Maciej Pinkwart

Sardynia punktowo

 

Maladroxia - Calasetta - Porto Pino - Teulada - Pula - San Sperate - Maladroxia

 

Casaletta - port28 czerwca 2024, piątek. Po przedpołudniowym plażowaniu wybieramy się na objazd naszej wysepki. Najpierw znaną już drogę jedzieCasaletta - kościółmy do Sant’ Antioco, po czym ruszamy dalej na południe, do miejscowości Calasetta. To jedno z sympatyczniejszych miejsc, jakie widziałem na Sardynii. Niewielka osada rybacka przekształciła się współcześnie w niewielkie miasteczko, będące stolicą najbardziej na północ wysuniętej gminy na terenie wyspy Sant’ Antioco. Miasto wraz z okolicznymi terenami wiejskimi liczy niewiele ponad 2 tysiące mieszkańców.

Na terenie gminy pozostało wiele śladów osadnictwa z czasów kultury Ozieri (nekropole domus de janas), jest też kilka nuragów i jak i w innych częściach wysepki – najwięcej śladów kolonizacji fenickiej, kartagińskiej i rzymskiej. W średniowieczu okolica opustoszała i dopiero w połowie XVIII wieku, w czasach panowania sabaudzkiego osiedlili się tu Liguryjczycy, którzy wcześniej wyemigrowali z Półwyspu Apenińskiego do Tunezji i po dwóch wiekach postanowili opuścić Afrykę. Założyli miejscowość nad Zatoką Jedwabiu (Cala de Seda, chodzi o nici bisiorowe, z których tkano cenne płótna). Od nazwy zatoki poszła nazwa miejscowości.

Pod koniec XVIII wieku dotarła tu kolejna fala imigrantów z kontynentu, tym razem z okolic Turynu, osada szybko się zurbanizowała, za sprawą kilku doskonałych włoskich projektantów. Do dziś centrum jest zabudowane jak mały Nowy Jork, z uliczkami krzyżującymi się pod kątem prostym, niemal w postaci dokładnej siatki hippodamejskiej. Wtedy też w okolicy powstało kilka winnic, gdzie produkowano cenione wino Carignano del Sulcis, a winiarstwo stało się jedną z głównych dziedzin gospodarki. Niemniej istotne są rybołówstwo i transport morski. Coraz większego znaczenia nabiera też turystyka.

Ale dziś wygląda na to, że jesteśmy jedynymi turystami. Włóczymy się po pustawej dzielnicy portowej, gdzie cumują łodzie rybackie, statki handlowe i turystyczne – w tym promy, łączące Calasettę z miejscowością Carloforte na pobliskiej wysepce San Pietro. Półokrągła marina jest niemal zamknięta 300-metrowym molem. Port bez turystów to naprawdę sympatyczne miejsce, pełne poezji i nostalgii za odległymi morskimi przestrzeniami.

Casaletta - muzeumGłówny kościół Calasetty, którego patronem jest św. Maurycy Męczennik, wybudowany został dopiero w XIX wieku (konsekracja w 1839 r.), początkowo na planie krzyża greckiego, zmienionym w 1956 na krzyż łaciński przez rozbudowę trzech naw i zmianę absydy. Boczne nawy są niższe od głównej, wszystkie pokryte są kopułami, elewacja ma charakter klasycystyczny, w fasadzie wejściowej sześć jońskich kolumn podtrzymuje architraw, zwieńczony trójkątnym frontonem i tympanonem z okrągłym oknem. Nad bocznymi nawami znajdują się dwie symetryczne wieże dzwonnic. Nawa główna pokryta sklepieniem kolebkowym, na ścianach dość nowoczesne freski.

Warto też poświęcić trochę czasu na zwiedzenie zupełnie wyjątkowego obiektu, jakim jest mieszczące się w północnej części miasta przy via Savoia 2 Muzeum Sztuki Współczesnej, nazywane zwykle skrótowo MACC (Museo di Arte Contemporanea di Calasetta), czynne codziennie z wyjątkiem poniedziałków i wtorków, w godz. 17.00-20.00. Muzeum administruje także położoną nieopodal Wieżą Sabaudzką (Torre Sabauda). Wstęp płatny, bilet łączony (MACC + Wieża) 5 €, tylko muzeum 4 €, tylko wieża 3 €. Można także kupić wspólny bilet do MACC i Muzeum Archeologicznego w Sant’ Antioco – za 8 €.

Muzeum mieści się w dawnej rzeźni miejskiej, zlikwidowanej 40 lat temu. Utworzono je w 2000 roku z inicjatywy sardyńskiego artysty Ermanno Leinardiego (1933-2006), we wspSalinaółpracy z czołowymi twórcami włoskimi i francuskimi. Od 2012 r. jest zarządzane przez fundację, założoną przez gminę Calasetta.

Powrotna droga wzdłuż zachodniego wybrzeża. Malownicze słone jezioro (Salina, 400 x 230 m) położone na południe od Calasetty przyciąga wielu turystów i miłośników pięknej przyrody (ptaki brodzące!). Za kępami tamaryszków rozciąga się tu rozległa (prawie pół kilometra!) plaża Spiaggia La Salina z niemal białym piaskiem i łagodnym zejściem do morza, w części północnej zagospodarowana. W morze wybiega tu skalisty przylądek Punta della Salina, a na południe od niego leżą dwie ważne plaże: świetna krajobrazowo (nieco gorzej z kąpaniem) Spiaggia sulle rocce rosse, plaża na czerwonych skałach i położony opodal niewielki park przyrody Il Labirinto, oferujący spacery w niezbyt gęstym lesie, z ciekawymi formacjami skalnymi (jak np. imponujący Ślad Giganta) oraz Spiaggia Grande, wielka plaża (ponad kilometr długości), zagospodarowana, z dwoma parkingami, toaletami, barami, w północnej części kilka zestawów parasoli i leżaków, w południowej – do darmowego wykorzystania z własnymi akcesoriami do opalania. Biały, drobny piasek, łagodne zejście do morza – i, niestety, spory tłok. Za przylądkiem Punta Maggiore wznosi się latarnia morska Faro Mangiabarche, usytuowana na skalistej wysepce. Na skalistym klifie naprzeciw latarni turyści często robią pikniki i zachwycają się zachodami słońca, a wieczorami organizowane są tu jazzowe jam-sessions.

Dalej na południe dogodnych plaż jest już niewiele, wybrzeże jest raczej skaliste z wysokimi klifami, a w interiorze mija się niewielkie wioski, z których część wygląda na wymarłe. Wracamy na kolację do Maladroksjii.

Maladroxia

29 czerwca 2024, sobota. Przedpołudnie na plaży, potem ruszamy na północ, by przez groblę w Sant’ Antioco przedostać się na dużą wyspę. Przesmyk prowadzi przez płytką lagunę, po której brodzą flamingi, a na brzegach widać hałdy soli morskiej. W Porto Pinomiejscowości o wdzięcznej nazwie Palmas skręcamy na południe i między kolejnymi płytkimi lagunami dojeżdżamy do Porto Pino. Oczywiście, natychmiast kojarzyLaguna koło Porto Pino się to nam z malowniczym Portofino na Wybrzeżu Liguryjskim, ale poza owym portem w nazwie obie miejscowości nie mają nic wspólnego. No, może jeszcze to, że obie są nastawione na turystykę. Porto Pino leży na półwyspie pokrytym lasem sosnowym (stąd nazwa: pino to po włosku sosna), w którym gdzieniegdzie występują też dęby kolczaste i jałowiec, a na wyższych wzgórzach – typowa śródziemnomorska makia. Słynne są miejscowe plaże, z olśniewająco białym piaskiem, tworzącym malownicze wydmy. Innym ważnym komponentem krajobrazu są płytkie słone stawy, pełne ryb – i ptaków brodzących, głównie flamingów i czapli białych. Prawie cały teren objęty jest europejskich programem ochrony przyrody Natura 2000.

Miejscowość jest niewielka i zamieszkała na stałe przez mniej niż setkę mieszkańców. W okolicy jest kilka zabytków, głównie pozostałości działań wojennych z okresu II wojny światowej. Jest też spora plaża, z szarym i białym piaskiem i niewielką infrastrukturą, raczej odwiedzana przez lokalsów z własnymi leżakami i parasolami. Na południe od portu znajduje się, dostępna tylko od morza malownicza Grotta dei Baci, grota pocałunków.

Skręcamy na wschód, przecinając Corte Arresi – najdalej na południe wysunięty półwysep Sardynii, zakończony skalistym przylądkiem Capo Teulada – od nazwy miejscowości, do której za chwilę wjedziemy. Sam półwysep, pokryty lasem, wcinający się stromymi skałami w morze jest w zasadzie nie do zwiedzania – od czasów rzymskich wykorzystywany jest jako teren wojskowy. Dziś znajduje się tu poligon armii NATO.

Teulada to niewielkie i ładnie położone miasteczko, wywodzące swoją historię z czasów przednuragijskiej kultury Bonnanaro (ok. 1800-1600 lat p.n.e., odkrycia w jaskini Monte Sa Cona), rozwinęło się w czasach, gdy zbudowano w okolicy blisko dwadzieścia nuragów, zaś wybrzeża zostały zagospodarowane przez morskie potęgi Fenicjan i Kartagińczyków. Rzymianie zbudowani na przylądku Teulada fortyfikacje wojskowe, a następnie rozbudowali osadę, na terenie dzisiejszego miasta – które wówczas nazywało się Tegula.

TeuladaW średniowieczu miejscowość podlegała judykatowi Cagliari, a następnie rządzili tu Pizańczycy. W 1355 r. miasto weszło w skład Aragońskiego Królestwa Sardynii. W kolejnych latach, na skutek licznych najazdów berberyjskich piratów, jak również kilku pustoszących okolicę epidemii Teulada opustoszała i odrodziła się dopiero w XVII wieku wokół niewielkiego kościoła św. Franciszka. By zapobiec kolejnym napadom pirackim, w okolicy zbudowano kilka nadmorskich wież strażniczych, które do dziś urozmaicają krajobraz. Zwiedzać można tylko jedną z nich – usytuowaną nad morzem, 6 km od centrum miasta na południe, Torre del Budello, zbudowaną w 1601 r. przez kupca Pietro Porta. Ma 12 m wysokości i 33 metry obwodu w podstawie. Nieco bliżej miasta, ale też poza granicami obecnej Teulady znajduje się kwadratowa wieża Sant’ Isidoro, pochodząca jeszcze z czasów bizantyjskich, obok której w XVII w. wybudowano kościół z tym samym patronem, bardzo tu czczonym w dawnych czasach świętym Izydorem-Oraczem, opiekunem rolników. Według tradycji, tutaj właśnie – na równinie Tuerra – znajdowały się pierwocinyTeulada - kościół Santa Vergine del Carmine dzisiejszej Teulady. W okolicy jest także kilkanaście opuszczonych kopalni, które niegdyś były głównym źródłem dochodów miasta.

W centrum miasta znajduje się XVIII-wieczny kościół św. Franciszka oraz mający charakter reprezentacyjny i uważany za główną świątynię miasta kościół Santa Vergine del Carmine (Świętej Dziewicy z Karmelu), zbudowany w XVII w. Wciśnięty między kolorowe kamieniczki mieszczańskie, dominuje nad Placem Parafialnym dzięki reprezentacyjnym schodom, prowadzącym do wejścia i trzykondygnacyjnej dzwonnicy, połączonej z wieżą zegarową. Fasada neoklasycystyczna zwieńczona tympanonem, wejście przez kamienny portal z rozetą, wnętrze jasne, transept (pozostałość z budynku XVII-wiecznego) łączy się z dobudowaną w 1794 r. główną nawą nakrytą sklepieniem kolebkowym, półokrągłe prezbiterium z ciekawym ołtarzem, rozszerzającym się ku górze z XVIII-wiecznym krucyfiksem. W kościele zachowały się też oryginalne obrazy na płótnie, chrzcielnica, ambona – także z XVIII w.

W historycznym centrum opodal kościoła znajduje się też Dom Baronialny rodziny Sanjustów, magnacka rezydencja ostatnich feudalnych władców Teulady, pochodzący z XVII w. Dziś znajduje się tam miejski ośrodek kultury – miejsce ciekawych wystaw czasowych, konferencji i uroczystości samorządowych. Znajduje się tam także Biblioteka Miejska i Archiwum Historyczne Urzędu Miejskiego.

Teulada - stulatkowieNiezwykłym i sympatycznym elementem miasta jest kilkadziesiąt współczesnych kamiennych rzeźb, umieszczonych na kilku placach i przy ważnych skrzyżowaniach (a także w najbliższej okolicy), co jest pokłosiem odbywających się tu przez dwadzieścia lat dorocznych Międzynarodowych Spotkań Rzeźby Kamiennej. Efektem tych plenerów są także płaskorzeźby Drogi Krzyżowej usytuowane na ulicach wokół kościoła Santa Vergine del Carmine i kościoła św. Franciszka.

Miasteczko niewielkie, ciche, ładnie zabudowane, przyjemne do spacerów, choć o mocno nierównym terenie. I chyba żyje się w nim zdrowo, bo koło kościoła dostrzegamy tablicę, prezentującą dwanaście dobrze sfotografowanych przeszło stuletnich obywateli Teulady – najstarszy z nich, Pietrino Culurgioni, szczyci się datą urodzenia z 1917 roku. Fotografie są ze stycznia 2023 roku…

Po obiedzie w barze Mazzini (spieszymy się, bo bar zaraz zaczyna sjestę…), gdzie jesteśmy jedynymi turystami, reszta to lokalsi, wyjeżdżamy trasą SS 195 na zachód i krętą drogą przez góry mijamy niewielką (ponad 1500 mieszkańców) miejscowość Domus De Maria, założoną w VII w. p.n.e. jako miasto Bithia w okresie fenickim w miejscu, gdzie osadnictwo nuragijskie pozostawiło kilka ciekawych zabytków. W VII w. n.e. Bithia została opuszczona i zasiedlono ją ponownie dopiero w XVIII w. dzięki zakonowi pijarów, którym miasteczko zawdzięcza też maryjną nazwę. Głównym kościołem jest XVII-wieczna świątynia pod wezwaniem Matki Bożej Różańcowej. Osadę założyli mieszkańcy wybrzeża, uciekający przed najazdami berberyjskich piratów.

Przed piratami miały strzec ludność wieże obserwacyjne i obronne, wzniesione już wcześniej przez władze hiszpańskie. Ciekawą pozostałością tamtego okresu jest okrągła wieża Chia, wznosząca się na wysokość 13 metrów i mająca 10 m średnicy w podstawie, wybudowana w 1578 r. u ujścia rzek Rio Chia i Rio Mannu, gdzie niegdyś piraci zaopatrywali się w wodę pitną. Opodal są piękne plaże, z białym piaskiem i szmaragdową wodą. Z pewną przesadą okolica ta nazywana jest Karaibami Sardynii. Plaże ciągną się aż do sąsiedniego miasta – Puli.

Pula to duże, nadmorskie miasto, liczące przeszło 7 tysięcy mieszkańców, powstałe w średniowieczu opodal starożytnej miejscowości Nora, założonej przez Fenicjan na półwyspie, zakończonej przylądkiem Capo diPula Pula. Jak zazwyczaj, także i tu są również ślady kultury nuragijskiej. Według jednej z legend, Nora została założona w czasach prehistorycznych przez Noraxa, syna boga Hermesa i nimfy-Hesperydy Erythii, który przybył tu na czele armii Iberyjczyków. Faktycznie zaś nadmorska osada powstała w tym miejscu w VIII w. p.n.e., a pochodząca z tego okresu kamienna stela z napisem w alfabecie zbliżonym do fenickiego, zawiera najstarsze poświadczenie nazwy Sardynii. W czasach podboju rzymskiego (238 r. p.n.e.) Nora była prawdopodobnie najważniejszym miastem na wyspie i przez jakiś czas pełniła funkcję stolicy rzymskiej prowincji Sardynia i Korsyka. Okres największego rozkwitu Rzymianie zapewnili miastu w II i III wieku naszej ery, a jego upadek wiąże się z upadkiem Cesarstwa Rzymskiego, związanym z najazdem Wandali, a potem – z atakami plemion arabskich. W VII wieku została w tym miejscu tylko twierdza, infrastruktura miejska w większości zanikła.

W XI wieku osadnictwo, reprezentowane przez wczesnych chrześcijan, pojawiło się tu ponownie, czego śladem jest niewielki kościółek z 1089 roku, poświęcony męczeństwu świętego Efiza, zabitemu w czasie prześladowań Dioklecjana w 250 roku, na terenie Nory. Kamienna budowla z niską, półokrągłą absydą, przebudowywana w późniejszych czasach, do dziś robi wrażenie swoją średniowieczną surowością. Współcześnie w pobliżu kościoła wyrosła osada turystyczna Santa Margherita di Pula, z kempingami i ładną plażą.

Jednak życie wróciło na ten teren dopiero w średniowieczu, kiedy to na początku XIII w. na północ od ruin Nory zaczęła powstawać osada, którą początkowo nazywano mało sympatycznie: Padulis de Nura (Bagno Nory). Początkowo zaliczano ją do judykatu Cagliari, potem przeszła w ręce Pizańczyków, a w pierwszej połowie XIV wieku administrację nad miejscowością przejęli Aragończycy. Dla ochrony wybrzeża Hiszpanie w XVI i XVII zbudowali w pobliżu kilka wież strażniczych, jednak nie powstrzymało to najazdów piratów berberyjskich, które – w połączeniu z epidemia dżumy z 1652 r. – doprowadziły do niemal całkowitego wyludnienia Puli. Pod koniec XVII w. życie powoli zaczęło tu wracać, a w 1839 miasto zostało wykupione od ostatniego pana feudalnego Filippa Osorio i stało się częścią Królestwa Sardynii, a od 1861 r. – Królestwa Włoch.

Duży parking (czynny w godz. 8.00-20.00, płatny – w dnie powszednie 1 € na godzinę, w weekendy i święta – 1,5 €) usytuowany jest koło sporej, ale nie specjalnie ładnej plaży Spiaggia di Nora i przy restauracji. Z dala widać usytuowaną na końcu półwyspu hiszpańską wieżę Coltellazzo, zbudowaną z bloków piaskowca w 1607 roku w miejscu wcześniejszej (z XIV w.) fortyfikacji, a także w pobliżu miejsca, gdzie według legendy został ścięty święty Efiz (stąd pojawiająca się też w literaturze nazwa Torre Sant’Efisio. W odległości wzrokowej (co umożliwiało zdalną komunikację) znajdują się jeszcze trzy inne wieże: Cala d’Ostia, San Macario i del Diavolo. Wieża Coltellazzo, od XIX wieku wykorzystywana też jako latarnia morska ma 11 metrów wysokości i średnicę 12 metrów u podstawy.

Pula - kościół św. JanaOpodal znajduje się dostępne do zwiedzania (codziennie w godz. 9.00-20.00, wstęp płatny: bilet normalny 6 €, ulgowy 4, 4,5, 6 €) stanowisko archeologiczne, ukazujące pozostałości zabudowań z czasów fenickich, kartagińskich i rzymskich, m.in. fenicko-rzymskiej świątyni Eszmuna-Eskulapa (Eszmun, fenickie bóstwo opiekuńcze miasta Sydon, był bogiem-uzdrowicielem, stąd Grecy utożsamiali go z Asklepiosem, a Rzymianie z Eskulapem), datowanej na II w. p.n.e.), z ciekawymi rzeźbami i mozaiką rzymską. Inna świątynia, z czasów prawdopodobnie kartagińskich, poświęcona była bogini Tanit, utożsamianej z fenicką Astarte. Ciekawym obiektem jest kartagiński tofet, czyli symboliczny cmentarz dziecięcy, z okresu V-III w. p.n.e. Efektownym obiektem jest też rzymski amfiteatr z II-IV w., gdzie prace wykopaliskowe jeszcze trwają, ale już teraz jest on wykorzystywany przy organizacji letnich koncertów. Efektownie prezentują się też rzymskie kolumny, pozostałości forum, łaźni i mozaik.

Ponieważ południowa część Sardynii powoli pogrąża się w morzu, znaczna część dawnego miasta Nora – m.in. trzy dawne porty – dziś znajduje się pod wodą.

Artefakty, znalezione podczas wykopalisk w Norze, eksponowane były w miejskim muzeum w Puli, noszącym imię wybitnego włoskiego archeologa Giovanniego Patroniego (Corso Vittorio Emanuele 67). Obecnie muzeum jest zamknięte z powodu remontu.

Główny kościół Puli pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela znajduje się przy placu Jana XXIII. Zbudowano go w XIX w. w dość dziwacznym stylu, łączącym neoklasycyzm z pozostałościami gotyku katalońskiego. Fasada zwieńczona jest wieżą zegarową z dzwonnicą i ozdobiona witrażowym oknem. We wnętrzu umieszczono dwa sarkofagi – jeden przeniesiony z terenów Nory, drugi pochodzący z kościoła św. Franciszka w Cagliari. Ten drugi zawierał szczątki księżnej wyspy San Pietro Agostiny Deromy, zmarłej w 1759 r.

Jest w Puli także obiekt szalenie nowoczesny: usytuowany na zachodnich obrzeżach miasta Park Naukowo-Technologiczny (Parco Scientifico e Tecnologico) Polaris, w ramach którego od 2003 działa tu interdyscyplinarny ośrodek badawczy pod nazwą Centrum Zaawansowanych Studiów, Badań i Rozwoju na Sardynii, kierowane m.in. przez laureata Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki Carlo Rubbię. Jest to ośrodek łączący cechy instytutu naukowego, gdzie stale pracuje ok. 150 uczonych i otwartego kampusu, gdzie badacze mogą zamieszkać przez jakiś czas i włączyć się do prowadzonych tam badań, bądź przy pomocy najnowocześniejszego sprzętu prowadzić własne. Obecnie Centrum prowadzi badania w zakresie biologii (w tym: w dziedzinie genotypowania i sekwencjonowania DNA na dużą skalę), infrastruktury obliczeniowej i sztucznej inteligencji, technologii cyfrowych dla lotnictwa i kosmonautyki, przetwarzania danych w dziedzinie energetyki i środowiska, społeczeństwa informatycznego, obliczeń wizualnych intensywnie przetwarzających dane.

Ale nas czeka jeszcze daleka droga wokół dawnego obszaru Sulcis-Iglesiente. Najpierw kierujemy się na północ i docieramy na przedpola stołecznej Cagliari, jadąc lokalną drogą SP 2 między płytkimi lagunami solnisk, w których brodzą różowe flamingi. Nie wjeżdżamy jednak do miasta, tylko na ślimakowym rondzie skręcamy w lewo, na północny zachód i drogą państwową SS 130 docieramy do miejscowości San Sperate. Omijamy centrum i klucząc po wąskich zaułkach w zachodnich obrzeżach miasta, kierowani przez zaglądającą do notatek Renatę, docieramy do prywatnego muzeum, założonego przez wybitnego rzeźbiarza Pinuccio Sciolę pod nazwą „Ogród Dźwięków” (Giardino Sonoro).

Muzeum znajduje się przy via Oriana Fallaci, jest otwarte od maja do września codziennie od 10.00 do 20.00, w kwietniu i październiku do 18.00. zaś od listopada do marca czynne w piątki, soboty i niedziele w godzinach 10.00-16.00. Zwiedzanie grupowe, wejścia co godzinę, wstęp płatny – bilet normalny 8 €, ulgowy dla młodzieży 4 €.

Giuseppe „Pinuccio” SciolaBileterka Margherita jest jednocześnie przewodniczką i – jak się przekonamy – wirtuozką w grze na kamieniach. Na razie kupujemy bilety, dostajemy ulotki o muzeum wydrukowane po polsku (pierwszy i jedyny taki przypadek na Sardynii) i czekając na wejście oglądamy na świeżym powietrzu film o twórcy. Giuseppe „Pinuccio” Sciola jest najwybitniejszym obywatelem San Sperato, gdzie urodził się w 1942 r. w rodzinie miejscowego rolnika. Wcześnie, jako zdolne dziecko zaczął amatorką twórczość artystyczną i biorąc udział w licznych konkursach, w końcu zdobył nagrodę w postaci stypendium, dzięki któremu podjął naukę w liceum plastycznym w Cagliari, potem brał udział w warsztatach artystycznych we Florencji i w Salzburgu, a nastepnie studiował sztuki piękne w Madrycie i w Paryżu. Po powrocie do San Sperate rozpoczął współpracę z miejscowym samorządem, dzięki czemu zaczął tworzyć w mieście liczne murale artystyczne (akwarele wodoodporne, graffiti, techniki mieszane), powstały też w tamtym czasie liczne jego rzeźby plenerowe. Dziś w mieście jest 260 murali i kilkadziesiąt rzeźb Scioli. Niebawem jego prace zaczęły się pojawiać na ulicach wielu miast europejskichSan Sperate - Ogród Dźwięków, w Meksyku i Szanghaju.

W 1996 r. rozpoczął eksperymenty z tworzeniem kamiennych rzeźb grających, a wielkim wydarzeniem było wykorzystanie grających kamieni Scioli przez szwajcarskiego perkusistę Pierre’a Favre podczas jazzowego festiwalu Time in Jazz w Berchiddzie. Wkrótce jego kamienie dźwiękowe były wystawiane w wielu miejscach świata, wykorzystywano je także podczas koncertów. Zmarł w 2016 r. w Cagliari.

Już w pierwszych latach XXI wieku ogród przy via Fallaci stał się miejscem rozrastającej się ekspozycji rzeźb Scioli. Po śmierci artysty, w 2016 roku powstała założona przez jego dzieci fundacja, która w 2018 roku we współpracy z władzami regionu Sardynii otworzyła muzeum, gdzie teraz jesteśmy.

San Sperate - Ogród DźwiękówZebrała się kilkunastoosobowa grupka, przeważnie anglojęzyczna. Margherita zamyka kasę, bierze na ramię spory plecak i prowadzi nas w głąb ogrodu. Jest gorąco, ale między drzewami (owocujące pomarańcze!) znajdujemy sporo cienia. W pierwszej chwili oszałamia nas różnorodność kształtów kolorowych kamieni, przywodzących na myśl megalityczne menhiry. Margherita najpierw demonstruje, w jaki sposób kamienie grają. Sięga do plecaka, wyciąga spory czarny kamień, zdaje się bazalt i zatrzymawszy się przed jednym z menhirów, przeciąga kamieniem po powierzchni rzeźby. Dopiero teraz widzę, że jest ona ponacinana w mniej więcej równoległe pasy, różnej głębokości i o różnej strukturze. Rozmowy cichną i słyszymy harmonijne dźwięki. Ich charakter, wysokość i głośność zależy od gatunku skały – przeważnie jest to wapień lub bazalt. Nie chce nam się wierzyć, że nie ma w tym jakiejś sztuczki – przewodniczka wręcza swój kamień jednej ze zwiedzających – jej też udaje się wydobyć piękne dźwięki. Kilka kroków dalej widzimy następny instrument: dość cienki kamień o wysokości człowieka poprzecinany jest na wylot tak, że przypomina coś w rodzaju harfy. Margerita gra na niej dłonią. Nie do wiary..San Sperate - Ogród Dźwięków.

Oglądamy i słuchamy jeszcze kilkanaście kamiennych instrumentów, potem dostajemy wolną rękę, byśmy połazili po ogrodzie – z prośbą, by samemu raczej nie dotykać dzieł. W zasadzie bez muzycznych atrybutów też są piękne i oddziaływujące na wyobraźnię. Przypomina mi się twórczość Władysława Hasiora – nie wiem, czy słyszał o Scioli, ale z pewnością mógłby się z nim zakolegować.

Margherita wraca do kasy, idę za nią, opowiadam jej o Hasiorze, nie słyszała o nim, więc pytam o koncerty, w których dzieła Scioli są wykorzystywane jako instrumenty. Owszem, sporadycznie wywożono je na rozmaite imprezy, ale częściej koncerty organizowane są tu, w ogrodzie dźwięków. Od 2017 roku na przełomie maja i czerwca odbywa się tu festiwal, mający charakter performance artystycznego, w którym dużą rolę odgrywa muzyka, wykonywana na tych niezwykłych, kamiennych instrumentach.

Robi się późno, więc zwiedzanie samego San Sperate, nazywanego miastem-muzeum (oczywiście za sprawą Pinuccio Scioli) odkładamy na inną okazję. Jadąc na zachód (SS 130), a następnie na południe (SS 126) omijamy szerokim łukiem jedno z najmłodszych miast Sardynii – założoną w 1937 roku w czasach faszystowskiej gospodarki autarkicznej Carbonię – jak sama nazwa wskazuje – wielki ośrodek górnictwa węglowego. Miasto zasiedlono przybyszami z różnych stron Italii, a koniunktura na wydobywany tu węgiel przetrwała okres II wojny światowej, mimo licznych konfliktów między zarządcami kopalń a organizacjami związkowymi górników. Okres największego rozwoju przemysłowego miasta osiągnięto w 1959 roku, kiedy to Carbonia liczyła 60 tysięcy mieszkańców, w większości związanych z przemysłem górniczym (obecnie mieszka tu niespełna 30 tysięcy osób). Kres węglowej karierze miasta położyło najpierw przystąpienie Włoch do Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, a w konsekwencji – do zezwolenia na handel węglem zagranicznym – tańszym i zawierającym mniej zanieczyszczeń. Ostatecznie kopalnie – mimo protestów organizacji górniczych – zaczęły być zamykane w połowie lat 60. W tym samym czasie zaczęła się w okolicy eksploatacja innych zasobów, które kryła ziemia regionu Sulcis-Iglesiente: zabytków z minionych epok, nawet sprzed 7 tysięcy lat. Przemysł wydobywczy przeszedł do historii ostatecznie w latach 90. XX w. Niektóre kopalnie przekształcono w muzea górnictwa. Atrakcją jest także kilkadziesiąt jaskiń grobowych z epoki przednuragijskiej, grobów gigantów i wiele mocno zniszczonych nuragów, a także zabytki z okresu fenickiego, kartagińskiego i rzymskiego. Wrócimy tu nazajutrz.

Współczesna Carbonia to nadal ważny ośrodek przemysłowy, głównie w dziedzinie metalurgii.

Mijamy ją od zachodu i już niebawem przez groble przejeżdżamy na „naszą” wyspę Sant’ Anioco. Wieczór w Maladroksji, z kolacją w restauracji przy plaży z widokiem na Zatokę Palmową.

Maladroxia

 

Ù Ä