Wszystkie zawarte tu teksty mogą być wykorzystywane jedynie za zgodą właściciela strony!

 

 © Copyright by Maciej Pinkwart

 

Nowinki 

 

6 grudnia 2012

 

Mikołaj czy Mikołajki?

 

Właśnie słyszałem w radiu poważną dyskusję na temat tego czy dzisiejsze święto należy nazywać "Mikołaj" - w domyśle "święty", czy też "Mikołajki". Konkluzja: święty to jest dla katolików, a dla innych wyznań - Mikołajki. Interesujące, zwłaszcza wobec ogłoszonej kilka lat temu informacji kościoła, że święty Mikołaj nigdy nie istniał. Zresztą Kościół (chyba tylko katolicki?) ostatnio specjalizuje się w dementowaniu pewnych znanych zasad, a potem cichym wycofywaniu się z tego dementi. Tak było z postami - kiedyś, we Francji, ze zdziwieniem się dowiedziałem, że tam nie istnieje zasada poszczenia w bezmięsne piątki tudzież w Wigilię. Parę lat temu oficjalnie ogłoszono, że posty piątkowe i wigilijne zostają zniesione i obowiązywać będą tylko w Środę Popielcową i Wielki Piątek. Pamiętam, że polscy katolicy stwierdzili, że to jest herezja i że się temu nigdy nie podporządkują, co dowodzi, że kościół katolicki juz przestał być hierarchiczny i katolicki właśnie (katholikos znaczy powszechny), a stał się polski. Powoli dojdziemy do tego, że znane określenie "Polak - katolik", przekształci się w "katolik - Polak". I wtedy dopiero staniemy się atrakcją turystyczną dla całego świata! Parę dni temu papież Benedykt XVI ogłosił trzeci już tom swojej książki "Jezus z Nazaretu", w którym stwierdził, że w szopce nie było żadnych zwierząt, a śpiewanie z okazji świąt kolęd rzekomo na pamiątkę owego anielskiego "Gloria in excelsis Deo" (którego istnienia papież nie potwierdza) też jest nieporozumieniem. Przy okazji przypomniał, że Kościół już dawno przyznał, że Chrystus urodził się 2-7 lat przed Chrystusem. Jednak co do tych zwierząt, papież gotów jest iść na kompromis: "Tradycyjne owce lub woły w żłobie są tak głęboko zakorzenione, że to bez wątpienia przetrwają mój sceptycyzm. Przecież nikt nie wyrzuci ze swoich szopek osłów!" Urok tego tekstu (a może pospiesznego tłumaczenia dziennikarskiego) powala z nóg: cudowne są te owce i woły zakorzenione w żłobie! No i w rzeczy samej, nikt nie wyrzuci osłów z szopek! Boję się, proszę Waszej Świątobliwości, że i skądinąd też...

Dziś w Mikołajki (w Mikołaja?) moja kochana lancia poszła sobie wreszcie "do ludzi", co mnie cieszy, choć nostalgicznie wspominam, ile się z nią najeździłem, poznałem kawał świata, w zasadzie dzięki niej zebraliśmy z Renatą materiały do "Podtatrza", a w ogóle była bardzo wygodna i kochana. Została na Podtatrzu i to też mnie cieszy. Pomogli mi w tej sprzedaży niezawodni przyjaciele Renatka i Michał, dając ogłoszenia, wystawiając lancię koło swojego domu i przeprowadzając negocjacje z klientami. Dzięki!

Ze smutnych spraw: dwa dni temu umarł Władysław Trebunia-Tutka - wielki artysta-plastyk, świetny muzyk, dobry i skromny człowiek. Miał 70 lat. A kilka dni wcześniej - odszedł profesor Jacek Woźniakowski. A od początku roku - Jurek Tawłowicz, Ewa Bilewicz, Zbyszek Kryszyn... W ogóle fatalny rok pod tym względem, niechby się już skończył. A, prawda - przed końcem roku ma być jeszcze koniec świata...

Tymczasem przyszła zima, z niewielkim jak na dziś śniegiem, i mrozem do minus 15 nad ranem. Barbara była po lodzie, co pewno niezbyt dobrze wróży na Boże Narodzenie, ale tu, na Podhalu, już raczej się nie ma co spodziewać, że przed kwietniem zima odpuści. Poranne mrozy stwierdzam teraz na własnej skórze, bo biegam dzielnie na codzienną rehabilitację właśnie po wschodzie słońca do takiego gabinetu, otwartego koło mnie niedawno, co ma poprawić stan mojego kręgosłupa i może jest lepsze od jeżdżenia do Spytkowic, przynajmniej dla baku z benzyną w mojej Corolci. A w weekend ma być minus 20...

Ktoś mi powiedział, że remont w Atmie się skończył i personel wrócił na Kasprusie. Zabawne, że wiem to od osób z zewnątrz, a nie od tych, z którymi tam przepracowałem ćwierć wieku.

Sprzątam w książkach: dublety i te egzemplarze, których nie kolekcjonuję i nie będą mi już potrzebne - wystawiam na allegro. Mam nadzieję w ten sposób dojść do majątku... Główną przyczyną takiego postępowania jest wszakże chęć wygospodarowania miejsca na nowe książki... Kończę też nową książkę o Egipcie, mając nadzieję, że ukaże się w początkach przyszłego roku. Ech, w Abu Simbel teraz jest 30 stopni....

 

 

Poprzedni zapis

Powrót do strony głównej