Wszystkie zawarte tu teksty mogą być wykorzystywane jedynie za zgodą właściciela strony!
© Copyright by Maciej Pinkwart
30 lipca 2012
Lipiec od ściany do ściany
Oczywiście,
przede wszystkim w sensie pogodowym: upały przekraczające nawet na
Podhalu 30 stopni i chłód wieczorów z plus 10 stopniami, niebo bez
chmurki i niemal jesienne szarugi, leniwe, słoneczne popołudnia i
huraganowy wiatr, burze, samochody z gotującymi się chłodnicami i
mgliste, nowotarskie poranki. Owszem, udało się wykorzystać i te dobre,
i te kiepskie dnie: piękne na wycieczki, kąpiele w basenach czy
opalanie, pochmurne na lektury, pisanie czy spotkania. Tych ostatnich
sporo było głównie w związku ze sprawą projektu muzeum Witkacego.
Zrobiłem co mogłem, wywołałem temat, zainteresowałem wiele osób, spośród
których większość wyraziła rytualne poparcie (róbcie, róbcie, już dawno
powinno to być zrobione), część zadeklarowała bliżej nieokreśloną pomoc.
Ponieważ do konkretów może przejść jedynie jakaś instytucja, a nie
prywatny człowiek - następny ruch musi należeć do - bo ja wiem? - Muzeum
Tatrzańskiego, którego oddziałem powinno być Muzeum Witkacego, władz
Zakopanego, którym powinno zależeć na stworzeniu placówki, która na
pewno przyciągnie do miasta mnóstwo ludzi (do Słupska pewno nigdy bym
nie pojechał ot, tak sobie - za każdym razem, kiedy tam byłem, jechałem
zwabiony kolekcją obrazów Witkacego), czy fundacji lub towarzystwa,
które zostanie powołane dla zrealizowania tej idei. Ale Muzeum
Tatrzańskie nic nie zrobi, póki nie wypowie się za tym dyrektor, który
zostanie za 2-3 miesiące wyłoniony w trakcie ogłoszonego niedawno
konkursu, we władzach Zakopanego trwa klincz między władzą wykonawczą a
ustawodawczą i choć Muzeum Witkacego jest kompletnie apolityczne, to
jednak każda ewentualna decyzja jednej czy drugiej strony zostanie
natychmiast wykorzystana jako dowód przeciwko temu, kto ją podejmie,
Fundacja Witkacego zajmuje się Teatrem, zaś Towarzystwo Muzeum
Tatrzańskiego zajmuje się Towarzystwem Muzeum Tatrzańskiego. Ja w każdym
razie jako prywatny emeryt już nic nie mogę zrobić, więc cały
dotychczasowy dorobek tej sprawy wsadziłem na stronę internetową, resztę
do teczki, a teczkę na półkę. I tyle. Jeszcze tylko się kiedyś wypow
iem
na temat opinii, przeciwnych powstaniu muzeum, ale to potem.
Tymczasem skończyliśmy przygotowywać do druku mój tom opowiadań Coffee Time, który powinien się ukazać najdalej w połowie sierpnia w oficynie "Wagant", założonej przez Renatę. Zapewne pierwsza prezentacja książki odbędzie się w Zakopanem pod koniec sierpnia, wtedy też będzie promocja sprzedaży po naprawdę niskich cenach i w ograniczonej ilości, zapewne zaledwie kilkuset egzemplarzy. W książce znajdzie się Pożegnanie z Afryką, Wizytówka, Zapach Wigilii, Harfa, Bajka wigilijna, Kumulacja, Przeprowadzka, Prekursor, Florentynka, Coffee time i Kartki - 11 opowiadań, napisanych w latach 2003-2011. Tutaj subskrypcja książki.
A teraz już siedzę nad kolejnym wydaniem "Zakopiańskich szlaków Szymanowskiego", które będzie znacząco zmienione i bardzo rozszerzone w stosunku do poprzedniego, sprzed 10 lat. Zapewne zejdzie mi z tym do końca roku.
Szykuję się też do obsługi dziennikarskiej Orawskiego Festiwalu Kameralnego, który powinien się zacząć 5 sierpnia.