Wszystkie zawarte tu teksty mogą być wykorzystywane jedynie za zgodą właściciela strony!
© Copyright by Maciej Pinkwart
15 kwietnia 2016
Do lata...

Ukazała
się kolejna książka Wydawnictwa "Wagant". Tym razem jest to publikacja
nieżyjącego już od przeszło 20 lat Adama Palmricha, dowódcy
zakopiańskiej placówki Armii Krajowej "Żuraw"
działającej w Zakopanem w latach 1943-45. Książka - w latach stanu
wojennego opublikowana jako maszynopis w kilkudziesięciu egzemplarzach,
potem, już za demokracji, przedrukowywana w odcinkach w "Tygodniku
Podhalańskim", nosi tytuł Być wiernym Ojczyźnie. Teraz, gdy
tyle się mówi, a nawet krzyczy o patriotyzmie, warto przypomnieć sobie
tych, którzy swój patriotyzm mierzyli ryzykiem życia. Ja pisałem do tego
wstęp i robiłem opracowanie książki, ale w wydaniu spory udział miała
także córka Adama Palmricha, Ewa. Publikacja jest wynikiem trudu Renaty
Piżanowskiej. Autor w swoich wspomnieniach opisuje działania nie tylko
dowodzonej przez siebie jednostki, ale także współpracujących z nią
innych grup podziemia zakopiańskiego: S3, „Rettungstelle” i grupy „Radosławskiego”.
Na podstawie własnych przeżyć i doświadczeń skrupulatnie, a zarazem
ciekawie dokumentuje dramatyczne niekiedy akcje ruchu oporu w stolicy
Tatr i na Podhalu. Ukazuje ludzi, którzy naprawdę byli zaangażowani w
działalność konspiracyjną, ich dokonania i efekty działań, prezentując
prawdziwe oblicze czasu okupacji w Zakopanem.
Kiedy Adam Palmrich umarł, wspomnienie o nim zamieścił w "Roczniku Podhalańskim" jego najbliższy przyjaciel i współtowarzysz broni - dr Henryk Jost. Pisałem recenzję tego tomu, a tam m.in. zamieściłem taki akapit:
(...) już niebawem ostatni autentyczni świadkowie czasów okupacji na Podhalu odejdą na zawsze i my, młodsi nieco, zostaniemy zupełnie bezradni wobec bezczelnych kłamców i kombatantów, którzy w wieku kilkunastu lat gromili Niemców i bolszewików, a potem - zostaniemy rzuceni na pastwę hochsztaplerów politycznych, którzy wzorem historiografów rodem z Orwella będą przykrawać informacje o dziejach stosownie do aktualnych koniunktur politycznych. I znów bandytów każą nazywać bohaterami, dekowników - czujnymi strategami, a bohaterów prawdziwych, mających odwagę wtedy walczyć, a teraz mówić prawdę - zamkną w skansenie ogłupionych przez lata indoktrynacji. Gdy "Orwid" - Adam Palmrich głośno zarzucał kłam naginaczom historii, którzy usprawiedliwiali góralskich sprzedawczyków mówiąc o ich makiaweliźmie, gdy rabusiów i łobuzów nazywał bandytami, bez względu na to, kto był ich ofiarą i jakie względy ideologiczne można - dziś! - im przypisać, gdy wyśmiewał mity o rzekomych bojach z Niemcami w czasie "wyzwalania Zakopanego" - nie można było go ani uciszyć, ani zakrzyczeć. Można było - i próbowano - go zamilczeć. To metoda wypróbowana i od lat już bardzo wielu przez zakopiańskie bagno stosowana wobec tych niewygodnych, którzy nie dają się ani kupić, ani nastraszyć. Sojusznikiem bagna, największym i naprawdę skutecznym, jest czas. To nieprawda, że czas goi rany i jest najlepszym lekarzem. Upływający czas niekiedy staje się wygodnym instrumentem, z którego zwykle korzystają popłuczyny po bohaterach, politycy 6-tej rangi, czy zwykli oszuści - nieważne, czy działający dla korzyści materialnych czy dla koncesji ideologicznych.
Był rok 1996....
*
Już
na letnich oponach. To, paradoksalnie, znaczy, że zaczynam myśleć o
zimie. Nie tylko dlatego, że jak głosili średniowieczni filozofowie,
każdy dzień życia przybliża nas do śmierci, no i w ogóle memento
mori. Pamiętam, pamiętam... Dni - zwłaszcza po zmianie czasu - są
coraz dłuższe, ale jeszcze niewiele ponad dwa miesiące - i zaczną się
skracać. Będzie z górki. Tymczasem, koło śmietnika na sąsiednim osiedlu
zagnieździł się słowik, a może tylko zrobił sobie estradę koncertową, bo
wieczorami śpiewa jak szalony. Kwiaty śpieszą się kwitnąć, a w
Waksmundzie urzędują bociany. W górach, co prawda, jeszcze sporo śniegu,
ale jeszcze parę tygodni ma prawo tam być. Te przygotowania do zimy -
psychiczne, naturalnie - w pierwszym miesiącu wiosny przypominają
przygotowania do wojny w czasie pokoju, jako przeciwstawna interpretacja
rzymskiego si vis pacem, para bellum. Paradoks u nas
sprawdzony, choć w polityce nieskuteczny: u nas, teraz, szaleńcy głośno
mówią o wojnie, choć to bynajmniej nie ma na celu przyszłego życia w
pokoju. Największy oddział Tworek jest teraz w Ministerstwie Obrony
Narodowej, którego nazwa zapewne zostanie zmieniona na Ministerstwo
Wojny. Czemu nie, jeśli właśnie postanowiono przekształcić Akademię
Obrony Narodowej w Akademię Sztuki Wojennej, a to dopiero początek.
Czytam w "Rzeczpospolitej":
MON wraz ze Sztabem Generalnym Wojska Polskiego przygotowują nową
koncepcję wojsk Obrony Terytorialnej. "Szkielet" stanowiliby żołnierze
zawodowi, skoszarowani w brygadach niedaleko granicy z Rosją. Czyli
co, Kreml ma to odczytać tak, że szykujemy się do wojny z Moskwą?
Wojenna wobec Rosji retoryka jest stale obecna w dowcipach, opowiadanych
jako oficjalne stanowisko polskiej dyplomacji, co może mieć tylko jeden
cel: czytający to Władimir Putin może po prostu umrzeć ze śmiechu,
a przyzwyczajeni do jedynowładztwa Pisowcy wygrają w ten sposób wojnę
bez jednego wystrzału. A przy okazji: według współczesnej geografii
politycznej, z Rosją (a dokładniej jej obwodem Kaliningradzkim)
graniczymy tylko na niewielkim odcinku granicy na północy - reszta
wschodniej granicy to państwa od Rosji niezależne. Więc?
Ale Gwardia Narodowa, która ma już wkrótce liczyć kilkanaście tysięcy żołnierzy, ma być wspierana przez kilkadziesiąt tysięcy karabinów wojsk obrony terytorialnej, stacjonujących w każdym powiecie i nazywanych Ochotniczą Armią Krajową. AK-owcy przewracają się w grobach. Poza trzonem armijnym znajdą się w niech ochotnicy, zapewne z Grup Rekonstrukcyjnych i Klubów "Gazety Polskiej", a także wszyscy ci, którzy lubią sobie postrzelać, pewno do czerwonych, co uczyni z nich dzielnych kowbojów. Pamiętacie, o staruszkowie! jak w latach 60-tych pisarz-noblista John Steinbeck stracił całkowicie prestiż, kiedy dał się sfilmować w helikopterze nad Wietnamem, a potem w wywiadzie powiedział, że lubi sobie tak postrzelać do żółtków? Ostatnio przez media przeleciała - zdementowana potem przez MON - informacja, że w regulaminie Gwardii miał się znaleźć passus, wskazujący na to, że może być ona użyta do tłumienia demonstracji antyrządowych. No gdzież by zaś, to tylko w Rosji tak ma być w Gwardii Putina, w Polsce Gwardia będzie tylko dla obrony interesów ludu pracującego miast i wsi i jego 18-procentowego reprezentanta.
*
Memento
mori... Odbyły się państwowe obchody 6 rocznicy katastrofy
smoleńskiej, na ulicach znów pojawiły się tłumy wyrażające bynajmniej
nie żal z powodu
straty, jaką Polska poniosła tracąc 96 swoich obywateli, ale
rozpajedzoną nienawiść do... No, w zasadzie trudno powiedzieć do kogo.
Do poprzedniej ekipy, to wiadomo. Do wszystkich, co mają inne zdanie,
niż... No, też nie wiadomo niż kto. Chciałoby się powiedzieć, że niż
Jarosław Kaczyński, ale zdanie Jarosława Kaczyńskiego zmienia się w
zależności od tego, co mu się koniunkturalnie opłaca w danym momencie z
punktu widzenia jego interesów politycznych. Jedynym spoiwem, jakie
łączy to smoleńskie plemię, jest nienawiść. Przedmiot nienawiści jest
kwestią drugorzędną. Oczywiście, dobrze jest mieć upostaciowienie
nienawiści, i tym upostaciowieniem jest Donald Tusk. Nareszcie padły te
słowa - z ust propisowskiej dziennikarki, witane entuzjastycznym wyciem
tłumu - o konieczności przywrócenia "najwyższej kary" dla Tuska, jako
sprawcy zamachu smoleńskiego. Idiotyzm? Ale skąd! Tłumowi nie potrzeba
ani dowodów, ani racjonalności. Tłumowi potrzebna jest krew. Można
powiedzieć - to tylko Ewa Stankiewicz, nie reprezentuje nikogo poza
sobą. Ale nikt z PiS-u nie potępił tej wypowiedzi, a jeden ze
złotoustych przedstawicieli partii rządzącej, marszałek Senatu Stanisław
Karczewski zażądał "bezwzględnego i ciężkiego więzienia" dla byłego
premiera. Za co? A, tego nie powiedział. Za Smoleńsk, oczywiście. Co ma
Tusk do Smoleńska? No to, że to nie on zginął, bo Putin urządził to tak,
że chciał się spotkać - jako ówczesny premier - z premierem Polski, a
nie z prezydentem, który go bezustannie obrażał i który z nim i tak nie
chciał gadać. Aha, dla jasności: to prezydent Kaczyński i jego brat
Jarosław byli inicjatorami wizyty w Katyniu 10 kwietnia 2010, kiedy to
miała się rozpocząć prezydencka kampania wyborcza.
*

Uroczystości
żałobne? Pewno tak, ale tylko dla niektórych. Na grobie Lecha
Kaczyńskiego i jego żony na Wawelu jego ukochany brat kwiatów nie
składał, odsłaniał natomiast liczne tablice ku pamięci prezydenta
tysiąclecia. W ogóle nie wyglądało na to, że prezes poniósł
jakąkolwiek stratę osobistą - jego brat stał się tylko pretekstem do
kolejnej awantury politycznej. Gwiazdami na Wawelu i w paru innych
miejscach byli za to okazujący sobie wzajemnie wiele żałoby pan Andrzej
Duda, wciąż jeszcze prezydent, i Marta Kaczyńska, wciąż jeszcze tylko
córka zmarłej pary prezydenckiej. Aktualna Pierwsza Dama w
uroczystościach nie uczestniczyła, bo była cierpiąca, ale jakoś się
przemogła i pojawiła się na wieczornej mszy smoleńskiej.
Memento mori? no, niewątpliwie. Komisja pana Macierewicza teraz ma podobno apiać ekshumować wszystkie 96 ofiar katastrofy, by grzebiąc w ich oddanych matce-ziemi przed 6 laty nieszczęsnych prochach szukać tam dowodów na winę Tuska. Dziś radio podało, że odbędzie się to bez względu na to, czy rodziny ofiar się na to zgodzą czy nie. Obrzydliwość. Chamstwo. Szarganie uczuć osób tak ciężko pokrzywdzonych. Już nawet nie wiadomo, jakich słów w tym przypadku używać... Ale podobno kościół katolicki i 40 procent Polaków to aprobuje. Nie wiem, kto prowadzi badania socjologiczne w tym naszym domu wariatów, ale one też mają znamiona szaleństwa. Dokąd dolecimy, pędząc z prędkością światła nad tym kukułczym gniazdem?
*
Pogoda do kitu: zimno, ponuro, mgła, deszcz. Najbliższe wycieczki - jutro: Zakopane, w przyszłym tygodniu: Podhale, Podtatrze, Słowackie Tatry. Najbliższe znane terminy spotkań: 18.04, godz. 15.00, Sosnowiec, Wydział Nauk o Ziemi UŚ, ul. Będzińska 60, 20.04, godz. 16.00, Zakopane, Teatr Witkacego, Międzynarodowy Dzień Ochrony Zabytków, 21.05, godz. 18.00, Podkowa Leśna, Muzeum A.J. Iwaszkiewiczów w Stawisku, 22.05, godz. 18, Podkowa Leśna, willa "Aida".