa św. Woluzjana. W 1208 w. hrabia Foix Roger Bernard II tutaj właśnie wziął ślub z Ermessendą z Castelbò, a w 1302 Tarascon jako miejsce śmierci wybrał Roger Bernard III. W początkach XIV w. działał tu ostatni katarski biskup, Pierre Authier, spalony na stosie w 1311 w niedalekim Montaillou.

W XV w. były tu aż dwa zamki – feudalny, zbudowany przez hrabiów Foix i Château de La Motte, lub Lamothe, należący do Damy Catherine de Miglos. W XVI w. oba zostały poważnie zniszczone, wraz z resztą miasta, w czasie ciężkich walk między protestantami a katolikami. Dzieła zniszczenia zamków dokonano z rozkazu kardynała Richelieu, który nie chciał, by stały się one siedzibą protestanckich buntowników. Pod koniec XVIII w. w miejsce donżonu starego zamku wybudowano okrągłą wieżę Castella.

W czasie Rewolucji Francuskiej kościół św. Kwiterii opustoszał, natomiast po Rewolucji Październikowej w 1917 r. osiadła tu spora grupa Białych Rosjan, wraz z popem, który odprawiał nabożeństwa w jednym z prywatnych domów. W latach międzywojennych w Tarascon zaczął się rozwijać przemysł wydobywczy (kopalnia gipsu i anhydrytu), powstała też fabryka aluminium.

 Tarascon Tarascon   Tarascon  Niaux  Niaux

Ale dziś jest to przede wszystkim duże centrum turystyczne, przyciągające tych, których chcą się zapoznać z historią okolic o wiele dawniejszą niż średniowieczne przepychanki religijne, niż jakiekolwiek religie i wojny: z dziejami pNiauxierwszych osadników, którzy pojawili się w okolicy kilkanaście tysięcy lat temu i zasiedlili okoliczne jaskinie, wypłukane przez wodę w miękkich wapieniach przedpola Pirenejów i pogórza CouserNiauxans. Niejako podsumowaniem wszystkich okolicznych zabytków neolitycznych jest znajdujące się na przedmieściach Tarascon muzeum – Pirenejski Park Sztuki Prehistorycznej, utworzony w 1994 r. i gromadzący okazy z dwunastu okolicznych jaskiń i grot. Czynny tylko latem, na 13 hektarach powierzchni prezentuje zbiory przedmiotów użytkowych i repliki dzieł sztuki jaskiniowej, a także liczne warsztaty i animacje, nawiązujące do znanej serii filmów o epoce lodowcowej (przyjemność nie tania: 10,80 €).

Do zwiedzania w Tarascon są jeszcze ruiny zamku Lacombe, wieże Castella i Św. Michała, kościół św. Kwiterii, oryginalnie średniowieczny, ale obecnie w kształcie z XVII w., XVI-wieczny kościół Złoconej Matki Boskiej (Notre Dame de la Daurade) z czasów, gdy we Foix panował Henryk z Nawarry oraz resztki fortyfikacji miejskich.

Skręcamy w górę potoku Vicdessos, za drogowskazami do Niaux. Mała (niespełna 200 mieszkańców), istniejąca już w średniowieczu miejscowość, wciśnięta między wysokie (ponad 1200 m) góry jest w zasadzie tylko przedsionkiem turystycznym dla osób zwiedzających dwie okoliczne jaskinie prehistoryczne. Przejeżdżamy przez całą wieś i drogą La Pujade zakręcamy w lewo i jadąc ostro w górę kilometr dalej dojeżdżamy do groty Niaux. Na parkingu prawie pusto – niedobrze. Może dziś nieczynne?

Idziemy do kasy, też pusto. Okazuje się, że nie mamy rezerwacji, choć pan sprzedający bilety odnajduje w komputerze ślad korespondencji z jego koleżanką. Ale problemu większego nie ma. Najbliższy wolny wstęp jest za dwie godziny. Cóż to jest, wobec dzieł, jakie mamy obejrzeć, liczących kilkanaście tysięcy lat… Poczekamy, na razie kupujemy bilety (12 €) i idziemy się rozejrzeć po okolicy.

Jesteśmy na wysokości prawie 700 m n.p.m., jest chłodno, popaduje deszcz. Wejście do jaskini znajduje się po prawej stronie budynku recepcyjnego, obudowanego w 1996 r. dość nowoczesną strukturą z drewna i stali, autorstwa włoskiego malarza i architekta Massimiliano Fuksasa, służącą jako przestrzeń informacyjna i miejsce zajęć dydaktycznych dla dzieci. Stała wystawa obejmuje ekspozycję informującą o realizacjach artystycznych ludzi z okresu kultury magdaleńskiej, o ich rozmieszczeniu w okolicy, a także – trochę nie à propos – o przemyśle metalurgicznym w dolinie górnej Ariège. W dolnej części dyskretnie wbudowane są toalety.

Póki się całkiem nie rozpadało, schodzimy kilkaset metrów w dół szosy, by obejrzeć wejście do nieudostępnionej do zwiedzania jaskini. Niewiele nam to daje: jest nieco zarośnięta, wyraźnie widać ślady erozji, wygładzenia krasowe, jakieś ptasie gniazda, niewielkie stalaktyty. Podobno żyją tu nietoperze, ale w dzień pewno śpią. Jest to niewielka jaskinia Petite Caougno, usytuowana w tym samym systemie co Niaux i prawdopodobnie mająca z nią połączenie, jednak zatarasowane obecnie i nie do przejścia.  Wracamy do naszej groty.

NiauxJaskinię Niaux odkryto i zwiedzano już w XVII w. – w korytarzach zobaczymy barbarzyńskie podpisy „gości”, które, niestety, same już stały się zabytkami i podlegają ochronie. Badania naukowe i identyfikację dawnych gospodarzy podziemnego świata rozpoczęto w początkach XX w. Dziś wiemy już o nich sporo, a poza tym możemy ich dzieła podziwiać osobiście, co dla amatorów nie jest sprawą prostą. Jaskiń, w których odkryto dzieła malarstwa naskalnego pochodzące z czasów późnego paleolitu jest w Europie ok. 350. Większość z nich znajduje się w Pirenejach i ich okolicy, po obu stronach granicy francusko-hiszpańskiej. I niemal wszystkie są niedostępne dla zwiedzania.Lascaux

Jako pierwszą w czasach nowożytnych odkryto w 1879 r. jaskinię Altamira w Górach Kantabryjskich w Hiszpanii. Zwiedzano ją dość intensywnie, otwierano i zamykano, wreszcie w 2001 r. zamknięto dla publiczności na stałe, uruchamiając w 2008 r. jej replikę, gdzie zwiedza się… kopie rysunków jaskiniowych. Najbardziej znaną do niedawna „malarską” jaskinią była grota Lascaux, położona we francuskiej Akwitanii, odkryta w 1940 r. Dziś także jest już zamknięta i od 1983 r. zwiedza się kopię dwóch stanowisk. Może najciekawszą jest jaskinia Chauveta, odkryta przez speleologa Jean-Marie Chauveta dopiero w 1994 r., i to daleko od Pirenejów, w górach Ardèche, w regionie Rodan-Alpy. Nigdy nie była przeznaczona dla zwiedzania, ale można obejrzeć sobie o niej film. Nie można również zwiedzać odkrytej niedawno (2000) groty w Cussac w Akwitanii.

A grotę w Niaux można. Na razie.

Jednak konieczne są poważne ograniczenia. W sezonie (1 lipca – 21 sierpnia) jest dziesięć wstępów dziennie, poza sezonem mniej (stąd konieczność rezerwacji, tel. 05-61-05-88-37), za każdym razem – teoretycznie – może wejść tylko 20 osób, naturalnie prowadzonych przez przewodnika. Dzieci poniżej 5 lat nie są – znów teoretycznie – wpuszczane, zwierzęta także. Nie można robić zdjęć ani schodzić ze ścieżki. Nie ma światła elektrycznego - każdy ze zwiedzających otrzymuje dość słabo świecącą latarkę akumulatorową, a w głównej sali z malowidłami nawet je trzeba wyłączyć, zdając się tylko na latarkę przewodnika. Zwiedza się tylko 800 m korytarzy (ogółem ten zespół jaskiniowy ma 13 km). Chodzi przede wszystkim o to, by we wnętrzu utrzymać stałą temperaturę (ok. + 12o), poziom wilgotności i zawartość dwutlenku węgla w powietrzu.

MadeleineBierzemy przygotowane w domu kanapki i przy chodzonym lunchu oglądamy wystawę. Najciekawsza jest część pokazująca dzieła sztuki i inne ślady działalności homo sapiens z okresu kultury magdaleńskiej. Dla nas, tropiących ślady Magdaleny w południowej Francji to informacja ciekawa. Ale nazwa, oznaczająca epokę późnego paleolitu (17.000-12.000 p.n.e.), nie ma naturalnie z naszą bohaterką bezpośrednio nic wspólnego, ale wskazuje na pewien, kolejny już trop w tej legendzie. Otóż w małej miejscowości Tursac w departamencie Dordogne, w Akwitanii – znajduje się koleba skalna, nazywana od wieków przez ludność miejscową „Schronieniem Marii Magdaleny”. W niej, oraz w okolicznych jaskiniach (nazywanych wioską troglodytów) odkryto w 1863-1865 r. wiele narzędzi i obiektów użytkowych z kości i rogów jelenich sprzed kilkunastu tysięcy lat i wkrótce rozszerzono nazwę „kultura magdaleńska” na inne znaleziska z tamtej epoki, odnajdywane we Francji, Hiszpanii, Portugalii, Belgii, Szwajcarii, Niemczech, Czechach i Polsce (Wilczyce koło Sandomierza, Jaskinia Maszycka koło Ojcowa, kopalnia krzemienia w Brzoskwini koło Krakowa).

Po 13-tej nasza grupka z biletami w garści zbiera się koło budynku recepcji. Poprzednie dwie grupy (zwiedzanie trwa 90 minut, ale wejścia są mniej więcej co godzinę, więc po drodze jest mijanka) były to dzieci szkolne pod opieką kilku nauczycieli. Podczas zwiedzania z pewnością musiały zachowywać się grzecznie, zresztą podziemia robią nieco przytłaczające wrażenie, więc teraz odreagowują, czekając na autokar, który właśnie podjeżdża od strony wioski Niaux. Przewodniczka nas wita i każe wszystkim zaopatrzyć się w spore i mało wygodne latarki. Biletów nikt nie sprawdza, osób nikt nie liczy (ja liczę: 24, w tym parę dzieci zdecydowanie młodszych niż 5 lat…) – jakby się ktoś zgubił, to w remanencie liczba latarek się nie zgodzi… Pani otwiera kluczem szczelne metalowe drzwi, zamyka za nami, przechodzimy przez krótki, sztucznie obrobiony korytarz, potem otwiera kolejne drzwi i jak przez śluzę wchodzimy do środka. Reflektory wydobywają z mroku różnokolorowe struktury kamienne, korytarz wkrótce się rozszerza, przechodzimy przez kolejne sale, wreszcie zauważamy pierwsze grafitti. Najstarszy z wandali, podpisujących się na ścianach jaskini uwiecznił się w 1602 r.

Jakieś 600 m od wejścia pojawiają się pierwsze rysunki: po prawej stronie regularnie umieszczone czarne i czerwone kropki i linie oraz dość wyraźna głowa konia i dwa bizony, bez zachowywania proporcji między nimi. Czarny kolor uzyskiwano głównie z węgla drzewnego (dzięki czemu możliwe jest dość precyzyjne datowanie metodą C-14: dzieła pochodzą z okresu 13.850-12.980 r. p.n.e.) lub dwutlenku manganu, uzyskiwanego z rudy piroluzytu, prawdopodobnie pozyskiwanej w okolicy, czerwony to roztarta na proszek ruda żelaza – hematyt, zmieszana z wodą lub tłuszczem.

 Altamira Jaskinia Chauveta  Niaux  Niaux  Niaux 
 Niaux  Niaux  Niaux  Niaux  Niaux

W szerszym miejscu mijamy się z wracającą już sąsiednią grupą. My dochodzimy do miejsca, gdzie zachowało się najwięcej rysunków – jest to Czarny Salon, położony 800 m od wejścia. Pomieszczenie wydaje się ogromne – choć ma tylko 20 m szerokości, jest bardzo wysokie i trochę sztuczne, bo organizatorzy ekspozycji (prehistoryk Émile Cartailhac 1845-1921) jeszcze przed pierwszą wojną światową urządzili kamienną platformę widokową, odgrodzili ściany, by nie narażać ich – jak pisał Cartailhac – na kontakt z kapeluszami, rękami i płomieniami świec. Przewodniczka każe nam zgasić latarki i odłożyć wszystkie w jednym miejscu. Światło powoli gaśnie, za lampką przewodniczki podchodzimy jeszcze kilkanaście kroków, wreszcie zostajemy w zupełnym mroku. Wreszcie zapala się bardzo słabe światełko i z białej ściany wydobywa czarną głowę bizona.

- Aaaaach – to jakoś samo wydobywa się z wielu ust.

W Czarnym Salonie robi się jak w czarno-białym ogrodzie zoologicznym. Początkowo namalowane tu śmiałą i zdecydowaną kreską kontury, niekiedy także bardziej szczegółowe wizerunki zwierząt wydają się umieszczone zupełnie chaotycznie i przypadkowo, większe i mniejsze, bez zachowywania proporcji, mniej czy bardziej podobne (najgorzej im wychodziły konie, choć kilka wygląda jakby malował je przodek Juliusza Kossaka), jedne wchodzą na drugie, jakby na starszych malunkach ktoś umieszczał nowsze. Potem widać, że zgrupowane są w kilku panelach: na niektórych aż gęsto od rysunków, inne mniej zapełnione, a między nimi kawałki ściany zupełnie pustej. Ściany, sufity, nawet elementy podłogi. Podobno obok – ale tego już nie wolno zwiedzać – jest mały „gabinecik”, w którym udekorowane są wszystkie ściany, cały strop i cały spong. Najczęstszym zestawem (nazywanym podobno trójcą pirenejską) jest pochód bizon – koń – koziorożec. Niaux

Jakiś księgowy policzył, że w Niaux najwięcej jest bizonów i podobno tak jest we wszystkich jaskiniach pirenejskich. Tutaj jest ich 54. Koni 29, koziorożców 15, a poza tym jelenie, tury, nawet ryba, prawdopodobnie pstrąg lub łosoś i łasica, co jest czymś zupełnie wyjątkowym w tego rodzaju malarstwie. Uwiecznione w grocie konie to najprawdopodobniej protoplaści żyjących do dziś w Kraju Basków kuców z rasy pottok, czarnych, o wzroście nie przekraczającym 140 cm. Naukowcy zwracają uwagę, że – w przeciwieństwie do jaskini w Lascaux – nie ma tu reniferów (ale Lascaux jest starsze o 5-4 tys. lat, w czasach Niaux renifery już poszły sobie precz), nie ma też nawet schematycznych wizerunków ludzi. Jedynym drapieżnikiem jest łasiczka, a w pobliżu jej wizerunku znaleziono też szkielet zwierzęcia i raczej nie należy sądzić, że pozowała jakiemuś Leonardowi de Niaux do portretu Łasiczki bez Damy, raczej chodziło o jakiś obrzęd dla łasiczki niewesoły, bo pewno z martwego ciałka dusza w zamyśle artysty przeszła do nieśmiertelności w postaci obrazu. W Jaskini Chauveta są jeszcze lwy i mamuty – ale tamtejsi twórcy żyli znacznie wcześniej - od 33.000-24.500 lat p.n.e.

Jednak to nie jest kwestia czasów i obecności lub nie takich czy innych zwierząt w okolicy. Tutaj, w Niaux, nie ma na przykład wilków i niedźwiedzi – a w lasach były, i to w dużych ilościach. Jest to jakiś świadomy wybór. Poza wizerunkami zwierząt jest jeszcze w Niaux wiele pozostawionych przez twórców znaków w postaci kropek, linii, strzałek, często w kolorze czerwonym. Są też strzałki bezpośrednio narysowane na zwierzętach – być może są to jakieś zaklęcia, mające spowodować to, by zwierzę dało się ustrzelić z łuku lub przebić oszczepem.

Przewodniczka mówi, że choć w Czarnym Salonie odnaleziono bardzo nieliczne ślady narzędzi, może nawet pozostałości jedzenia, to prawdopodobnie były to resztki pozostawione przez samych „artystów”. Ludzie tutaj nie mieszkali, podobnie jak w Lascaut i u Chauveta. Jaskinie „malowane” były zapewne czymś w rodzaju sanktuariów i służyły celom kultowym, być może związanym z polowaniem. I odwrotnie – liczne w okolicy jaskinie mieszkalne, gdzie magdaleńczycy spędzali prawdopodobnie miesiące zimowe – nie są dekorowane rysunkami - jak położona po przeciwnej stronie doliny Krowia Jaskinia, w której odnaleziono mnóstwo narzędzi, a także przedmiotów zbytku w postaci fragmentów rogów renifera czy jelenia, zdobionych kunsztownie wyrzeźbionymi wizerunkami głów zwierząt, których zabrakło w Niaux: lwów, niedźwiedzi, wilków, antylop… Nie ma krów, bo wtedy zwierząt jeszcze nie hodowano, a nazwa jest raczej z czasów XIX-wiecznych, kiedy to być może zapędzali się tu pasterze. Znaleziska z Grotte de la Vache (w sezonie 5 wejść dziennie, poza sezonem dwa, zimą zamknięte, 9 €) są nieco starsze od malowideł w Niaux i mają 12.000-15.000 lat.

Nasz spacer w grocie Niaux kończy się w Czarnym Salonie. W dalszych częściach jaskini są dziesiątki następnych obrazów – w tym w korytarzu Clastres, dziś dostępnym tylko po pokonaniu dwóch syfonów wodnych, ale prehistoryczni artyści wchodzili tam innym wejściem, które teraz uległo zawaleniu. W jednym z korytarzy odkryto też skamieniałe ślady stóp dwojga dzieci, mających może 9, może 12 lat, także pochodzące z czasów kultury magdaleńskiej. Co robiły samotne dzieci w środku jaskini i dlaczego tylko ich ślady się zachowały? Ta i inne partie jaskini położone za Czarnym Salonem są dostępne dla naukowców, którzy twierdzą, że w tym specyficznym muzeum sztuki prehistorycznej jest jeszcze wiele do odkrycia.Ax-les-Thermes

Ax-les-ThermesZabieramy z powrotem swoje latarki, zapalamy je starając się nie świecić na cenne rysunki i wracamy na powierzchnię. Moje „egipskie” buty sprawdziły się znakomicie – inna rzecz, że nie było błota, nawierzchnia świetnie utwardzona i żadnej mozolnej wspinaczki nie trzeba było wykonywać. Droga łatwa, mało klaustrofobiczna, a jaskinia unikatowa i stanowiąca jeden z najcenniejszych – i najstarszych – obiektów kultury światowej.

Zjeżdżamy do wsi Niaux, wracamy do Tarascon i nie dojeżdżając do centrum w starej dzielnicy Sabart skręcamy w drogę szybkiego ruchu E-9, na której wyraźny drogowskaz kieruje nas na południe, w stronę Andory. Droga wznosi się coraz bardziej i po niespełna 30 kilometrach doprowadza nas do ostatniej przed granicą większej miejscowości: to liczące półtora tysiąca mieszkańców uzdrowisko i stacja narciarska Ax-les-Thermes. Położone wśród wapiennych regli pirenejskich, u zbiegu trzech rzek – Ariège, Oriège i Lauze. Każda z nich bierze początek w górach, które zdają się coraz bardziej pochylać nad nami, co jedna to wyżej: najdłuższa Ariége prowadzi swoje wody od masywu Font-Nègre na granicy z Andorą, gdzie ma źródła na wysokości 2400 m, by po przeszło 160 km dopłynąć do Garonny. 20-kilometrowa Oriège wypływa z północnego stoku Pic Carlit, przekraczającego 2900 m, a Lauze zaczyna się pod szczytem Tarbésou (2364 m) i po 14 km wpływa do Ariège.

Rzymianie kąpali się w ciepłych wodach Ax (nazwa też rzymska: Aquae – wody – AcqsAx) już na początku I wieku, z 24 okolicznych źródeł korzystali Francuzi i Septymianie w czasach Ludwika Świętego, a w 1260 r. hrabia Roger z Foix wybudował tu szpital dla trędowatych z basenem Ladres, z którego mieli korzystać żołnierze, zarażeni trądem w czasie krucjat. Współcześnie jest tu eksploatowanych 40 gorących źródeł, a niektóre z nich dostarczają wody o temperaturze + 70o C. W okolicy jest kilka renomowanych ośrodków narciarskich o wysokim standardzie, oraz wiele kilometrów tras turystycznych pieszych i rowerowych.

AndoraNasza droga jednak ciągle pnie się w górę, robi się coraz chłodniej i coraz bardziej mglisto. Jedziemy ostrymi zakosami,Andora agrafka za agrafką, tunel pod górami, ruch spory, trzeba uważać. Nagle z mgły wyłania się najpierw stado krów, a potem – dawno nie widziany – posterunek na przejściu granicznym. Tu naprawdę kontrolują! Wydawało mi się, że Andora – takie coś niepoważnego między Francją a Hiszpanią, czyli krajami będącymi w strefie Schengen, co więcej: zarządzana wspólnie przez Francję i Hiszpanię - posterunków granicznych ustawiać nie będzie. A jednak! Widzimy prawdziwych celników i policję graniczną, kilka zatrzymanych i kontrolowanych samochodów, wszystkie z rejestracjami francuskimi. My, z naszym unijnym Nowy Targiem dopiero musimy wyglądać podejrzanie!

Ale nie, zwalniamy do pięciu kilometrów na godzinę, celnik francuski niecierpliwie macha ręką, za chwilę ten gest powtarza Andorczyk. Hurra, pokonaliśmy kolejną granicę w naszej wyprawie: już szóstą. Jesteśmy w księstwie Andory.

Kawałek za przejściem granicznym wjeżdżamy do miasta El Pas de la Casa. Wysiadam i natychmiast wracam do auta po ciepłą kurtkę: wieje, pada, momentami posypuje kaszkowaty śnieżek. Widzę tablicą informacyjną i przecieram oczy ze zdumienia: jesteśmy na wysokości 2050 m n.p.m. Kawałek dalej sprawdzam na GPAndoraS – 2100. Czyli wjechaliśmy 200 metrów powyżej Giewontu, jesteśmy na Czerwonych Wierchach… Czytam w informatorze, że Pas de la Casa, rozciągające się od 2000 do 2400 m jest najwyżej położonym miastem Europy. No, coś takiego!

Ale poza tą wysokością nic mi się tu nie podoba. Miejscowość wygląda na nowobogackie centrum handlowe, otoczone hotelami i terenami narciarskimi, pełne parkingów i stromych pasaży, miejsc dość jarmarcznych rozrywek dla dzieci, małych i większych sklepów, w których głównie eksponowany jest alkohol.

Rzeczywiście to nuworyszostwo El pas de la Casa (co znaczy: przejście obok domu) jest wynikiem boomu narciarskiego i handlowego, jaki pojawił się tu w latach 90. XX wieku. Jeszcze w początkach tamtego stulecia stało tu ledwie kilka szałasów pasterskich, a jedynym powodem do dumy było to, że nieopodal stąd wypływa Ariège, należąca do zlewiska Oceanu Atlantyckiego – pozostałe części Andory dają początek rzekom, płynącym do Morza Śródziemnego. Ustanowienie tu strefy bezcłowej spowodowało wielki wzrost zainteresowania przyjazdami ze strony Francuzów, wywożących stąd całymi kartonami alkohol, papierosy, produkty AGD i inne towary.

W Polsce Andora uchodzi za Mekkę taniej elektroniki, ale łaziłem po paru sklepach z tej branży i niczego ciekawego w dobrych cenach nie zauważyłem. Natomiast ceny alkoholi są rzeczywiście niezwykłe, z tym, że dotyczy to wysokich procentów: niezła whisky za równowartość 25 złotych za litr to chyba ciekawa oferta, jeśli ktoś byłby zainteresowany? Przeciętnie alkohol kosztuje 2,5 raza mniej niż we Francji, a wódeczności są z całego świata. Tylko dojazd kosztuje, więc żeby się opłaciło, trzeba by wywieźć kontener. No, a na takich amatorów już czekają panowie w mundurkach na przejściu granicznym. Wina kosztują raczej normalnie i wyboru specjalnego nie ma. Bez akcyzy można kupić też wyroby tytoniowe i turyści handlowi korzystają z tego bardzo szeroko. Ale i w innych branżach można wypatrzeć okazje: Michał kupił sobie w Andorze wywodzący się z Sabaudii nóż pasterski opinel, będący flagowym produktem Prowansji, za pół ceny, jakiej za niego żądali nad Rodanem…

 

 Andora Andora   Andora Andora   Andora
 

 

Skromny obiad w dość obskurnym barze turystycznym daje się zjeść w granicach 10-12 €. Jemy i wcale nie czujemy się jak w jednym z najbardziej egzotycznych państw Europy. Andora jest z pewnością krajem najwyższym, takim Nepalem Europy: średnia wysokość to blisko 2000 m n.p.m. Najwyższym punktem jest pirenejski szczyt Coma Pedrosa – 2.942 m n.p.m., najniższe wzniesienie to 840 m – tyle co w Zakopanem na Krupówkach koło poczty głównej… 62 szczyty wznoszą się na wysokość przekraczającą 2000 metrów… Andora

AndoraW jednej z encyklopedii wyczytałem, że panuje tu klimat podzwrotnikowy śródziemnomorski. No, na pewno: jest 4 lipca, na termometrze zewnętrznym plus 4 stopnie, tropik – można powiedzieć. W dodatku wieje, co przypomina jedną z etymologii nazwy: w języku starych Celtów an oznaczało wiatr, a dor – bramę. Brama wiatrów – dobrze pasuje do rzeczywistości. Oczywiście, tak naprawdę jest tu klimat wysokogórski, w niektórych – rzadkich – rejonach umiarkowany.

Dygresja dla wykształciuchów - Andora:

Historia lokuje początki Andory w czasach Karola Wielkiego, który współdziałając z tutejszymi góralami wojował z Saracenami w VIII w., a w nagrodę za pomoc lokował miasto Andora (Andora la Vella, Stara Andora – dziś stolica kraju). Do dziś hymn Andory zaczyna się od słów: Karol Wielki, mój ojciec, z rąk Arabów mnie wyzwolił…. W średniowieczu Andora była terytorium, którego władza duchowna sprawowana była przez biskupów katalońskiej diecezji La Seu d’Urgel, a świecka – przez rodzinę Caboetów, którzy na mocy umowy z biskupami w zamian za opiekę wojskową otrzymali Andorę w lenno. Podział współwładzy ustalono osobnym traktatem w 1159 r. Biskup jak biskup – legalnie dzieci ani spadkobierców nie miał, więc władza nad Andorą pozostawała w rękach diecezji i zostało tak do dziś. Natomiast po stronie świeckiej sprawy się skomplikowały w 1185 r., kiedy to Arnalda de Caboet, jedyna spadkobierczyni majątków rodowych, wyszła za mąż za wicehrabiego Arnau de Castellbò, wnosząc mu jako wiano Andorę. A w 1208 r. ich córka Ermessenda de Castellbò poślubiła znanego nam już dobrze Rogera Bernarda II z Foix, syna szalonego górala, walczącego z krzyżowcami – sprzyjającego katarom Rajmunda Rogera z Foix. Ermessenda była, jak najbardziej, wierzącą katarką.

AndoraGdy zaś hrabią Foix został Henryk, król Nawarry i od 1589 r. król Francji – Henryk IV Burbon, przekazał (sam sobie…) teren hrabstwa na rzecz korony francuskiej. I od tamtej pory funkcję współksięcia w Księstwie Andory sprawowali królowie Francji, a po upadku monarchii – kolejni prezydenci Republiki. Drugą połowę w rządach nieodmiennie trzymają w swoich rękAndoraach biskupi La Seu d’Urgel. Obecnie więc panują w Andorze monsignor biskup Joan-Enric Vives i Sicilia oraz socjalistyczny prezydent Francji François Hollande, rządzi zaś premier (z zawodu architekt) Antoni Martí Petit, stojący na czele centrowo-prawicowej Demokracji na Rzecz Andory, mianowany przez 28-osobową Radę Generalną, czyli parlament, w którym zasiada 14-osobowa grupa wyłaniana w wyborach ogólnokrajowych oraz 14 przedstawicieli samorządów lokalnych, wyłanianych w wyborach prowadzonych we wszystkich siedmiu parafiach (to jest jednostka zarazem kościelnego, jak i administracyjnego podziału) – po dwu z każdej.

Andorczycy mądrze rozgrywali ten układ dwuwładzy, jak roztropne dzieci wykorzystujący słabości kłócących się lub pozostających w separacji rodziców, by od każdego ze współksiążąt uzyskać jak najwięcej. Może najciekawsze wydarzyło się w 1213 r., kiedy to na trzy miesiące przed tragiczną śmiercią z rąk krzyżowców pod Muret koło Tuluzy, król Piotr II Aragoński, nazywany też Piotrem Katolickim potwierdził wszystkie prawa biskupów Urgel do Andory, a Andorczyków (i innych poddanych biskupa) zwolnił ze wszystkich podatków oraz innych zobowiązań, które mogłyby być nakładane na nich teraz i w przyszłości przez hrabiów czy królów. Choć oczywiście hrabiowie z Foix nie trzymali się tego ściśle i starali się wydusić z andorskich górali jak najwięcej, to jednak do dziś swoboda finansowa jest tu większa niż gdzie indziej. Pewno dlatego sektor bankowy stanowi w Andorze jedną z najlepiej rozwijających się dziedzin gospodarki. Pozostałe to handel oraz turystyka i narciarstwo, dostarczające obecnie do 80 % dochodów kraju.

AndoraWymądrzam się tak m.in. na podstawie znakomitej książki Historia małych krajów Europy, wydanej przez OAndorassolineum w 2007 r. pod red. Józefa Łaptosa, w której rozdział o Andorze opracowała Danuta Kucała oraz dzieła International Dictionary of Historic Places: Southern Europe pod redakcją Trudy Ring, Roberta M. Salkina i Sharon La Bod, gdzie o Andorze krótko, ale treściwie pisze John A. Flink.

W Andorze jest pięć dużych centrów narciarskich i jeden z najlepszych jest właśnie tutaj, w El Pas de la Casa. Dojazd zimą podobno jest znakomity i droga dobrze utrzymana, a można się tu dostać w 3 godziny z Barcelony i nieco szybciej z Tuluzy, skąd dwa razy dziennie jeżdżą autobusy wprost z lotniska. W Andorze nie ma kolei ani transportu samolotowego, ale jak ktoś chce i może, to może dolecieć tu własnym śmigłowcem i lądować niemal tuż obok wyciągu, czy sklepu z alkoholem. Mówi się tu oficjalnie, wg konstytucji (notabene pierwsza ustawa zasadnicza została tu przyjęta dopiero w 1993 r.) - w języku katalońskim, ale w El Pas de la Casa dominuje francuski, angielskim też od biedy się da dogadać.

Będziemy się zbierać. Kiedyś myślałem, że Andora to państwo-miasto, jak Watykan czy Monaco. Ale to spory obszar, największy (obok Luksemburga) w klubie najmniejszych państw Europy (jest taki: w 1987 r. Andora, Liechtenstein, Luksemburg, Malta, Monako i San Marino podpisało porozumienie w sprawie współpracy na rzecz zachowania ich odrębności kulturowej; Watykan jakoś się nie przyłączył). Andora zajmuje 468 km2 powierzchni (trochę mniej niż Warszawa, trochę więcej jak Kraków), liczy ponad 85.000 mieszkańców (Andorczycy, Hiszpanie, Portugalczycy, Francuzi), którzy chwalą się średnią życia 83 lata, jak już wiemy dzieli się na siedem parafii, ma 63 miejscowości, spośród których największa, licząca blisko 20.000 mieszkańców Andora la Vella jest stolicą kraju. Walutą obowiązującą jest euro, mieszkańcy Unii nie muszą mieć przy wjeździe paszportów ani wiz, ale kontrola celna zawsze może się zdarzyć.

 Andora Andora   Aude  Carcassonne

Nie damy rady tym razem zobaczyć więcej. Jest późno, zimno i do domu daleko – gdziekolwiek by był ten dom. Zjeżdżamy z powrotem do Tarascon, po drodze zdejmując powoli ciepłe kurtki i swetry. Autostradą docieramy do St. Antoine-St. Paul i tam skręcamy na prawo, na wschód. Mijamy po lewej stronie ruiny XI-wiecznego zamku w Roquefixade, mocno nadwyrężonego w czasie późnych walk krucjatowych w 1272 r. i ostatecznie zrujnowanego z polecenia kardynała Richelieu w 1632 r.

W prawo drogowskaz pokazuje zjazd do Montségur. Wrócimy tu jutro.

Tymczasem dobra szosa doprowadza nas do Quillan, skąd nie kombinując już nic więcej, jedynie odświeżając wspomnienia (drogowskaz do Rennes-le-Château i Arques!) jedziemy przez Couizę i Limoux z powrotem do Carcassonne. Niewielkie zresztą zakupy z Andory pozostają tymczasem nie rozpakowane w bagażniku. Dojadą w całości do Polski.

Carcassonne

 8 Odcinek VIII

8 Powrót do spisu treści