Maciej Pinkwart
Sardynia punktowo
Domo de Resteblas - Macomer - Tamuli - Santa Cristina - Sinis - Tharros - Maladroxia - Sant’ Antioco - Maladroxia

26 czerwca 2024, środa. Żegnamy
Resteblas i północną Sardynię. Jeszcze pożegnanie z Mauro, podziękowania,
pamiątkowe zdjęcia w winnicy – i odjazd. Jedziemy na samiutkie południe, ale po
drodze oczywiście sporo
położone
w okolicy, zamieszkałej od paleolitu. Tu, w niewielkiej grocie, we własnym
sadzie miejscowy cieśla Francesco Marras w 1949 r. odkrył trzynastocentymetrową
bazaltową figurkę kobiety z wielkimi pośladkami i kształtnym biustem, nazwaną
Wenus z Macomer (dziś w muzeum archeologicznym w Cagliari), datowaną na
późny paleolit. Naukowcy uważają, że jest to kultowy wizerunek Bogini Matki,
której wtedy oddawano cześć. Oczywiście to możliwe, ale prawdopodobne jest i to,
że artysta, żyjący jakieś 40 000 lat temu, utrwalił w kamieniu wizerunek swojej
przyjaciółki…
Dziś Macomer (563 m n.p.m.) to ośrodek rolniczy, leśny i przemysłowy (produkcja
korka), coraz większe znaczenie ma turystyka, związana z licznymi okolicznymi
zabytkami. W samym mieście jest kilka zabytków z czasów bizantyjskich (ruiny
zamku, kilka kościołów), z okresu aragońskiego (stare miasto, kościół św.
Pantaleona Męczennika). Św. Pantaleon to patron miasta, a jego trzynawowy
kościół z ozdobnym wejściem z tympanonem (we wschodniej części Macomeru, Corso
Umberto I) pochodzi z XVI w., ale w środku ma XV-wieczny ołtarz nieznanego
autorstwa z rzekomo cudowną figurą świętego. Z tego samego okresu pochodzi
znajdujący się w centrum kościół Św. Krzyża, wybudowany dla istniejącego do
końca XIX wieku bractwa o tej samej nazwie. Najstarszą świątynią, pod wezwaniem
Madonny z Itrii, jest bizantyjski kościół cmentarny (viale Santa Maria),
zbudowany w XI-XII w.
Jednak niewątpliwie najwięcej zwiedzanych tu zabytków pochodzi sprzed 4000-3000
lat. Jest tu zewidencjonowanych ponad 200 stanowisk archeologicznych, w tym 128
nuragów, 29 grobowców gigantów, 13 świętych studni, 8 dolmenów i 6 nekropoli
domus de janas. Wśród nich kompleks Tamuli,
dokąd właśnie jedziemy. Na peryferiach Macomeru skręcamy w prawo, na zachód i
wspinamy się na wysokość 720 m, na zbocze góry Sant’Antonio. Po pięciu
kilometrach parkujemy przy dawnej wiosce nuragicznej. Parking darmowy przed
bramą wejściową, czynne codziennie od 9.30 do 19.00, wstęp 4 € (ulgowy dla
młodzieży 3 €).
Na dużej otwartej przestrzeni oglądamy trzy groby gigantów, zespół wież –
nuragów i pozostałości wioski. Zabytki datowane są na XVI-XIII w. p.n.e.
Najlepiej zachowany jest grobowiec A, z prawie
nienaruszoną eksedrą, czyli półkolistym murem, otaczającym wejście, i
siedziskami zapewne do kontemplacji, złożonymi z 27 skalnych bloków. Groby są
rzeczywiście gigantyczne i na pewno poruszały wyobraźnię tych, którzy przed laty
je odkryli. Jednak najlepiej oglądać je z góry – przez kamerę drona, albo po
prostu ze wzgórza, na którym stoją pobliskie wieże nuragów. Eksedra i dromos,
korytarz obudowany kamieniami, wyglądają jak wielka litera Y, czy po grecku –
ipsylon. Ale sporo racji wydają się mieć ci, którzy dostrzegają w tym kształcie
symboliczny wizerunek kultowych rogów byka.
Przy
grobowcu, oznaczonym literą A stoi sześć niewysokich menhirów – wystają z ziemi
na niewiele ponad metr. Starannie obrobione, obłe stożki, porośnięte brązowym
mchem, mają wyraźnie rozróżnioną płeć: w trzech widać wyraźnie wyrzeźbione
piersi i coś w rodzaju twarzy. Pozostałe są całkiem gładkie. Uważa się, że to
przedstawienia pierwotnych bóstw żeńskich i męskich, które niegdyś spowodowały
powstanie życia, a teraz mają moc ożywiania zmarłych. Głównym bóstwem rezurekcji
jest byk, stąd kształt grobowców.
Kilkaset metrów od grobowców znajdują się pozostałości wioski, nad którymi
górują ruiny nuragu, który kiedyś miał główną wieżę (ponad 5,30 m) o niemal
okrągłej podstawie (5,70 x 5,50 m) i dwa nieco niższe bastiony. Wejście,
położone od południowego wschodu prowadzi do krótkiego korytarza, z którego
jednak nie ma wejścia do żadnego pomieszczenia wewnętrznego. Wokół nuragu
usytuowana była wioska, składająca się z okrągłych chat mieszkalnych,
zbudowanych z podwójnych ścian kamiennych, przykrytych dachem z pni i gałęzi.
Opodal położone zabudowania prostokątne były prawdopodobnie pomieszczeniami dla
zwierząt hodowlanych. Wokół wioski i nuragu znajdował się kamienny mur obronny.
Sześć chat zachowało się w niezłym stanie.
Wracamy do samochodu i w rosnącym upale jedziemy dwadzieścia parę kilometrów na
południe i zatrzymujemy się przy Sanktuarium Nuragicznym
Santa Cristina. Oczywiście, żadnych
świętych Krystyn w czasach nuragijskich nie było, nazwa pochodzi od pobliskiego
średniowiecznego (XII-XIII wiek) kościółka świętej Krystyny, ale jest ciekawe
junctim pomiędzy tą patronką kościoła chrześcijańskiego a głównym obiektem tego
parku archeologicznego, którym jest święta studnia, też nosząca imię świętej
Krystyny. Patronka kościoła (i studni) to wczesnochrześcijańska (przełom III i
IV w.) jedenastoletnia męczenniczka z Bolsano (Włochy, na północ od Rzymu),
która za czasów prześladowań cesarza Dioklecjana za przyjęcie chrześcijaństwa
była torturowana przez własnego ojca, trzymana w lochu, palona żywym ogniem, a
następnie ją, czy też jej ciało utopiono w pobliskim jeziorze, jednakże anioły
wyniosły ją z powrotem na brzeg.
Duży parking, koło punktów gastronomicznych, wejście przez kasę biletową i sklep
z wydawnictwami i pamiątkami. Otoczony murem Park Archeologiczny Santa Cristina
jest otwarty codziennie od 8.30 do zachodu słońca, bilety normalne 7 €, ulgowe
(dzieci 6-13 lat) 3 €.
Najpiękniejszą
i robiącą największe wrażenie częścią całego kompleksu jest kultowy obszar
Świętej Studni, wydzielony od reszty terenu dwoma niskimi murkami: pierwszy, w
kształcie elipsy, oddziela teren sakralny od reszty dawnego ośrodka i drugi, w
kształcie, który oglądany z góry przypomina… dziurkę od klucza, otaczający samą
studnię. Wejście ma kształt trójkątny. W tym przedsionku najprawdopodobniej
odprawiano rozmaite uroczystości kultowe. Studnia pierwotnie przykryta była
kopułą tolosową, z otworem oculusa (naukowcy dyskutują, czy był zamknięty
czy nie, co umożliwiałoby prowadzeni obserwacji astronomicznych), a prowadzące w
głąb schody przypominają nieco grobowcowe korytarze, czyli dromosy. Tu jednak
wejście prowadzi do lustra wody przez 25 schodów, zwężających się coraz bardziej
– górne mają 3,50 m szerokości, dolne – 1,40 m. Właściwa studnia, zasilana przez
podziemne źródło (stały poziom lustra wody utrzymywany jest przez kanał
wypływowy) znajduje się w podziemnej okrągłej komorze o średnicy 2,5 metra. Woda
sięga do pierwszego stopnia schodów (brak poręczy, zejście wygodne, ale trzeba
uważać).
Studnia, wybudowana najpóźniej ok. roku 1000 p.n.e., przez wiele wieków otaczana
była kultem, z pewnością uważano ją też za źródło lecznicze, o czym świadczą
m.in. odnalezione tu brązowe i ceramiczne figurki oraz inne obiekty o
charakterze wotywnym, pochodzące zarówno z epoki nuragijskiej, jak i późniejsze,
m.in. z czasów fenickich. Stan zachowania obiektu jest niemal idealny i w
zasadzie trudno uwierzyć, że cała konstrukcja ma przeszło 3 tysiące lat.
W pobliżu świętej studni odkryto pozostałości zabudowań, w tym okrągłej
kamiennej chaty o średnicy 10 metrów, z podłogą wyłożoną kamykami i siedziskiem
wzdłuż ściany –
najprawdopodobniej
obiekt służył na zebrania wiejskie, może związane z uroczystościami kultowymi:
opodal znaleziono resztki zagrody, gdzie przechowywano zwierzęta, przekazywane
obsłudze studziennej świątyni, może nawet na ofiary. Jeszcze dalej znajdowało
się dziesięć chat wiejskich, okrągłych i prostokątnych, będących być może
pomieszczeniami, udostępnianymi pielgrzymom.
Około 200 metrów na zachód znajduje się starsza od Świętej Studni wioska
nuragijska, datowana na 1500-1300 r. p.n.e. Jej centrum stanowi zniszczony nurag
o średnicy ok. 13 m i wysokości (obecnej) ok. 6 metrów. Na parterze i na
piętrze, połączonych schodami, znajduje się kilka pomieszczeń, a w środku jest
okrągła komora tolosowa o średnicy ok. 3,5 m. Opodal ruiny kilku chat z różnych
epok – od czasów nuragijskich do rzymskich. Nieco bliżej w początkach XIII w.
zbudowano wioskę chrześcijańską, której centrum stanowił zbudowany ok. 1200
przez kamedułów z Santa Maria di Bonarcado mały kościółek Świętej Krystyny, dziś
mocno przebudowany. Otacza go kilka domów o prostej konstrukcji, zamieszkiwanych
prawdopodobnie przez pielgrzymów.
Cały teren Parku Archeologicznego to przeszło 14 hektarów i doskonałe miejsce
dla spokojnego spaceru nawet w upalny dzień – co krok można skryć się w cieniu
drzew oliwnych, dzikich grusz, dębów i pistacji. Dają one też schronienie
zwierzętom – lisom, łasicom, jeżom, dzikim królikom, a nawet dzikom.
I dalej jedziemy na południe, a właściwie – południowy zachód, na jeden z
najdalej na zachód wysuniętych punktów wyspy – na półwysep
Sinis. Wcina się on na blisko trzy
kilometry w głąb morza i oferuje piękne widoki, niezatłoczone plaże i kilka
wartych zwiedzania stanowisk archeologicznych. Dominują zabytki z okresu
fenickiego, rzymskiego i wczesnochrześcijańskiego, choć nie brak także
wcześniejszych, z czasów nuragijskich. Samochód zostawiamy na dużym publicznym
parkingu (darmowym), opodal którego znajduje się przestronna restauracja. W
kierunku południowym widać najbardziej imponującą spośród kilku wież
strażniczych – Wieżę San
Giovanni,
której obecna nazwa wzięła się od pobliskiego wczesnochrześcijańskiego kościoła
Św. Jana. Zbudowano ją w czasach dominacji hiszpańskiej, na przełomie XV i XVI
wieku, ale na ruinach twierdzy z czasów Kartaginy, która z kolei wykorzystywała
pozostałości wcześniejszego nuragu. Dziś wieża ma kształt cylindra o średnicy w
podstawie 14 metrów i wysokości 15 metrów. Główne wejście znajduje się na
wysokości prawie trzeciego piętra, dokąd dostajemy się przez zewnętrzne schody,
zbudowane w XIX wieku. Wcześniej najprawdopodobniej dostawano się do wnętrza po
drabinie drewnianej lub sznurowej (takie rozwiązanie istniej w pobliskiej wieży
San Marco, na wschodzie przylądka o tej samej nazwie). W środku znajduje się
sala zbiorowa, zaopatrzona w kopułę ze świetlikiem oraz cysternę do zbierania
deszczówki. W czasach hiszpańskich stacjonował tu niewielki garnizon złożony z
kilku żołnierzy piechoty pod wodzą kapitana i artylerzyści, obsługujący kilka
armat. Głównym celem budowy systemu wież na półwyspie Sinis była ochrona
wybrzeża przed niespodziewanym atakiem piratów arabskich (VII-XV wiek) i
berberyjskich (XVI-XIX w.).
Kościół San Giovanni di Sinis powstał na gruzach dawnej nekropoli fenickiej i
wczesnochrześcijańskiej. Zbudowano go w połowie VI wieku, a rozbudowano w IX-X
wieku. Jego patronem jest św. Jan Chrzciciel. Jest orientowany z absydą we
wschodniej części, z trzema nawami oddzielonymi łukami i przykrytymi
sklepieniami kolebkowymi. Wzniesiono go z bloków piaskowca, prawdopodobnie
pochodzących z kartagińskich ruin miasta Tharros. 
Obszar archeologiczny Tharros, w
obrębie którego znajduje się wieża San Giovanni, dostępny jest codziennie od
godz. 10. Godzina zamknięcia zmienia się w zależności od terminu: w okresie
kwiecień – czerwiec i w październiku otwarte do 19.00, od lipca do września do
20.00, od listopada do marca – do 18.00. Bilet normalny kosztuje 5.50 € (sama
wieża – 4 €).
Samo dawne miasto Tharros powstało za sprawą Fenicjan w VIII w. p.n.e. w
południowej części półwyspu Sinis, rozciągając się aż do przylądka Capo San
Marco, obejmując też wybrzeża zatoki Oristano. Teren wcześniej zamieszkiwany
przez nuragijczyków, a po Fenicjanach i Kartagińczykach ślady dawnych budowli
prywatnych, publicznych, świątyń i nekropoli pozostawili tu Rzymianie i
bizantyjscy chrześcijanie. Okolica jest też ciekawa pod względem przyrodniczym,
z kilkoma naturalnymi stawami (w jednym z nich, noszącym także miano San
Giovanni, znajdują się ruiny fenicko-kartagińskiego miasta Neapolis) i jednym
sztucznym – Marceddi, jednym z największych w Europie, utworzonym z dawnej
zatoki morskiej odciętej od pełnego morza tamą i zasilanym przez dwa płynące z
gór strumienie, przez co woda jest w nim mniej słona niż w morzu. Żyje tu wiele
wodnych ptaków (m.in. różowe flamingi i czaple), a ryby są podstawą menu
licznych tutejszych restauracji.
Do zatoki Oristana uchodzi najdłuższa rzeka Sardynii, licząca 152 km Tirso (w
polskiej literaturze także: Tyrs), mająca źródła na zboczach góry Puna Pianedda (985
m n.p.m.) na granicy prowincji Sassari i Nuoro, przecinająca wyspę ze wschodu na
zachód.
Po upadku cesarstwa rzymskiego Tharros było rządzone przez Wandali, potem
Bizantyjczyków. Próbowali zdobyć je Arabowie, którzy jednak nie osiedlili się tu
na stałe. W XI w. miasto zostało zniszczone i w 1070 ostatecznie opuszczone z
powodu najazdów piratów berberyjskich. W jego miejscu powstało współczesne
miasto Cabras. Poza atrakcjami archeologicznymi i kilkoma zabytkowymi
kościołami, turyści mają na półwyspie Sinis do dyspozycji kilka plaż –
atrakcyjnych, choć przeważnie niezagospodarowanych.
Jemy obiad i ruszamy dalej na południe. Przed nami jeszcze sto kilkadziesiąt
kilometrów podróży do nowej bazy. Już mocno późnym popołudniem przez malowniczą
groblę dojeżdżamy na wyspę Sant’ Antioco, a tam – do miejscowości
Maladroxia, gdzie pod naszą nową rezydencją
czeka już nasz gospodarz.
Dom
jest imponujący: wielki taras, salon z kominkiem, dwie sypialnie, duża łazienka
z wanną, kuchnia, pralnia, duże podwórko. Oczywiście klimatyzacja,
gęste siatki moskitiery w drzwiach i oknach, telewizja… Pierwszy raz w czasie
pobytu na Sardynii możemy oglądać morze z domu. I tylko jedna niedogodność – dom
jest na mniej więcej dwupiętrowej skarpie, a do wejścia można się dostać po
stromych schodach. Kolejne dwa piętra. Dla mnie mordęga…
Właściciel – a może tylko osoba sprawująca funkcję gospodarza – przez długie
minuty tłumaczy nam zasady segregowania śmieci i wręcza kartkę, na której
wypisany jest harmonogram odbioru – tego-i-tego dnia plastik, tego szkło, tego
bio… Żeby się nam utrwaliło, następnego dnia świtkiem podjeżdża do nas miejska
policja i sprawdza, czy zrozumieliśmy. Pewien kłopot komunikacyjny polega na
tym, że my nie bardzo jesteśmy z włoskim, a policjanci – nie bardzo z
angielskim… Ale koniec końców dajemy radę.
Wieczorem siadamy na tarasie z widokiem na morze. Mapa pokazuje, że do plaży
mamy z domu niecałe 400 metrów. Renata nie wytrzymuje i idzie to sprawdzić:
mówi, że to rzut beretem. Potem okaże się, że dla mnie będzie to droga przez
mękę. Ale na razie jest pierwszy wieczór na południu, jest pięknie, wygodnie i
malowniczo. Morze jest puste i nic po nim o tej porze nie pływa. Drogą przed
naszym domem prawie nie jeżdżą samochody. Wieś spokojna i wesoła, a najbliższy
sklep mamy wiele kilometrów od nas. Maladroxia to w zasadzie miejscowość,
wyrosła przy plaży o tej samej nazwie. Pensjonaty, niewielkie hotele, spory
(płatny) parking przy plaży, wąskie ulice, część jednokierunkowych. Wioska położ
27 czerwca 2024, czwartek.
Schodzimy dość stromą drogą (50 metrów różnicy wysokości) na plażę. Ma prawie
pół kilometra długości i podzielona jest na kilka sektorów – poza miejscami
komercyjnymi (zestaw dwa leżaki i parasolka kosztuje 25-30 €) są przestrzenie,
gdzie można przyjść z własną parasolką i rozłożyć się za darmo na własnym
ręczniku. Jest kilka barów, spora restauracja, drewniane podesty schodzące
prawie do samego morza, toalety, a nawet – co nas początkowo szokuje –
wydzielona, ocieniona przestrzeń dla osób niepełnosprawnych. Niewielka grupka
jest codziennie przywożona mikrobusem, każdy ma swojego opiekuna, są też
pojedyncze osoby, pod opieką rodziny. Albo znajomych. Za budynkiem, koło którego
plażują, bawią się i ćwiczą osoby z niepełnosprawnością umysłową, parkuje
karetka ratunkowa. Podziwiamy młodego człowieka (długie włosy, tatuaż), zapewne
po wypadku, który podjeżdża do plaży na wózku inwalidzkim. Jakiś czas spędza
koło miejsca dla niepełnosprawnych, po czym pilotowany przez opiekunkę zjeżdża
do morza, przy pomocy dwóch osób jest wnoszony na głębszą wodę, i tam pływa
przez jakieś pół godziny. Potem wraca na swój wózek. Przypomina mi się porucznik
Dan Taylor, który stracił nogi w Wietnamie, grany genialnie przez Gary’ego
Sinise w filmie Forrest Gump (nominacja do Oscara), wyskakujący z wózka
inwalidzkiego z łodzi wprost do morza…
Piasek na plaży jest biały, drobny, tylko gdzieniegdzie poprzetykany kamyczkami,
woda szmaragdowa i turkusowa, zejście łagodne i wygodne.

Ale ten pierwszy dzień w nowej lokalizacji przeznaczamy głównie na poznanie
nowej okolicy. Jesteśmy na wyspie Świętego Antiocha, która w jednym z
informatorów nazywana jest największą mniejszą wyspą na Sardynii. Wyspa,
po włosku nazywająca się Sant`Antioco ma ok. 110 km2 powierzchni,
jest czwartą co do wielkości wyspą Włoch – po Sycylii, Sardynii i Elbie. Była
zamieszkiwana już w czasach prehistorycznych, o czym świadczy obecność ok.
trzydziestu nuragów, kilku grobów gigantów i nekropoli domus de janas
oraz jednej świętej studni – ta ostatnia znajduje się na terenie kompleksu
archeologicznego Is Praneddas (trwające prace wykopaliskowe nie pozwalają
jeszcze na pełną identyfikację tego ciekawego miejsca).
Głównym
miastem wyspy jest Sant’ Antioco,
jednocześnie stolica gminy o tej samej nazwie. Liczy ok. 12 tysięcy mieszkańców
i jest połączone z główną częścią Sardynii groblą, pierwotnie usypaną jeszcze w
czasach fenickich, w obecnej postaci wybudowaną w latach 70. XX wieku. W miejscu
obecnej stolicy wyspy znajdowała się osada, w czasach fenickich nazwana Sulki
(późniejsze rzymskie Sulcis i greckie Solkoi). Okolica zamieszkiwana była już w
czasach przednuragijskich, przez ludność kultury Ozieri (III tysiąclecie
p.n.e.), rozbudowywana w epoce brązu przez nuragijczyków, potem osiedlili się tu
kupcy feniccy, którzy przekształcili osadę w ważne miasto i strategiczny port. W
tamtych czasach (od 770 r. p.n.e.) miasto (uważane przez niektórych za
najstarsze na Sardynii, a może nawet w całych Włoszech) handlowało z Grecją i
Bliskim Wschodem. Potem na miejsce Fenicjan przyszli Kartagińczycy, a po nich
Rzymianie, wreszcie Wandalowie i Bizantyjczycy. Na początku VIII w. Sulcis
zaczęło być nękane przez najazdy Arabów, w efekcie czego mieszkańcy opuścili je,
a miasto – w którym w końcu Arabowie nie zamieszkali – opustoszało. Po kilku
nieudanych próbach reaktywacji osady (od XII w. nazywanej imieniem miejscowego
męczennika, św. Antiocha) w czasach judykatu i później, w epoce aragońskiej –
miasto zaczęło podnosić się z upadku w XVIII wieku, podczas panowania na
Sardynii dynastii sabaudzkiej. W 1815 r. po raz ostatni skutecznie zaatakowali
miasto korsarze berberyjscy, zabijając część załogi broniącej Sant’ Antioco,
część uprowadzając w niewolę. Wskutek tego flota angielska zaatakowała północne
wybrzeża Afryki, niszcząc ostatecznie ośrodki korsarskie.
W latach międzywojennych, pod panowaniem faszystowskim, wyspa Sant’ Antioco
stała się ważnym ośrodkiem przemysłowym, przede wszystkim w dziedzinie górnictwa
węglowego (wtedy, w 1938 r., powstała ważna miejscowość Carbonna). Srebro i inne
metale kolorowe wydobywano tu jeszcze w czasach starożytnych.
Jedziemy niemal na sam północny koniec miasta Sant’ Antioco, gdzie przy via
Sabatino Moscati znajduje się Muzeum Archeologiczne im. Ferruccio Barreca.
Czynne codziennie w godzinach 9.00-18.00, wstęp płatny: bilet
normalny 6 €, ulgowy 5 €. Ekspozycja, oddana do użytku w 1975 roku mieści się w
trzech przestronnych i nowocześnie urządzonych salach. Muzeum nosi imię
Ferruccia Barreki (1923-1986), wybitnego włoskiego archeologa, specjalizującego
się w okresie fenicko-punickim. Wystawa zawiera eksponaty, reprezentujące
głównie okres od epoki fenickiej, przez panowanie Kartagińczyków, aż do czasów
rzymskich, choć możemy też dowiedzieć się o czasach wcześniejszych i
późniejszych. Skrótowy opis historii osadnictwa na tych terenach zawarty jest w
informacjach na dużych tablicach, po włosku i po angielsku. W pierwszym
pomieszczeniu prezentowane są obiekty i informacje dotyczące życia codziennego
mieszkańców miasta Sulki i innych części wyspy Sant’ Antioco, w domu i w pracy,
od prezentacji sprzętów domowych i szczegółów diety, przez działalność handlową
i rzemieślniczą oraz przemysłową (metalurgia), po kwestie religijne, społeczne i
funkcjonowanie urzędów publicznych. Imponujące są kamienne rzeźby rzymskie,
przedstawiające siedzące lwy – niegdyś znajdujące się w rzymskim amfiteatrze z
II w. n.e. Modele fenickich i rzymskich statków pokazują funkcjonowanie
tutejszej gospodarki morskiej. W drugiej sali eksponowane są obiekty związane z
funkcjonowaniem miejscowych nekropoli – nieliczne z okresu fenickiego i bardziej
reprezentatywne z czasów późniejszych. W przejściu pomiędzy drugą a trzecią salą
prezentowana jest imponująca kolekcja biżuterii z brązu, srebra, szkła i kamieni
półszlachetnych. Trzecie pomieszczenie to efekty wykopalisk w rejonie tzw.
tofetu – specjalnej nekropoli, gdzie chowano dzieci.
Wracamy do centrum miasta i w rejonie portu siadamy w kawiarni – lodziarni przy
nabrzeżu Krzysztofa Kolumba, z widokiem na licznie cumujące tu statki rybackie,
a dalej – na groblę, łączącą wyspę Sant’ Antioco z Sardynią. Na pobliskim Piazza
de Gasperi czytamy informację o patronie wyspy, miasta i lokalnej bazyliki.
Święty Antioch urodził się w końcu I wieku naszej ery podobno w Mauretanii
(według innych legend: w tureckiej Kapadocji) i był jednym z pierwszych
chrześcijan w Afryce, na terenie kolonii rzymskiej za czasów cesarza Hadriana.
Był lekarzem, a jego działalność uzdrowicielska traktowana była w kategoriach
cudów i przyczyniła się do nawrócenia wielu pogan. W dokumentach odnalezionych w
klasztorze św. Wiktora w Marsylii zachowały się opisy tortur, jakim został
poddany przez Rzymian, którzy ostatecznie skazali go na niewolniczą pracę w
kopalni na wyspie, która dziś nosi jego imię, a w tamtych czasach nazywała się
Plumbaria, jako że wydobywano tam ołów, plumbum. Tutaj Antioch,
mieszkający w jednej z jaskiń na terenie miasta Sulci, założył pierwszą
wspólnotę chrześcijańską na Sardynii.
Rzymscy żołnierze, mający zabrać go do więzienia w Carales (dziś: Cagliari)
zastali w jaskini już tylko ciało męczennika, który zmarł w czasie modlitwy.
Według tradycji, miało to miejsce w 127 r. Pochowano go w jaskini, a wokół niej
wkrótce powstały katakumby, gdzie chowano nawróconych przez niego na
chrześcijaństwo Sardyńczyków. Na miejscu, gdzie został pochowany, w V wieku
wybudowano kościół, pod jego wezwaniem. Od 1360 roku dzień jego śmierci
upamiętnia się podczas uroczystości, obchodzonych w 15 dni po Wielkanocy. Jest
to najstarsze święto religijne na Sardynii.
No
to idziemy do bazyliki świętego Antiocha, wspinając się kilkadziesiąt metrów w
górę wąską ulicą via Cavour na Plac Parafialny. Bazylika – jak głosi informacja
przed kościołem – została zbudowana w V wieku „na grobie” Antiocha-Męczennika i
stała się siedzibą pierwszego biskupa diecezji Sulcis. W trakcie jednego z
remontów odnaleziono we wnętrzu kamienną chrzcielnicę, najprawdopodobniej
właśnie z V wieku. Kościół orientowany, z prezbiterium skierowanym na wschód,
został zbudowany na planie krzyża greckiego. Zmieniono to w czasie gruntownej
przebudowy świątyni w XIII wieku, w czasie której przedłużono nawę główną i
pokryto ściany freskami. Kolejna rozbudowa w XVIII wieku całkowicie zlikwidowała
kształt krzyża greckiego przedłużając nawy, a fasada zyskała wygląd
późnobarokowy.
Niestety, bazylika jest zamknięta i nie można jej zwiedzać poza nabożeństwami,
więc oglądamy ją tylko z zewnątrz. Zamknięte też jest niewielkie, ale ciekawe
Muzeum Bisioru (via Regina Margherita nr 111), czynne codziennie w godz.
9:30-12:30 i 17:00-23:00. Wstęp wolny. Grupy wymagają wcześniejszej rezerwacji.
My akurat trafiliśmy na porę sjesty. Szkoda, bo można tam obejrzeć gotowe wyroby
z bisioru, czyli cieńszych od jedwabiu nici, produkowanych z wydzieliny małży
Pinna nobilis, czyli przyszynek szlachetnych oraz podejrzeć przy pracy
mistrzynię bisioru, Chiarę Vigo.
Potem jeszcze spacer przez dzielnicę portową i powrót do Maladroksji.
Jeszcze kilka refleksji na temat terytorium, gdzie teraz jesteśmy. Wyspy Sant’
Antioco i San Pietro, a także tereny na wschód od Zatoki Palmowej (Golfo di
Palmas) zaliczane są do podregionu Sulcis, zamieszkałej od mezolitu (9000
lat p.n.e.), przez epokę nuragijską, fenicko-kartagińską i rzymską, po
średniowiecze i czasy współczesne. Od stuleci eksploatowano tu rudy metali
kolorowych, a od XX w. – węgiel. Dziś górnictwo w zasadzie przeszło do historii
i kopalnie są jedynie obiektami muzealnymi, turystyka dopiero się rozwija i
Sulcis należy do najbiedniejszych regionów Sardynii.