Wspomnienie z Krakowa - fot. Janusz Konieczniak

 

 

Urodziłem się w pięknym Milanówku pod Warszawą, a od ponad 40 lat mieszkam pod Tatrami.  Jestem autorem kilku książek, pracowałem w paru redakcjach, w Muzeum Karola Szymanowskiego "Atma" i w Państwowej Ogólnokształcącej Szkole Artystycznej, współpracuję z "Tygodnikiem Podhalańskim".

 

 

Inne felietony, komentarze i recenzje


"Liczby" - felieton w "Tygodniku Podhalańskim" nr 3/2019

 

 

Nie, nie chodzi o numerologię ani o wysokość pensji dyrektorki-asystentki w NBP. Tym razem mam na myśli liczby gramatyczne: pojedynczą, mnogą i zanikłą już liczbę podwójną (my z bratem…). Zwolennicy nacjonalizmu, komunizmu czy faszyzmu, wypowiadając się publicznie, zwykle wspierają się zaimkiem „my”, liberałowie wolą „ja”. Demokraci też nie lubią liczby mnogiej. Może wynika to z faktu, iż nacjonalistami i zwolennikami ustrojów totalitarnych są ludzie, którzy mają niskie poczucie własnej wartości i by tę wartość podnieść wspierają się poczuciem przynależności do większej grupy, czyli z definicji mogącej dawać siłę, oparcie, czasem zabezpieczać byt. Liberał uważa, iż większość spraw zależy od niego samego, więc niechętnie się stowarzysza i nie potrzebuje protezy siły zbiorowej. Nacjonalizm i różne jego pochodne są zatem wyrazem słabości, choć starają się właśnie eksponować swoją siłę, agresję, wręcz kult przemocy. Ale to też jest manifestacją impotencji: widział kto pojedynczego faszystę dążącego do zwarcia „na solo” (jak mawiał największy cham w trudnej konkurencji chamideł polskiego parlamentu) z jakimś liberalnym Schwarzeneggerem?


  Więcej...

     

 

 

© Copyright by Maciej Pinkwart

   


Jesteś  miłym gościem na tej stronie, zapraszam znowu!

Teraz gości na stronie osób