Maciej Pinkwart

Iwaszkiewicz po sąsiedzku

 17 maja 2026

TUTAJ wersja audio

Pisałem tu niedawno o książce na temat Anny Iwaszkiewiczowej (Sylwia Góra, W stronę Anny) – i zaraz potem dostała mi się książka o jej mężu. Przypadek? Nie sądzę. Nie ma przypadków, są tylko znaki… Dobra, dość tych cytatów.

O Jarosławie Iwaszkiewiczu pisze Piotr Mitzner. A właściwie pisał, bo książka jest z 2023 roku, więc napisana wcześniej, niż ta o Annie Iwaszkiewiczowej. Ale w takiej kolejności do mnie dotarły. Autor wielokrotnie podkreśla, że był sąsiadem Iwaszkiewicza, co oznaczało początkowo tylko to, że mieszkał, a nawet wychowywał się w tej samej Podkowie Leśnej, w której znajduje się Stawisko – dwór, gdzie mieszkali wtedy Anna i Jarosław Iwaszkiewiczowie. Ich domy dzieliło pięć kilometrów, ale poeta znał się ze Zbigniewem Mitznerem, ojcem Piotra, jeszcze przedwojennym dziennikarzem, redaktorem satyrycznych „Szpilek”, socjalistą i dziekanem Wydziału Dziennikarstwa na UW, więc podjeżdżał do „sąsiadów” samochodem. Ciekawe, że Iwaszkiewicz nigdy nie miał ochoty, żeby samemu poprowadzić auto. Może posiadanie (w rozmaity sposób) szofera to były te Iwaszkiewiczowskie fumy wielkopańskie, o których wspomina w swoim Album tatrzańskim?

Piotr Mitzner napisał książkę, wydawałoby się, oczywistą: pokazał Iwaszkiewicza w jego twórczości. Ale ta oczywistość w większości przypadków nie byłaby taka oczywista: nie ma wielu pisarzy, którzy w swojej twórczości byliby tak egotyczni jak Iwaszkiewicz, bo on w zasadzie cały czas pisze o sobie, o swoich spostrzeżeniach, emocjach, zachwytach i idiosynkrazjach. To naturalne w przypadku poezji, ale i w fabularnej prozie, także historycznej trzeba się nieco wysilić, by pod rozmaitymi kostiumami i sztafażami dostrzec autora. Niekiedy nie jest to trudne – jak w Brzezinie, Pannach z Wilka czy Przyjaciołach, czasem trzeba kopać głębiej, będąc wyposażonym w sporą wiedzę biograficzną. To za nas w tej książce odpracował Piotr Mitzner, dzięki czemu możemy przyjść na gotowe.

Świetnie się to czyta. Także dzięki temu, że Jarosław Iwaszkiewicz żył długo i bardzo dużo pisał, a przerobienie tego wszystkiego jest w zasadzie niemożliwe – chyba, że się w jego twórczości specjalizujemy, a jego dzieła są niejako elementem komplementarnym do naszych zainteresowań. W dodatku w dzisiejszych czasach jedna z zalet Iwaszkiewicza jest – może być – odbierana jako wada: jego erudycja, oczytanie, dogłębna znajomość świata antycznego i doszukiwanie się w pozostałościach tego świata znaków czasu – ale nie tego, w którym powstały, tylko tego, co je przegonił, a nam pozwala się z nimi zapoznać. Lub im oddziaływać na nas.

No i erotyzm, najczęściej homo-, czasem biseksualny. Przyznam, że to była dla mnie jedna z największych przeszkód w odbiorze tych dzieł. Nie dlatego, że go za to potępiałem: kimże jestem, żeby czyjeś – nie moje – uczucia wartościować? Tylko dlatego, że ich nie rozumiałem, nie znałem, czerwieniłem się czytając i domyślając się tego i owego. Fakt, że miałem kilkanaście lat, kiedy go – jako sąsiad z Milanówka – pierwszy raz zobaczyłem, też miał swoje znaczenie.

Dzięki książce Piotra Mitznera poznajemy – nie, źle piszę: zapoznajemy się dość powierzchownie, ale w tym przypadku to dobrze – z mnóstwem aspektów twórczości Iwaszkiewicza, podglądając niejako w jaki sposób rzeczywistość, biografia i charakter pisarza zostały opowiedziane w jego dziełach: w poezji i prozie. Religia i religianci, rodzina bliższa i dalsza, żona i córki, Żydzi i antysemityzm, pasje muzyczne, teatr i literatura, wojna i pokój, trochę polityki, niedużo, drzewa, kwiaty i zwierzęta… Niby każdy, i twórca i zwykły zjadacz chleba nosi to wszystko jakoś tam w sobie – ale nie każdy, no powiedzmy – prawie nikt – nie buduje z tego swego życia, które w sumie jest dość niepewną konstrukcją: ciało i duch, wiara i zwątpienie, miłość i gniew, narodziny i śmierć chwieją się na rusztowaniu z naszych codzienności: rozmów i przemilczeń, modlitw i przekleństw, zakupów, sprzątania, prania i prasowania, wynoszenia śmieci i czytania listów, jazdy na nartach i wystawiania twarzy na sycylijskie słońce… Misz-masz, lelum-polelum, pele-mele, banalny życiowy groch z kapustą… U Iwaszkiewicza to wszystko daje się upakować do szafy. A raczej – na półki biblioteczne.

W książce Piotra Mitznera też jest takie pele-mele, bo w układzie prezentowanej treści nie ma żadnej dającej się zaobserwować hierarchii, żadnego porządku, żadnej konsekwencji. Ale czy tak nie jest też w zwyczajnym życiu, na co dzień, u zwykłego człowieka, a co dopiero u pisarza, który z własnego życia lepi stosownie do swego pomysłu i talentu inne życia, na obraz i podobieństwo swoje? Łóżko, łazienka, szafa z ubraniami, śniadanie, płaszcz, laska, smycz, pies, parasol, aleja topolowa, kościół, kolejka EKD, biblioteka, sklep z chlebem, masłem i rzodkiewkami, przyjaciel, przyjaciółka, kochanek, kochanka, żona, mąż, matka, córka, pies, obiad, pisanie, drzemka, lektura, szafa z ubraniami, łazienka, łóżko, trumna.

Ale jak to jest napisane! Iwaszkiewicz był wielki: potężny, wysoki, ważny, twórczy. Przytłoczony przez historię, okoliczności życiowe, własne emocje, popędy, z trudem ubierane w uczucia i z jeszcze większym trudem opisywane tak, żeby nie zostały całkiem odrzucone przez czytelników, nieustanna dwubiegunowość pychy i niewiary w siebie, wielki, pełen ludzi i zarazem pełen pustki dom… Piotr Mitzner prowadzi nas przez to życiowe domiszcze za rękę, nie otwierając wszystkich drzwi, niektóre tylko wskazując i wspominając co się za nimi może kryć. Nie jest to, bynajmniej i na szczęście, kolejna biografia poety z Kalnika, pochowanego w Brwinowie w paradnym stroju zasłużonego górnika PRL, ani drobiazgowa analiza jego życiowych wyborów i jego dzieł wielkich i małych. To trochę jak opowieść przewodnika po muzeum, który nie mówi: na lewo, proszę wycieczki, na prawo, proszę wycieczki, tylko pokazuje: tak było, tak mogło być, tak to zostało napisane, zobaczcie sami.

Jeśli cenicie i lubicie twórczość Jarosława Iwaszkiewicza, przeczytajcie koniecznie. Jeśli nie lubicie, albo co gorsza – nie macie o niej pojęcia – przeczytajcie jeszcze bardziej koniecznie. Może od tych stron zacznie się wasza przygoda z Matką Joanną od Aniołów, skrywającą się w Brzezinie za Czerwonymi tarczami wśród innych Panien z Wilka, niekoniecznie podziwianych za ich Sławę i chwałę…

-----------------------------

Piotr Mitzner, Mój Iwaszkiewicz, Wydawnictwo „Próby”, Warszawa 2023, 272 strony.

Inne komentarze i recenzje