Wszystkie zawarte tu teksty mogą być wykorzystywane jedynie za zgodą właściciela strony!
© Copyright by Maciej Pinkwart
25-11-2011
Tłumy w "Kolibie"

Dziś w zakopiańskiej "Kolibie" odbyła się promocja mojej nowej książki
"Przedwojenne Tatry, Zakopane i Podhale", którą zorganizowało
Wydawnictwo "RM" wspólnie z partnerującymi mu przy tej książce Urzędem
Miejskim w Zakopanem i Muzeum Tatrzańskim, przy medialnym wsparciu
Tygodnika Podhalańskiego. Był tłum ludzi, przeszło 120 osób, ponad pół
setki książek czyli wszystkie, jakie przywieziono na promocję, rozeszło
się migusiem, a zważywszy na to, że część ludzi przyniosła swoje
egzemplarze, już wcześniej kupione, od podpisywania jeszcze teraz boli
mnie ręka. Poza tym zaprezentowałem na rzutniku prawie sto zdjęć spośród
tych, które NIE WESZŁY do książki, wygłaszając przy okazji
godzinny spicz o starym Zakopanem. Z uwagi na fakt, iż jeszcze dziś w
nocy umierałem z powodu kaszlu i chrypy, a przed wieczorem autorskim
miałem sześć lekcji w szkole - był to wyczyn nie lada. Po spotkaniu pan
prezes wydawnictwa Piotr Kirył z żoną Martą zaprosił mnie i Renatkę na
kolację, co było okazją do sympatycznej rozmowy. Ech, to niebywały
kontrast z tym, czego doświadczam (i zwłaszcza czego nie doświadczam) ze
strony innych wydawców. "RM" przede wszystkim zadbało o to, by
zyskać do książki licznych partnerów, których rękami ta promocja (w tym
- afisze na mieście, ulotki, zaproszenia, artykuły promocyjne) była
zrobiona, sam zaś na każdym kroku podkreślał, jak ważne dla niego jako
wydawcy było opublikowanie tej książki i jak to się cieszy, że ja się
zgodziłem ją dla niego napisać. Tak sobie myślę, że sami-wiecie-którzy-wydawcy ani przez moment o czymś takim nie pomyśleli... No, nieważne,
niektóre sprawy poznaje
się dopiero po szkodzie: trzeba mi było się tak
nie spieszyć i wydać pewne dzieła u kogoś, kto by nie
pozostawał w przeświadczeniu, jaką to łaskę szaloną zrobił mnie jako
autorowi i Renacie jako fotografikowi, pozwalając nam wykonać dla niego
tę pracę. Cóż, wiem za to, jakich błędów już więcej nie popełnię: jeśli
wydawca, zwłaszcza renomowany, zaczyna rozmowę z tobą od tego, jak są
ciężkie czasy dla książki i jak to bardzo trzeba oszczędzać - należy
grzecznie się pożegnać, wstać i wyjść. Ale do czasu ostatecznego,
zakończonego stosownym orzeczeniem, rozstrzygnięcia nie ma co w ogóle o tym byłym
partnerze myśleć, a zwłaszcza mówić.
Zima wciąż za progiem: w nocy minus 5 i okropna mgła, w dzień plus 2 i słońce. W "Atmie" dalej atmosfera dekadencji, ale patrzę na to wszystko z humorem, bo mi się przypomina sytuacja, gdy miałem już bardzo starego dużego fiata, ubezpieczonego na pięć tysięcy, a wartego trzy. Starałem się jak mogłem, żeby mi go ukradli, drzwi nie zamykałem, zostawiałem w środku atrakcyjne z pozoru przedmioty, wszystkim rozpowiadałem, że nie mam alarmu, a przynajmniej go nie włączam - i nic, nikt nie ukradł, sprzedałem za trzy. Ale przez te parę miesięcy byłem absolutnie spokojny i bezpieczny, że straty żadnej nie poniosę.
2 grudnia jest koncert 65-lecia zakopiańskiej Szkoły Muzycznej.
