Maciej
Pinkwart
Góralska herbata na Kremlu

Premiera tego spektaklu w Teatrze Telewizji odbyła się ponad ćwierć wieku temu.
Przeżywałem wtedy początek przejścia z jednego na drugi etap swojej egzystencji,
rozpoczynałem żywot emigranta z Zakopanego (gdzie mieszkałem przez poprzednie
ponad ćwierć wieku) do Nowego Targu, szykowały mi się też inne zmiany, nie tylko
klimatyczne i topograficzne. Nic więc dziwnego, że spektakl przegapiłem. Możliwe
też, że zniechęcił mnie tytuł: byliśmy zaledwie kilka lat po zmianie ustroju i
zalewały nas fale resentymentów antykomunistycznych, odwaga szalenie staniała i
niemal codziennie i twórcy, i politycy przekonywali nas że zawsze walczyli z
komuną, od dziecka do późnej starości. Robiło się od tego niedobrze, zwłaszcza
człowiekowi, który dysponował jako-tako dobrą pamięcią, i do twarzy, i do
nazwisk, i do przekonań politycznych. Ileż to osób w Zakopanem musiałem poznawać
dwa razy! Raz, gdy tamże nastałem w
1974 r. i zacząłem pracować w biurze Miejskiej Rady Narodowej, i drugi raz w
latach 90., kiedy ponownie trafiłem do budynku przy ul. Kościuszki 13, jako szef
działu wydawnictw Urzędu Miejskiego. To samo miejsce, ta sama sala
konferencyjna, te same lub podobne problemy i w wielu przypadkach ci sami
ludzie. Ale już w zupełnie nowych maskach…
Minęły lata, dziesiątki lat, minęli się
i ludzie, i komuniści, i antykomuniści, bo
panta rei, wszystko płynie. A na
Podhalu wiadomo, co płynie najobficiej. Nie są to, niestety, błękitne fale obu
Dunajców. Na szczęście jednak tym razem powtórzenia tego spektaklu nie
przegapiłem i porzuciwszy wszystko, co miałem do roboty, zrobiłem sobie wolny
wieczór i o 20.30 włączyłem telewizor. Sztuka jako taka nie uwiodła mnie swoim
dość banalnym tytułem, bo prawdę powiedziawszy, było mi wszystko jedno CO będę
oglądał. Liczyło się to, KOGO będę oglądał. Jestem pewien, że takiej plejady
gwiazd już w tym życiu nie zobaczę.
W lipcu 1931 r. na dziewięć dni przyjechał do Związku Radzieckiego
najwybitniejszy wówczas dramaturg brytyjski George Bernard Shaw, w towarzystwie
przyjaciół – lady Nancy Astor i jej męża, lorda Williama Waldorfa Astora.
Pisarz, zaczadzony komunizmem w wersji stalinowskiej, typowy
pożyteczny idiota, Nancy urodzona w
Ameryce, feministka, działaczka antyalkoholowa, pierwsza kobieta – członkini
Izby Gmin, jej mąż – arystokrata brytyjski (choć też urodzony w Ameryce), magnat
prasowy, właściciel kilku znanych gazet. I o łatwym do przewidzenia konflikcie –
a właściwie kilku konfliktach na raz: politycznym, społecznym, osobowościowym,
opowiada sztuka Herbatka u Stalina
Ronalda Harwooda, zaprezentowana po raz pierwszy jako słuchowisko w BBC w 1999
r. A prapremiera teatralna miała miejsce nie w Londynie, tylko w Warszawie – w
teatrze Ateneum, a wcześniej – w Teatrze Telewizji.
Jeśli ktoś tej sztuki ani wtedy, ani teraz nie oglądał, to powinien to nadrobić
jak najszybciej. Nie dla jakichś rewelacji treściowych, choć jest w spektaklu
kilka spraw, o których warto nie zapominać. Jeśli ten temat chcieliby Państwo
pogłębić, to sugerowałbym przypomnienie sobie sztuki Sławomira Mrożka
Miłość na Krymie. Ale tym razem nie
chcę pisać o kwestiach wielkiej polityki. Trzeba tę sztukę obejrzeć, żeby
przypomnieć sobie, jacy byli i są naprawdę najwybitniejsi polscy aktorzy
dramatyczni. Żeby zobaczyć świetną grę aktorską i usłyszeć tekst, podawany z
doskonałą dykcją – obie sprawy w dzisiejszym teatrze, a zwłaszcza filmie
niespotykane. No to popatrzymy na tę obsadę: Józef Stalin – Janusz Gajos, George
Bernard Shaw – Gustaw Holoubek, Nancy Astor – Joanna Szczepkowska, William
Waldorf Astor – Jan Englert, pani Krynin – Anna Dymna, Maksym Litwinow, komisarz
do spraw zagranicznych ZSRR – Krzysztof Kolberger. Pozostali, mniej znani
aktorzy jeśli w czymś ustępowali wielkim mistrzom, to tylko w ilości podawanego
tekstu. Sławomir Orzechowski grał Gienricha Jagodę, szefa radzieckiej bezpieki,
Tomasz Dedek – amerykańskiego dziennikarza Thomasa Harveya, kapitalny w
epizodycznej roli młodziutkiego sekretarza ambasady brytyjskiej w Moskwie,
Watsona był Michał Sieczkowski. Do wielkich gwiazd tego spektaklu dopisałbym
jeszcze pisarza Michała Ronikera, który sztukę Harwooda przetłumaczył.
Wielkie aktorstwo w dwóch przypadkach doprowadziło do prawie karykaturalnego
przerysowania dwóch głównych postaci – Shaw Holoubka jest naprawdę skrajnie
głupim, a nawet – także w ocenie Stalina – podłym entuzjastą radzieckiego
komunizmu, a Stalin Gajosa jest po prostu bezwzględnym egzekutorem wobec
wszystkich, nie podporządkowujących się mu bez zastrzeżeń osób, nawet dawnych
sojuszników (zwłaszcza, jak wiemy, dawnych sojuszników) i nałogowym pijakiem,
który – co ciekawe – prezentuje najlepsze i najtrafniejsze analizy polityczne i
psychologiczne. Kapitalna Lady Astor Joanny Szczepkowskiej pokazuje, jak wiele
trzeba umieć schować w dyplomacji, by nie zatracić swoich przekonań jednocześnie
próbując naprawić świat przy pomocy osób, które właśnie chcą go zniszczyć.
Uosobieniem dyplomacji jest lord Aston, który w wykonaniu Jana Englerta jest
całkowicie plastikowy, bez wyrazu, ale podskórnie czujemy, że on jeden tak
naprawdę rozumie, jak bezsensowna jest ta herbatka u Stalina, to całe spotkanie
dwóch światów, które nigdy nie staną się jedną przestrzenią, bo różnice są zbyt
wielkie. Komunizm, nawet jeśli by chciał używać dla utrzymania władzy jako taki
stan ekonomiczny w kraju (Nowa Polityka Ekonomiczna w leninowskiej Rosji,
partyjny kapitalizm w Chinach Deng Xiaopinga i zwłaszcza Xi Jinpinga) – zawsze
pozostanie komunizmem. Nie istnieje komunizm o ludzkiej twarzy, bo to jest
oksymoron. Podobnie nie będzie komunistycznego liberalizmu. Ale to nie jest
temat do rozważań na marginesie spektaklu, który ważny jest jako wzorzec
doskonałego aktorstwa, a ono – niestety – zdaje się jest o krok od przejścia do
skansenu, albo wręcz do muzealnych archiwów.
Jeszcze słówko o autorze sztuki. Urodził się w Kapsztadzie w 1934 r. jako Ronald
Horwitz, wywodził się z polsko-litewskiej rodziny żydowskiej, od 1951 r.
mieszkał w Londynie, pracował w teatrze Shakespeare Company, m.in. jako
garderobiany aktora Donalda Wolfita, co wykorzystał w słynnej sztuce
Garderobiany z 1980 r. Poza tym znany
jest jego Kwartet, sztuka o starych
muzykach, świetnie sfilmowana w reżyserii Dustina Hoffmana z rewelacyjną Maggie
Smith w roli głównej. No i last but not
least – Ronald Harwood w 2003 roku zdobył Oscara za najlepszy scenariusz
adaptowany. Jest to scenariusz do filmu
Pianista Romana Polańskiego. Przypomnę, że ten kapitalny film, w którym
Harwood opracował na potrzeby srebrnego ekranu opis okupacyjnych losów
warszawskiego pianisty Władysława Szpilmana dostał jeszcze dwa Oskary – otrzymał
je Polański za reżyserię i Adrien Brody za główną rolę.
Harwood zmarł w Sussex w 2020 roku.
A co, jeśli i tę inscenizację przegapiliście? Sfilmowaną
Herbatkę u Stalina można będzie
zapewne odnaleźć na VOD czy YouTube. Jeśli się Wam uda, obejrzyjcie koniecznie.