Wszystkie zawarte tu teksty mogą być wykorzystywane jedynie za zgodą właściciela strony!
© Copyright by Maciej Pinkwart
2-06-2011
Dostałem
wreszcie korektę "Podtatrza" z uwagą, żebym się pospieszył, bo książka
musi już iść do druku. Bardzo się ucieszyłem. Czekałem na korektę kilka
bezproduktywnych miesięcy, teraz mam się spieszyć. Może by się nie było
czym przejmować, w końcu to są tylko 602 strony, co to dla mnie, gdyby
nie to, że juz pierwsza strona wywołała u mnie skok ciśnienia: w spisie
treści na jednej stroniczce było 6 błędów. Ortograficznych. Potem się
okazało, że spora część uzgodnionych wcześniej poprawek nie znalazła się
w rzekomo ostatecznej wersji redakcyjnej. No nic, zrobiłem, wysłałem. I
nie dostałem potwierdzenia. Nieważne. Coraz częściej się przekonuję, że
w procesie produkcji książki autor jest najmniej istotnym ogniwem.
Faktem jest, że zbliżamy się w tej kwestii do finału, pewno jeszcze ze dwa tygodnie i książka się ukaże. I pewno dopiero wtedy się okaże, co to wszystko było warte.
Tymczasem do finału zbliża się też rok szkolny. Oceny już wystawione, przynajmniej "na brudno", w poniedziałek jest wywiadówka, jeszcze dwa dni zajęć u mnie, potem w kolejny wtorek konferencja i już zupełnie nie wiem, co te dzieci będą jeszcze robić w szkole. To zawsze jest taki pusty przebieg, między wystawieniem ocen a formalnym zakończeniem roku. Mądrzy rodzice zabierają dzieci i wyjeżdżają z nimi wcześniej na wakacje, żeby uniknąć tłoku na drogach. Tyle, że w obecnej sytuacji finansowej wielu osób w ogóle nie ma mowy o jakimkolwiek wyjeżdżaniu na wakacje, a okres, kiedy nie ma szkoły, jest dla rodziców okropny, bo sami muszą pracować i nie mają co z dziećmi zrobić. Ciekawe, jak będzie z przyszłym rokiem, bo w ZPSA szykują się zasadnicze zmiany.
Wczoraj
był kolejny "Wieczór czwartkowy" w nowotarskiej szkole muzycznej. Tym
razem poświęcony "Odgłosom wiosny". Najbardziej mi się podobała Sonata
Wiosenna Beethovena w wykonaniu Marka Ciesielskiego na fortepianie i
Krzysztofa Leksyckiego na skrzypcach oraz "Wiosna" z "Czterech pór roku"
Vivaldiego, w której z orkiestrą "Da Camera" grała Ilona Nieciąg i
wymiatała jak Iona Brown z "Academy of St. Martin-in-the-Fields". A
dzisiaj był wernisaż w zakopiańskiej Miejskiej Galerii, z okazji
100-lecia Związku Plastyków. Tłum ludzi, wystawa w sumie ciekawa, dużo
ludzi, mnóstwo prac. Ale ciekawe też, kto nie wystawiał i kogo nie było:
Rosińska, Hulbój, Mrowcowie, no i przede wszystkim Szostakowie. A do
niedawna nic, co plastyczne, nie mogło się obyć bez Szostaków... Potem
jeszcze w "Kolibie" była wystawa ikon Joli Flach, ale już nie dałem
rady, Renatka z Michałem pojechali.
Ciepło dość, ale upału nie ma. Moja skarbonka na kółkach była w przeglądzie, wymienili jakieś łączniki amortyzatorów piekielnie drogie, naprawili obejmę tłumika, jeszcze coś stukającego, wymienili olej i filtr powietrza, oraz wkład do klimatyzacji. No i teraz full Europa, że się tak wyrażę. Ciekawe na jak długo...