Na Akropolu z Renatą, 12 czerwca 2017

 

 

Urodziłem się w pięknym Milanówku pod Warszawą, a od ponad 40 lat mieszkam pod Tatrami.  Jestem autorem kilku książek, pracowałem w paru redakcjach, w Muzeum Karola Szymanowskiego "Atma" i w Państwowej Ogólnokształcącej Szkole Artystycznej, współpracuję z "Tygodnikiem Podhalańskim".

 

 

 

Inne felietony, komentarze i recenzje


Pogoda Zakopane z serwisu

 



"Smutek kontrewolucji" - felieton w "Tygodniku Podhalańskim" nr 24/2017

 

 

Moment, w którym człowiek zaczął wątpić w boskie dzieło stworzenia był jednym z najtragiczniejszych w dziejach ludzkości, bo dzieci Adama i Ewy poczuły się sierotami, przytłoczonymi odpowiedzialnością za przyszłość dawnego Raju. Rozejrzawszy się dokoła, człowiek skonstatował, że z pewnością Bóg nie stworzył nas na obraz i podobieństwo Swoje, bo przecież Stwórca nie mógł być tak brzydki jak…, tak ograniczony jak…, tak podły jak… Człowiek uznał, że z punktu widzenia urody, rozumu i dobroci Bóg stworzył tylko jego, reszta musi być efektem działań innego bóstwa, które nazwał Ewolucją. Prorokiem tej nowej wiary stał się Karol Darwin, którego nikt nie czytał i nie słuchał, ale wszyscy uwierzyli, że tak naprawdę Stwórca nie fatygował się osobiście z całym ogrodem zoologicznym, tylko powołał do życia trzy anioły - Materię, Energię i Ewolucję, a te już potem radziły sobie same, dzięki czemu powstała bakteria, ryba, wróbel, goryl, krasnoludek, człowiek i smartfon....

Więcej


"Koszula" - felieton w "Tygodniku Podhalańskim" nr 25/2017

 

 

Po drodze z domu do księgarni mam sklep odzieżowy, gdzie ciągle wstępuję, żeby kupić sobie drugą parę spodni, ale jeszcze mi się nigdy nie udało tego zrobić, bo zawsze w sklepie ze spodniami kupuję koszule. Koszul mam tyle, że kupując nową, staram się oddać dwie stare, ale pozostałe i tak w szafie się gniotą i muszę je na okrągło prasować, czego nie umiem, nie lubię i wciąż to robię. Egzystencjalne rozterki…

Koszula ostatnio kupiona ma krótki rękaw i różowo-białe prążki. Kupiłem ją z sentymentu, bo taką samą kiedyś kupiła mi w Paryżu jedna z moich teściowych. Polacy zawsze się cieszyli, kiedy dostawali coś z Paryża, nawet jak był to król Henryk Walezy czy francuska choroba, bo mieliśmy do tego miasta jakiś dziwny sentyment, zbudowany głównie na tym, że Francja miała to, czego nam zawsze brakowało: wielkie terytorium o zróżnicowanym klimacie, kolonie w egzotycznych stronach, Łuk Triumfalny, cesarza małego wzrostem, ale wielkiego umysłem (u nas te cechy idą osobno), dobrze funkcjonujące gilotyny, rozdział kościoła od państwa oraz Brigitte Bardot...

Więcej

 
  


"Co słychać?" z 10 czerwca 2017



 

 

 

 

 

 

© Copyright by Maciej Pinkwart


Jesteś  miłym gościem na tej stronie, zapraszam znowu!

Teraz gości na stronie osób

  •