Maciej Pinkwart

Sardynia punktowo

 

1. Punkty wstępne

 

Sardynki - wcale nie z SardyniiSardynki zawsze kojarzyły mi się z Portugalią, bo za czasów wczesnego Gierka puszki z tą rybką pojawiły się w sprzedaży i były to konserwy z Portugalii. Do dziś są obecne w mojej lodówce i w moim menu, choć nieco zmieniła się ich etykieta. Żywe sardynki (a potem umarłe i dobrze podsmażone) widziałem masami w marokańskim Agadirze. Ale zawsze byłem przekonany, że ich stolicą musi być Sardynia. No, ale nie jest. Tylko w moich uszach te dwie nazwy są podobne, w zasadzie tożsame: po włosku sardynka to sardina, a Sardynia to Sardegna. A nazwa wyspy pochodzi od zamieszkującego ją od X wieku p.n.e. plemienia Sardów, które z kolei było prawdopodobnie tożsame z opisanym w tekstach egipskich, fenickich i greckich plemieniem Szardana, będącym jednym z pustoszących tereny wschodniej części Morza Śródziemnego ludów morza. Sardowie najprawdopodobniej przybyli na wyspę z anatolijskiej Lidii, której stolicą było Sardos. Mogło tak być, choć zapewne byli jednym z ostatnich plemion, zasiedlających Sardynię.

W restauracjach sardynek nie widziałem. W markecie kupiłem puszkę sardynek. Ale, zdaje się, też były portugalskie.Herb Sardynii

Herb Sardynii, uwidoczniony na setkach flag, koszulek, chust, kubków, a nawet popielniczek w restauracjach to białe pole, rozdzielone czerwonym krzyżem na cztery kwadraty, a w każdym z nich znajduje się identyczna głowa Maura z opaską na czole. Dlaczego tak? Maurowie, czyli osiedli na Półwyspie Iberyjskim Arabowie podjęli próbę opanowana Sardynii na początku XI wieku, ale zostali odparci przez wojska chrześcijańskie z Pizy i Genui. Wcześniej Arabowie atakowali wyspę w VIII i IX wieku, ale zdołali podbić tylko niektóre części wybrzeża. Ale ta flaga nie ma z tymi wydarzeniami nic wspólnego. Jest dowodem na związek Sardynii z królestwem iberyjskiej Aragonii, gdzie cztery głowy Maurów (niekiedy z przepaską na oczach, a nie na czole), używane na pieczęci królewskiej od XIII wieku, upamiętniały jakoby zwycięstwo nad Saracenami aragońskiego króla Piotra I pod Alcoraz w 1096 r. Piotrowi pomógł święty Jerzy, co skończyło się ścięciem czterech królów saraceńskich. Inni uważają, że jest to odniesienie do XI-wiecznej rekonkwisty półwyspu iberyjskiego i odzyskania z rąk Maurów Saragossy, Murcji, Walencji i Balearów. Jest też przeciwna interpretacja: owi rzekomi Maurowie to w rzeczywistości wizerunki chrześcijańskich świętych, m.in. Maurycego z Egiptu i Wiktora z Marsylii, umęczonych podczas prześladowań z czasów cesarza Dioklecjana. Jednak aragoński wpływ jest tu przeważający. A od 1324 roku, kiedy powstało Królestwo Sardynii i Korsyki (stworzone przez Aragończyków) – herb jest obowiązujący, obecnie jako herb prowincji włoskiej. Korsyka, która de facto nie weszła w skład owego królestwa pozostając pod wpływem Genui, ma też swoją flagę z herbem: jest na nim jedna głowa Maura z opaską.

Sardynia i KorsykaSardynia i Korsyka. Jeszcze w neolicie tereny Sardynii i Korsyki tworzyły wspólny ląd i ludzie swobodnie przemieszczali się po tym całym obszarze. Od Toskanii teren ten oddzielony był tylko wąskim pasmem morza. Dopiero jakieś 6-5 tysięcy lat temu, po ustąpieniu lodowców poziom Morza Śródziemnego podniósł się o 130 metrów i na powierzchni pozostały tylko wyższe części przesmyku. Dziś tworzą malowniczy archipelag Marii Magdaleny – zarazem park narodowy i miejsce, gdzie przybywa najwięcej turystów. Los, choć traktował obie wyspy odmiennie, w pewien sposób był podobny: i Sardynia, i Korsyka były narażone zarówno na najazdy okolicznych wielkich potęg – najpierw Etrusków, potem Genueńczyków (bardziej Korsyka) oraz Pizańczyków i Aragończyków (bardziej Sardynia) – jak i grasujących po morzach piratów, którzy zagrażali głównie wybrzeżom. Korsyka pozostawała we władzy Genui do 1768 roku, kiedy to włoskie miasto zrzekło się swojego panowania i w zamian za darowanie długów przekazało Korsykę Francji. Przez rok jeszcze przeciw nowym okupantom powstawali Korsykanie, dążący do ustanowienia samodzielnego państwa, ale w 1769 wyspa ostatecznie stała się częścią Francji. W tym samym roku, w stolicy Korsyki – Ajaccio urodził się najsłynniejszy z Francuzów, Napoleon Bonaparte.

Dziś Sardynię i Korsykę rozdziela Cieśnina Świętego Bonifacego, pełna raf i mielizn, w najgłębszym miejscu mająca 100 metrów. W jej najwęższym miejscu Sardynię i Korsykę dzieli 11 kilometrów. Formalnie, między wyspami. Bo między najdalej wysuniętymi wysepkami archipelagu, z których część należy do Włoch, a część do Francji, jest niewiele ponad 4,5 km.

Zielona wyspa. Sardynia jest wielka – to druga, po Sycylii, największa wyspa Morza Śródziemnego. Ale linię brzegową ma od Sycylii dłuższą – 1849 km. W większości tworzą jąSardynia - topografia strome klify, ale dzięki umiejętnej propagandzie turystycznej wie się głównie o pięknych plażach z białym piaskiem i szmaragdową wodą, o łagodnym zejściu do płytkiego morza. Mieszka tu stale ponad półtora miliona osób. Z północy na południe rozciąga się na długości 270 km, ze wschodu na zachód – 145 km. Ponad 80 procent powierzchni wyspy tworzą góry i pagórkowate płaskowyże, pokryte lasami i, w wyższych partiach, makią. Najwyższy szczyt, Punta la Marmora (Szczyt Marmora, chodzi o XIX-wiecznego generała Alberta Ferrero della Marmora, jednego z pierwszych topografów wyspy), w języku sardyńskim nazywany Pedras Crapias, co znaczy rozłupane kamienie, ma 1834 m n.p.m. i leży w masywie Gennargentu (srebrna brama) w środkowo-wschodniej części wyspy. Warto dodać, że na Korsyce góry przekraczają wysokość 2700 m.

Na Sardynii jest kilka dużych rzek, z których największa, Tirso, ma 152 km długości. Większość rzek, w przeciwieństwie do wysp greckich, jest wypełnionych wodą przez cały rok. Na rzekach tych zbudowano ponad 50 tam i sztucznych zbiorników, zasilających elektrownie wodne. Jedynym naturalnym jeziorem słodkowodnym jest Lago di Baratz, położone na wysokości 24 m n.p.m. w północno-zachodniej części wyspy, mające 60 hektarów powierzchni. Deszcze padają często, zimą na szczytach leży śnieg (na Punta la Marmora – do dwóch metrów!), a w czterech miejscach funkcjonują ośrodki narciarskie. W średniowieczu śnieg z Sardynii był przewożony na kontynent i traktowany jak… przyprawa do potraw.

Wszystko to sprawia, że jest to być może najbardziej zielona wyspa Morza Śródziemnego: tereny leśne pokrywają ponad 1 200 000 hektarów, czyli połowę powierzchni wyspy. Na płaskowyżach rosną rośliny iglaste i liściaste, są rezerwaty tysiącletnich cisów i lasy z dominującym dębem ostrolistnym, w wielu miejscach północnej części straszą okorowane do wysokości człowieka pnie dębu korkowego. Sardynia produkuje 80 procent wytwarzanych we Włoszech korków – jest to ok. 20 tysięcy ton. Korek służy nie tylko do zamykania butelek wina – produkuje się zeń także rozmaitego rodzaju pamiątki i inne gadżety (np. breloczki do kluczy), a na jednym ze stanowisk archeologicznych czekając na zwiedzających kupy starożytnych kamieni przyjaciół siedziałem w cieniu na ławce z korka. Tam, gdzie człowiek rozwinął gospodarkę rolną – srebrzą się oliwki i zielenią całe hektary wspaniałych winnic. U podnóża gór ciągną się rozległe hale, na których pasą się owce. Bliżej zabudowań rosną platany i cyprysy. Mimo że na południu wyspy znajduje się Zatoka Palmowa – palm wiele nie ma i wszystkie są sztucznie sadzone.

Lokalne wino ResteblasWino, sery, srebro. Chyba nigdzie nie piłem tak dobrych lokalnych win, jak na Sardynii. Dobrze usposobiła mnie przede wszystkim butelka białego półwytrawnego miejscowego produktu jaki znalazłem w lodówce w agroturystycznym apartamencie Domo de Resteblas. A wino nazywało się Resteblas. Białe, półwytrawne, na pierwszy wieczór znakomite. Gospodarz, Maurizio (kazał do siebie mówić Mauro), zagadnięty dwa dni później, czy można u niego takie wino kupić, natychmiast dał nam kolejną flaszkę w prezencie, a jeszcze dwa dni później sam z siebie przyniósł kolejną, też gratis. W marketach (nie było ich wiele w okolicy) były całe półki lokalnych win, spróbowałem ze trzech rodzajów czerwonego wytrawnego, było też różowe – i żadne nie było jakimś paździerzem, jak się nam zdarzało na Krecie. Podtrzymało to moja wiarę w to, że najlepsze wina europejskie są we Włoszech. Ale czy Sardynia to po prostu Włochy?

Jest to także kraj sera – próbowaliśmy jednak tylko kilka gatunków, w tym doskonałą gorgonzolę. Szczególnie smaczne są sery owcze – połowa mleka owczego, produkowanego we Włoszech zbierana jest na Sardynii. Hoduje się tu prawie cztery miliony owiec. Natomiast wędliny lokalne w zasadzie bezsmakowe, tłuste, nie warte polecenia.

Jeśli chcecie się stołować w restauracji: pamiętajcie, że tutaj w większości lokali gastronomicznych, tak jak w wielu sklepach i punktach usługowych obowiązuje sjesta: są zamknięte najczęściej między 14.00 a 19.30… Temu rygorowi nie poddają się sieciówki, ale supermarketów jest jak na lekarstwo i są od siebie oddalone o kilkadziesiąt kilometrów. W miastach są przeważnie na obrzeżach. Za to są zwykle doskonale zaopatrzone. Na fast-foody natomiast specjalnie nie ma co liczyć.

Ukształtowanie geologiczne i tektoniczna przeszłość wyspy spowodowały, że już od prehistorii wydobywano i przerabiano tu rudy żelaza, istniało także górnictwo metali kolorowych i szlachetnych kruszców, złota i przede wszystkim srebra. Pociągnęło to za sobą wykształcenie się wysoko wykwalifikowanej kadry złotników i jubilerów – ich wyroby znajdują się w muzeach. A tradycje kontynuują współcześni rzemieślnicy. Od XIX wieku rozwinęły się szczególnie kopalnie węgla kamiennego i rud żelaza.

Zwierzęta. Z lektury wiem o endemicznych dzikach sardyńskich, dzikich kotach i lisach, jeleniach i muflonach. W oczy najbardziej rzuca się awifauna – przede wszystkim żyjący w regionie południowym w stadach liczących tysiące osobników różowy flaming, żerujący najchętniej w bagnach i solniskach w okolicach Cagliari i wokół wysepki Sant’ Antioco. Takiej liczby flamingów i tak blisko zatłoczonej samochodami szosy nie widziałem nawet w delcie Rodanu, w słynnym Camargue. Między flamingami widać czarne czaple, nad plażami i w portach żerują stada mew. Ale najciekawsze ptaki widzieliśmy w cienistej alei, prowadzącej do prehistorycznej świątyni na Monte d’Accoddi: były to dwa dudki z pięknymi czubami. W jaskiniach mieszkają duże stada nietoperzy. Wśród zabytków wygrzewają się na słońcu jaszczurki, podobne do naszych zwinek, ale bardziej zielone i ze dwa razy większe.

Kóz nie dało się zobaczyć, w przeciwieństwie do owiec, pasących się setkami na halach górskich i równinnych łąkach, przeważnie pilnowanych tylko przez owczarki, dość podobne do naszych, ale czyste, jakby kapane w szamponie, nie widziałem ani jednej kulawki. W całej Sardynii hoduje się podobno cztery miliony owiec (połowa całego pogłowia owiec we Włoszech), przeważnie rodzimego gatunku. Jest tu także najlepiej we Włoszech rozwinięta hodowla koni pod wierzch, która to tradycja sięga średniowiecznego panowania Aragończyków. Wiele stadnin i pastwisk widzieliśmy po drodze – konie są pięknie utrzymane, zgrabne, przeważnie ciemnej maści. Krów relatywnie mniej – ale wszystkie czyste i zadbane. Przypomniały mi się pasące się stada pod Tatrami, jakby celowo wytarzane w gnoju. Tutaj nie widziałem ani jednej brudnej krowy.

WiatrakiEnergia. Większość zużywanej na Sardynii energii ciągle jeszcze pochodzi z węgla i mazutu: elektrownie cieplne mają moc przeszło 2 GW, a ze źródeł odnawialnych pochodzi jeden GW; na wzgórzach usytuowane są wielkie fermy wiatrakowe, a na równinach – całe hektary paneli fotowoltaicznych. Nie dodaje to krajobrazowi uroku, choć trzeba przyznać, że znajdują się one w terenach mało lub wcale nie zamieszkałych, gdzie nawet turyści zapuszczają się rzadko. Pół gigawata energii pochodzi z elektrowni wodnych. W Porto Torres znajduje się ośrodek badawczy opracowująNuragcy technologię wytwarzania energii z biopaliw.

Nuragi. To było pierwsze słowo, jakie wtłaczano mi w głowę przed wyjazdem na Sardynię. Miały to być konstrukcje rzekomo grobowe, podobne do greckich grobów tolosowych, które – jak wiadomo – składały się z długiego, schodzącego w głąb obudowanego korytarza (dromos) prowadzącego do komory grobowej, nad którą umieszczano kamienną kopułę, czasem zamkniętą, a czasem otwartą (tolos). Każdy, kto był w Mykenach, pamięta tzw. Grób Agamemnona (ci, co nie byli a uczyli się w dobrych liceach, pamiętają to pojęcie z wiersza Słowackiego), który w istocie ani nie jest grobem, ani Agamemnona: nazywa się go tam na miejscu Skarbcem Atreusza, choć zapewne w późniejszych czasach by wykorzystywany także jako grobowiec. Na Sardynii nuragi to wysokie na kilka – kilkadziesiąt metrów wieże, ułożone z kamieni, kładzionych jeden na drugim, bez zaprawy. Czy może to być wpływ cywilizacji mykeńskiej, a może nawet wcześniejszej, minojskiej? Może być. W jednym z lokalnych mitów współtwórcą lokalnej cywilizacji sardyńskiej jest Dedal, który po ucieczce z Krety króla Minosa i pechowej katastrofie lotu jego syna, Ikara osiadł najpierw na Sycylii, a nie znalazłszy tam ukojenia, odpłynął na zachód i trafił na Sardynię. Dodam w tym miejscu, że innym z mitów, wiążących Sardynię z Kretą była legenda o Talosie: olbrzymie z brązu – robocie, który został wykonany przez Dedala (wg innej wersji – przez Hefajstosa) i trzy razy dziennie obiegał wybrzeża Krety, strzegąc wyspy przez napaścią wrogów. Gdy ich dostrzegł – podbiegał, brał ich w ramiona i rozpalając się do czerwoności, spalał ich na węgiel. Pokonała go dopiero Medea przy pomocy czarów. Według niektórych badaczy legend – Talos najpierw bronił Sardynii, dopiero potem trafił na Kretę. Od bolesnej śmierci w uściskach metalowego, gorącego robota, kiedy ból wykrzywiał usta nieszczęśników, poszło wyrażenie „sardoniczny uśmiech”, wspominane już przez Homera w Odysei. I to Dedal, jakoby, miał być twórca pierwszych nuragów. Cóż, nie wiemy, czy Dedal w ogóle istniał, ale wszystkie mity wiążą go z okresem, gdy na Krecie panował Minos, mieszkający we wspaniałym pałacu w Knossos. Doprawdy, nie ma żadnego podobieństwa między wykwintną cywilizacją minojską, a prymitywnymi budowlami nuragijskimi. Chyba, że Dedal traktował nuragijczyków jak prymitywnych pasterzy i nauczył ich budować kamienne jurty.

Niektóre nuragi mają kształt kopuły, jak powiększone monstrualnie prowansalskie domki bories, niektóre mają dobudowane wieże i platformy obserwacyjne, a niektóre są zrujnowane i trudno ustalić, jaka była ich pierwotna forma. Jednym towarzyszą ruiny osiedli, coś jakby podgrodzia, innym tylko pojedyncze kamienne chaty. Jedne są idealnie okrągłe w przekroju, inne owalne, jedne zwężają się ku górze bardzo, inne tylko nieznacznie.

Było ich na całej wyspie 7-10 tysięcy, być może nawet więcej. Powstawały w okresie 1800-1100 r. p.n.e., a więc w epoce brązu i początkach epoki żelaza. Są od siebie oddalone niekiedy o kilka kilometrów, ale widziałem też takie trzy, zbudowane tak blisko siebie, że stojący na nich strażnicy?, kapłani?, naczelnicy plemion? – musieli się wzajemnie widzieć. Hipotez, czemu nuragi miały służyć, jest mnóstwo, co skłania mnie do przypuszczenia, że wynaleziona? implementowana na Sardynii? konstrukcja być może początkowo wykorzystywana w jednym celu (ale nie wiemy, w jakim) okazała się tak przydatna i wszechstronna, że znalazła różne zastosowania; przez siedem wieków można sporo się nauczyć i sporo pozmieniać. Tego typu wieże (ale o odmiennej konstrukcji) były budowane na całym obszarze śródziemnomorskim głównie po to, by można było z nich prowadzić obserwacje terenu, gdzie mogli pojawić się nieprzyjaciele – na przykład piraci. Greckie πύργος, pyrgos, tureckie kule, hiszpańskie i prowansalskie torre – to zawsze przede wszystkim wieże obserwacyjne, w niektórych przypadkach rozbudowywane na bastiony obronne i schronienia dla władz, żołnierzy, czy okolicznej ludności.

Swojego rodzaju wieżą jest każdy zamek, będący siedzibą władzy. Naturalnie, rozmaitego rodzaju budowle megalityczne (kromlechy, dolmeny, kurhany ozdabiane niekiedy menhirami, tolosy, piramidy) spełniają głównie funkcję grobowców. Ale nie tylko: monumentalny charakter mają także dość prozaiczne magazyny żywności: Żydzi i Wenecjanie uważali, że wielkie piramidy w Egipcie były spichlerzami, w których biblijny Józef jako pełnomocnik faraona kazał gromadzić zapasy zboża w czasie siedmiu lat tłustych, by lud mógł przetrwać siedem lat chudych. Wznoszące się ku niebu budowle bywały także świątyniami, w których modlono się do boga, uosabianego przez słońce, księżyc, czy gwiazdy. Były też swojego rodzaju cmentarzami: zaratustrianizm, rozwijający się na terenach Azji Środkowej (głównie w dzisiejszym Iranie i Afganistanie) mniej więcej w tym samym czasie, kiedy na Sardynii budowano nuragi, uważał zwłoki ludzkie za przedmiot skalany, w związku z czym umieszczano je na wieżach milczenia (dakhma), gdzie mięso pożerały ptaki, a potem obrane z ciała i wysuszone kości chowano w ossuariach, znajdujących się niekiedy w podziemiach tej samej wieży. Oczywiście, megality do dziś interpretowane są jako obserwatoria astronomiczne: ciekawe byłoby sprawdzić, czy usytuowanie nuragów nie jest może mapą nieba, z położeniem gwiazd, jakie kilkadziesiąt wieków temu świeciły nad Sardynią? A może było to stanowiska sygnalistów, którzy sygnałami optycznymi zapalanym i przesłanianym ogniem, a może przy pomocy luster przekazywali sobie nawzajem wiadomości o zagrożeniach?

Jedno jest pewne – kilka tysięcy nuragów zbudowanych i użytkowanych przez kilkaset lat z całą pewnością nie miało jednej i tej samej funkcji.

A skąd taka osobliwa nazwa? Ba, tutaj hipotez etymologicznych jest pewno więcej, niż hipotez dotyczących przeznaczenia obiektów. W dodatku, na samej Sardynii nazwę owych wież wymawia się bardzo różnie, w zależności od lokalnego dialektu: nuràke, nuràxi, nuràcci, nuràgi, naràcu… Jedni językoznawcy twierdzą, że rdzeń nur jest oczywiście przedindoeuropejski i może wywodzić się z fenickiego nur, ogień. Ale Fenicjanie przybyli na Sardynię dopiero w IX wieku p.n.e. I jakoś nie wiemy nic o tym, żeby u siebie wcześniej budowali nuragi. Inni uczeni twierdzą przeciwnie, że rdzeń nur jest lokalny, śródziemnomorski i może oznaczać pusty stos, albo pustą wieżę. I że takie słowo pochodzi z początków cywilizacji nuragijskiej, czyli tej fazy rozwoju Sardynii, w której budowano nuragi. Byłoby to może tłumaczenie ignotum per ignotum gdyby nie to, że ta cywilizacja jest dla Sardynii szalenie ważna. Kształtuje się ok. XVIII w. p.n.e. drogą ewolucji wcześniejszych mieszkających tu formacji i trwa do czasu, kiedy bardziej rozwinięci cywilizacyjnie i przede wszystkim technologicznie przybysze (Fenicjanie, Kartagińczycy, Rzymianie, Bizantyjczycy) opanowują wybrzeża i spychają lokalsów w góry, do wnętrza wyspy, gdzie nazywani przez Rzymian barbarzyńcami sytuują się w niedostępnych górach, głównie w krainie do dziś zwanej Barbagią. Pisze o niej nawet Dante w swojej Boskiej Komedii. Czyż nie przypomina to nam choć trochę losu minojczyków, którzy najpierw pokojowo współżyli z najeźdźcami z Myken, a gdy kilka wieków później na Kretę najechali Dorowie, zaczęli być poddawani represjom i uciekli w góry, gdzie udało się im przeżyć jeszcze przez kilka pokoleń, po czym rozpłynęli się w masie najeźdźców?

Domus de JanasDomy wróżek i groby gigantów. Ciągłe kłopoty z nazwami i ich interpretacją. Najstarsze szczątki hominidów znalezione na Sardynii pochodzą z paleolitu, sprzed XX tysiąclecia p.n.e. Homo sapiens pojawił się tu pod koniec paleolitu, tak przynajmniej datowane są szczątki znalezione w środkowej części wyspy, koło miejscowości Oliena. Naturalnie, trudno wtedy mówić o jakiejkolwiek cywilizacji osiadłej. Ale… Na 10 000 lat oceniają archeolodzy tajemniczy ołtarz skalny w Oschiri, w północnej Sardynii, ozdobiony szeregiem precyzyjnie wykutych wnęk w postaci figur geometrycznych. Precyzja wykonania jest niezrównana, a w skale bazaltowej nie widać większego wpływu erozji… Kto, kiedy, jak i po co stworzył to dzieło? Nie wiemy. Obiekt jest unikatowy: nigdzie indziej ani na Sardynii, ani na świecie nie ma nic podobnego. Podobnie unikatowa na Sardynii, ale podobna do innych tego typu budowli na świecie jest datowana na 4 000 lat p.n.e. świątynia (tak ją nazywam, choć nie wiem, czy była nią w istocie) w Monte d’Accoddi, w części północno-zachodniej. Podobna trochę do spłaszczonej piramidy schodkowej w meksykańskim Chichén Itzá, trochę do asyryjskich zigguratów, trochę do zaratustriańskiej świątyni ognia. Ale jest od nich o wiele starsza. Miejscowy mit głosi, że zbudował ją Gilgamesz, legendarny bohater mezopotamski, król miasta Uruk. Ale Uruk powstało ok. 2650 r. p.n.e. Czyli w czasach, gdy świątynia w Monte d’Accoddi już istniała od wielu wieków.

W VI tysiącleciu p.n.e. na Sardynii pojawiają się pierwsze osady utworzone przez ludzi, przybyłych z północnego wschodu (Epir, Tessalia, Korfu, Toskania), po których zostały fragmenty ceramiki zdobionej przy pomocy… odcisków muszli małży – sercówek. W innych miejscach i nieco później pojawiają się osady mniej czy bardziej stałe, które znamy także z pozostałości ceramicznych. Więcej wiemy o zwyczajach i ekspansji terytorialnej kolejnej epoki w dziejach Sardynii, która nazywa się epoką przednuragijską, albo kulturą Ozieri (od miejscowości, gdzie w jaskini San Michele najpierw odnaleziono jej przejawy). Datowana jest na okres od 3200 do 2800 lat p.n.e. Już z tego widać, że kultura Ozieri jest tylko jedną z epok przednuragijskich – środkową. Możemy w jej przypadku mówić już o zaczątkach cywilizacji, bowiem pojawiają się w tym okresie zarówno pierwsze obiekty sztuki i pierwsze nekropole.

Z tego okresu pochodzą też cmentarze drążone w skałach lub wykorzystujące naturalne jaskinie, nazywające się dziwnie domus de janas, co po sardyńsku znaczy dom wróżek. Są to kilku- czy kilkunastokomorowe jaskinie, w ścianach których znajdują się niewielkie skalne nisze – rzekomo właśnie zamieszkiwane przez wróżki, a może czarownice. W czasach bizantyjskich w jaskiniach tych lokowano niekiedy pustelnie lub siedziby zakonne. Wcześniejj – zapewne głównie już w okresie nuragijskim – powstają wtedy też inne grobowce: kamienne obwarowania, czasem w kształcie rogów gigantycznego byka, otaczająceGrób gigantów zbiorowe mogiły, mieszczące niekiedy kilkaset szkieletów. Z powodu ich wielkości utarło się je nazywać Grobami Gigantów, skąd poszła legenda, że chowano w nich 4-6-metrowych olbrzymów. Potem w opowieściach Sardyńczycy trochę spuszczają z tonu i mówią o znajdywanych w tych grobach szkieletach ludzi, mierzących 250-260 cm wzrostu. To już mogłoby być bliższe prawdy, gdyby nie to, że zapewniano mnie, iż szkielet takiego koszykarza istotnie znaleziono i przechowywany jest w Muzeum Archeologicznym z Cagliari. Byłem. Szkieletów gigantów nie ma, jedynie wielkie rzeźby, takie na chłopa, mają odniesienia do legendarnego Talosa, nieszczęsnego krewnego Dedala, zamienionego w robota z brązu, strzegącego jakoby Sardynię, a potem Kretę przez inwazją zamorskich napastników.

Grób gigantów i wieże nuragów - wizja plastycznaNie sposób w tym miejscu nie wspomnieć o opisanej przez Homera i Hezjoda dramatycznej przygodzie Odyseusza, którego statek zniosło kiedyś w te strony, a on sam z towarzyszami został uwięziony w jaskini zamieszkiwanej przez cyklopa Polifema. Jednooki olbrzym mieszkał co prawda na wybrzeżu Sycylii, a nie Sardynii, ale w sumie to niedaleko. Uważa się, że legendy o cyklopach wzięły się z tego, że ludzie odnajdywali wielkie czaszki mastodontów, w których otwór po trąbie interpretowano jako jedyny oczodół cyklopa. Byli jeszcze w mitologii greckiej Giganci, potomkowie bogów Uranosa i Gai (u Hezjoda) lub po prostu wielcy wzrostem ludzie, zamieszkujący zachodnie rubieże świata śródziemnomorskiego (a więc i Sardynię), będący okrutnymi, silnymi ludożercami (w Odysei Homera).

Innymi obiektami kultu, nierzadkimi na Sardynii, były święte studnie. Kult wody, na tak bogatej w wodę wyspie, nieco dziwi, ale były to miejsca, gdzie woda miała właściwości lecznicze, więc gromadziły wielu ludzi, oczekujących uzdrowienia za sprawą tajemniczych bogów.

Między kulturą Ozieri, charakteryzującą się pierwszymi przejawami abstrakcyjnej twórczości i niezłym opanowaniem techniki, a cywilizacją nuragijską jest mało znana przestrzeń ponad pół tysiąca lat. Z tego okresu, (po kolei, następne dziwne nazwy: Czerwona Ozieri, Abealzu-Filigosa, Monte Claro, kultura pucharów lejkowych i Bonnanaro) datowanego na lata 2850-1600 p.n.e. mamy głównie trochę ceramiki, nieco sztuk broni, wykonanej z miedzi, trochę biżuterii. Pod koniec Bonnanaro, po 1800 roku pojawiają się pierwsze kamienne wieże, nazywane protonuragami. A potem zaczyna się historia.

Pozostaje nierozstrzygnięta fundamentalna kwestia: skąd ci wszyscy ludzie pojawili się na wyspie? Oczywiście, mieszkańcy regionu Morza Śródziemnego od tysiącleci umieli pokonywać przestrzenie wodne, z tym że nieduże: od wyspy do wyspy, najchętniej tam, gdzie zanim pojawił się nowy brzeg, jeszcze stary nie znikał za horyzontem. Sardynia (wespół z Korsyką) od wielu epok jest dość oddalona i od Italii, i od Sycylii, i od Balearów. Ale przez wysepki Archipelagu Toskańskiego do Korsyki z Italii można dopłynąć skokami liczącymi po kilkadziesiąt kilometrów. I faktycznie, jeden z nurtów osadniczych prowadzi na Korsykę i Sardynię z Etrurii, czyli rejonu dzisiejszej Toskanii. Ale Etruskowie zamieszkiwali tu dopiero od ok. pierwszego tysiąclecia p.n.e. A przedtem?

Ślady archeologiczne, potwierdzone przez współczesne badania paleogenetyczne wskazują, że pierwotna ludność okresu przednuragijskiego docierała na Sardynię z Półwyspu Iberyjskiego przez Baleary, z dzisiejszej Prowansji i Półwyspu Apenińskiego i oczywiście z wysp Morza Egejskiego (wpływy kultury cykladzkiej są dobrze widoczne w okazach sztuki z czasów przednuragijskich). Można przypuszczać, że Sardynia była częścią imperium minojskiego, które rozwijało się od ok. 3000 r. p.n.e. do ok. 1400 r. p.n.e., kiedy to Kreta została podbita, a może lepiej byłoby powiedzieć: skolonizowana przez Mykeny.

Jednakże na związki Sardynii z prehistoryczną Kretą nie mamy wiele dowodów materialnych. Znajdowane na obu wyspach podobne wizerunki rzeźbiarskie (kultowe rogi byka i wizerunki bogini-matki) są właściwe dla całego tego obszaru, od Anatolii po Iberię. Kulturowo Kreta prehistoryczna stała znacznie wyżej od Sardynii, która być może była eksploatowana przez Minojczyków, jako prowincja peryferyjna, ważna jako dostarczycielka cennych surowców, przede wszystkim metali kolorowych i drewna. Z drugiej strony jednak liczne znaleziska świadczą o doskonale rozwiniętej w tym czasie gospodarce morskiej: archeolodzy znajdywali kotwice ważące ponad 100 kilogramów, co ma dowodzić, że nuragijczycy pływali statkami o długości co najmniej 15 metrów. O tym, że zajmowali się nie tylko pokojowym handlem, ale także podbojami – i obroną swoich terytoriów – świadczą liczne okazy broni (miecze, włócznie), wykonane z brązu. Stop ten składa się z miedzi (której bogate złoża znajdowały się na wyspie) i cyny, której na Sardynii nie ma. Pozyskiwano ją w drodze importu – albo z Półwyspu Iberyjskiego czy Wysp Brytyjskich, albo z gór Taurus (dzisiejsza Turcja) lub z Kaukazu.

A dalej na wschód, skąd przecież w ogóle przywędrował do Europy gatunek homo sapiens? Jednym z największych imperiów Azji Mniejszej była Lidia, której jedyny znany szerzej król, słynący z bogactwa Krezus, rezydował w stolicy, nazywającej się Sardes. Tyle, że Krezus zmarł w połowie VI w. p.n.e., a Sardes zostało założone może 200 lat wcześniej. Jednak Platon w dialogu Timajos utrzymuje, że niejako matką chrzestną Sardynii była tajemnicza kobieta – czarodziejka ? – o imieniu Sardo, wywodząca się, jakże by inaczej, z lidyjskiego Sardes. Grecy, choć nigdy nie podbili Sardynii i nie założyli na niej swoich miast i nie zbudowali świątyń – jak na sąsiedniej Sycylii – bardzo się starali zawłaszczyć Sardynię przynajmniej duchowo… A od kiedy Sardynia zaczęła być nazywana Sardynią?

Nazwa. Starożytni Grecy nazywali wyspę Ichnussa (Ιχνούσσα, ślad) – co przetrwało do dziś w nazwie najpopularniejszego lokalnego piwa, produkowanego w miasteczku Assemini, kilka kilometrów na północ od stolicy wyspy, Cagliari. Nazywano ją jakoby także Sandálion (Σανδάλιον), podobno od kształtu wybrzeża, śladu, jaki zostawił tu boski sandał. Może i tak, tylko skąd Grecy mogli wiedzieć, jak z lotu ptaka wygląda Sardynia? Od skrzydlatego Dedala? Dziś, gdy widzimy ją z samolotu lub gdy oglądamy zdjęcia z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, na upartego możemy interpretować jej kształt jako ślad obutej stopy. Ale wtedy? Już bardziej zrozumiała jest peryfraza ἀργυρόφλεψ νῆσος, wyspa srebrnych żył – jako że w starożytności tutaj właśnie były największe kopalnie srebra.

Chyba pierwsze zbliżone do współczesnego określenie naszej wyspy znaleziono na fenickiej steli z przełomu VIII i IX w. p.n.e., znalezionej w miasteczku Puli w pobliżu Cagliari, na stanowisku archeologicznym Nora. Zapisane tam alfabetem fenickim określenie miejsca brzmi b-šrdn, co może oznaczać „na Sardynii”. Czyli nazwa ta była w użyciu już wcześniej, może w czasie gdy osiedlili się na wyspie wspomniani wcześniej przedstawiciele plemienia Szardana, wymieniani wśród tzw. ludów morza, których najazdy zdestabilizowały region Azji Mniejszej, północnego Egiptu i wschodniej części Morza Śródziemnego w XIII i XII r. p.n.e. To wtedy właśnie upadło potężne państwo Hetytów, Achajowie zniszczyli Troję, a Dorowie wyparli z Krety Mykeńczyków, którzy wcześniej obalili tam imperium minojskie. Na wschodzie pojawiło się potężne potem państwo asyryjskie, na Bliskim Wschodzie odnotowano zmiany wśród plemion Filistynów i Fenicjan, którzy wyruszyli na podbój okolicznych wysp, a potem północnej Afryki. W rejonie później nazywanym Kanaanem coraz większą rolę zaczęli odgrywać Aramejczycy, przybyli z południowego wschodu. Pierwotną przyczyną tych migracji, połączonych z podbojami były prawdopodobnie przemieszczenia ludów północnych Bałkanów na południe i na wschód.

Ale Sardanowie – jak zwykle nazywano członków plemienia Szardana – obecni są na tym terenie przynajmniej od XIV w. p.n.e., o czym świadczy dyplomatyczna korespondencja, prowadzona w języku akadyjskim (zanotowana pismem klinowym) miedzy egipskimi królami z XVIII dynastii Amenhotepem III (1390-1352) i jego synem Echnatonem (1352-1336) a władcami Babilonii, Asyrii, państwa Hetytów i wasali Egiptu z rejonów dzisiejszej Syrii i Palestyny, znaleziona w stolicy faraona Echnatona – Tell el-Amarna. Na jednej z tabliczek wasal Egiptu, władca miasta Byblos (w dzisiejszym Libanie) zwraca się do Echnatona, by ten odesłał do niego trzech uprowadzonych do Egiptu Sardanów, gdyż ich uwolnienia żąda miejscowa ludność, grożąc buntem. Czyli wówczas Sardanowie byli jednym z plemion zamieszkujących Bliski Wschód, dość znaczącym, ale niegroźnym. Sto lat później, za panowania Ramzesa II (1279-1213) Sardanowie zbuntowali się i sprzymierzywszy się z plemionami libijskimi zaatakowali na wyłaniających się z pośrodku morza statkach Egipcjan w delcie Nilu. Na jednej ze stel znalezionych w mieście Tanis w Delcie zapisano nazwę plemienia Sardana:

Sardana po egipsku

Chyba nauczka, jaką Sardanowie dostali od żołnierzy Ramzesa Wielkiego sprawiła, że już niebawem, podczas słynnej bitwy pod Kadesz (1300? 1274? r. p.n.e.), byli sojusznikami, a może najemnikami Egipcjan i przyczynili się do pokonanSardonyksia Hetytów na terenie dzisiejszej Syrii. Ale już syn i następca Ramzesa II, faraon Merenptah w 1208 r. p.n.e. musi przeciwstawić się wielkiej inwazji sprzymierzonych Libijczyków i Ludów Morza, w wśród nich prawdopodobnie Sardanów, Etrusków i Sykulów z Sycylii.

Z Ludami Morza musiał zmagać się jeszcze pierwszy król XX dynastii – Ramzes III. Ostateczna bitwa rozegrała się w Delcie Nilu prawdopodobnie w roku 1178 p.n.e. W koalicji z Libijczykami tym razem byli głównie Peleseti (Filistyni, przybyli z Azji Mniejszej via Kreta), Danunowie (Danajowie, czyli Achajowie z Grecji) i Sykulowie (Szekeleszowie z Sycylii). Inwazja została odparta, a najeźdźcy częściowo pozostali na Bliskim Wschodzie (Filistyni, od których bierze się nazwa Palestyny), a częściowo uciekli na północ i na zachód. Prawdopodobnie więc gdzieś ok. końca XII w. p.n.e. Sardanowie, potem nazywani Sardami znaleźli bezpieczne schronienie na wyspie, której nadali nazwę, wypierając w głąb i w góry pierwotnie zamieszkującą tam ludność, umownie nazywaną nuragijczykami. Niewykluczone, że wraz z nimi przebyli tę drogę ich sojusznicy, Tyrreńczycy, dziś nazywani Etruskami, którzy jednak podążyli dalej, osiadając w końcu w rejonie dzisiejszej Toskanii.

Biblia o Sardynii ani zamieszkujących ją ludach nie wspomina, natomiast kilkakrotnie wymienione jest w niej miasto Sardes (Sardis) w Lidii, zarówno w kontekście starożytnym, jak i w odniesieniu do działającej tam wspólnoty chrześcijańskiej (Ap. 3, 1). Przy okazji: w Sardes po raz pierwszy odnaleziono półprzezroczystą odmianę agatu, charakteryzującą się biało-czerwonymi pasami różnej grubości. Minerał ten nazwano sardonikiem lub sardonyksem. Polsce występuje na Dolnym Śląsku. Jest też minerał sard – brązowo-czerwona lub brązowa odmiana chalcedonu. Nazwa od tego samego miejsca.

Ù Ä