Maciej Pinkwart
Noc w Zakopanem
Na Krupówkach już
gromadziły się i, niestety, śpiewały grupy podpitych małolatów i myślałem, że
ten nocny śpiew sylwestrowy to jedna z najgorszych rzeczy w Zakopanem. Zacząłem
już tęsknić do specjalnego 10-godzinnego zestawu muzyki, który przygotowałem w
komputerze na Sylwestra i który został na parkingu, w bagażniku samochodu, obok
garnka bigosu i butelki para-szampana Sovietskoje igristoje... Tymczasem
gdy zamknęły się za nami drzwi Miejskiej Galerii Sztuki i powitał nas
uśmiechnięty Karol Konarski, od niedawna dyrektor Biura Promocji
Zakopanego – weszliśmy w zupełnie inny świat. Sala zapełniła się szczelnie, a na
krzesłach zasiadł zakopiański tout le mond i po raz pierwszy na koncercie
zobaczyłem na raz wszystkich trzech burmistrzów miasta Piotra Bąka, Jerzego
Zacharkę i Krzysztofa Owczarka. Zresztą każdy siedział gdzie indziej, pewno
żeby splendor płynący od władzy rozkładał się równomiernie. Honory domu pełnił
Jerzy Zacharko (tylko kilka siwych włosów w brodzie! cóż za odporność na stresy
sprawowania władzy!), wiceburmistrz odpowiedzialny za kulturę i to on
„rozprowadzał” po zarezerwowanych miejscach gości rządowych, przedstawicieli
miejscowego establishmentu, biznesmenów. Anna Waloch, dyrektorka Galerii,
powitała gości i potem była ważna już tylko muzyka...
Tatrzańska Orkiestra Klimatyczna powstała niespełna rok temu z inicjatywy i dzięki przedsiębiorczości Agnieszki Kreiner. Warszawianka – urodzona i wykształcona w Krakowie, dyrygent – ale po pierwszych studiach na wydziale biologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, laureatka konkursów dyrygenckich w Katowicach i Weimarze, kierowała orkiestrami w Krakowie, Wiedniu, Warszawie i Lublinie... Kompetencja, pasja, determinacja... Kiedy na początku roku 2004 napisała do mnie maila z pytaniem o działalność przedwojennych orkiestr w Zakopanem, o utwory muzyki „tatrzańskiej” i kilka innych szczegółów, związanych z książką „Muzyka i Tatry” (opublikowaną przed laty wspólnie z Lidką i nie wznawianą od 1992 r...) , a potem powiedziała mi o swoim pomyśle stworzenia orkiestry klimatycznej – nie wierzyłem w realność projektu. Spotkała się potem z Lidką w Szkole Muzycznej i okazało się, że optymizm kobiet jest zdecydowanie większy niż mój. Naturalnie, wróżyłem jej trudności i z powodów kadrowych (no bo skąd w Zakopanem wziąć co najmniej kilkunastu dyspozycyjnych muzyków wysokiej klasy?) i finansowych, przy znanej – nazwijmy to – ostrożności zakopiańskich władz w stosunku do pomysłów w dziedzinie kultury, nie będących ich własnymi pomysłami...
Muzycy
się znaleźli, nawet nie trzeba było daleko ich szukać: podstawową kadrę
Tatrzańskiej Orkiestry Klimatycznej tworzą pedagodzy z Zakopanego i Nowego
Targu, kilkoro absolwentów tych szkół, a nawet jedna uczennica (skrzypaczka Ania
Jonek z klasy III gimnazjalnej POSA), kilka osób dojeżdża z Krakowa.
Zakopiańskie władze dały się przekonać i z koncertu na koncert coraz mocniej
orkiestrę popierały i wspierały, a wczoraj zaprezentowały się jako jej główni
animatorzy. Nie od dziś wiadomo, że muzyka łagodzi obyczaje...
Agnieszka Kreiner ze
swymi klimatycznymi muzykami zaprezentowała w Sylwestra program idealny dla tego
zabawowego wieczoru – w pierwszej części dominowały pogodne rytmy i melodie znad
Dunaju, w drugiej usłyszeliśmy nieco melodii polskich. Ale kiedy po dość
tradycyjnie wykonanym Polonezie Kilara z filmu "Pan Tadeusz" Agnieszka Kreiner zapowiedziała,
że teraz usłyszymy fragment rozmowy kwalifikacyjnej pewnej panienki,
starającej się o pracę w teatrze... – od razu wiedziałem, że będzie to coś
niezwykłego. Spojrzałem na siedzącego nieopodal Krzysia Najbora z Teatru
Witkacego, ale wyglądało na to, że to nie o ten teatr chodzi. Zabrzmiały
pierwsze takty muzyki, na salę wbiegła (tak!)
młodziutka,
śliczna blondynka z długimi włosami i, rozglądając się dookoła, zaśpiewała:
- Taki pan jak pan,
zagraniczny pan,
powinien wiedzieć co,
co i kto i jak,
a gdy klepki brak,
niech nie pcha się do dam...
Arię Adeli z operetki Zemsta nietoperza Jana Straussa absolutnie brawurowo wykonała Joanna Trafas, muzykolog na UJ i studentka wydziału wokalnego w Krakowskiej Akademii Muzycznej, uczennica wspaniałej sopranistki Zofii Kilanowicz, notabene uroczej nowotarżanki. I utwory wokalne stały się prawdziwą ozdobą sylwestrowego koncertu. Artystka dysponuje silnym, dźwięcznym głosem, najlepiej sprawdzającym się w wyrazistych ariach operowych i operetkowych, jest bardzo ładna, obdarzona mnóstwem wdzięku i talentem aktorskim. Urzekła nas całkowicie, nawet wyciągnęła przed publiczność burmistrza Zakopanego Piotra Bąka, który był w roli manekina nieco sztywny, ale po pierwsze na sali siedziała jego żona, a po drugie – burmistrz widać nie jest przyzwyczajony występować w drugim planie... Młoda śpiewaczka, choć stojąca dopiero u progu swej kariery, jest już laureatką Ogólnopolskiego Konkursu Muzyki Operetkowej im. Iwony Borowickiej w Krakowie, zajdzie z pewnością wysoko, a my będziemy dumni, żeśmy ją oklaskiwali w ten sylwestrowy wieczór 2004 roku.
Drugim solistą
wieczoru był koncertmistrz Orkiestry Klimatycznej, skrzypek Janusz Miryński,
który w sposób
szczególnie wirtuozowski wykonał partię solową w najsłynniejszym czardaszu
wszechczasów, autorstwa skądinąd rdzennego Włocha Vittorio Montiego, który to
utwór stanowi popisowy numer Tatrzańskiej Orkiestry Klimatycznej i profesora
Miryńskiego niemal od początku istnienia ensemblu.
Po przerwie, w
czasie której burmistrz Piotr Bąk wzniósł szampański toast za pomyślność
wszystkich i wszystkiego – a muzyki w szczególności – słuchaliśmy kilku starych
ramot tatrzańskich, wygrzebanych przez Agnieszkę Kreiner w zakurzonej nutotece
Muzeum Tatrzańskiego. Wiele z nich (jak np. Krzesany ratułowiański
Faustyna Kulczyckiego) znałem jak dotąd tylko z... indeksu utworów w mojej
książce Muzyka i Tatry... Potem odbyliśmy podróż (m.in. za sprawą utworu
Lutosławskiego Daleka podróż...) po Polsce i Europie, w rytmach
tanecznych (podczas tanga La Paloma mieliśmy ochotę z Teresą
Krasnodębską, przyjaciółką moją z lat teatralnych wyjść na proscenium i
zatańczyć tango z figurami, ale po pierwsze nie
było
proscenium, a po drugie krępowaliśmy się – Teresa jest wiceprezesem Fundacji
Orkiestry Klimatycznej, więc taniec mógłby być uważany za próby wymuszania
darowizny, a ja mam kłopoty z kręgosłupem...). Z prawdziwym wzruszeniem
wysłuchaliśmy wszyscy (a niektórzy nawet śpiewali) piosenki Zygmunta
Karasińskiego Czy pamiętasz tę noc w Zakopanem, którą na zakończenie
koncertu zaśpiewała uroczo Joanna Trafas. Wśród licznych bisów była m.in. kolęda
Cicha noc... co było jedynym dysonansem wieczoru, bowiem za oknem co
chwilę wybuchały petardy, a w hollu Galerii słychać było wyjących na Krupówkach
pijanych turystów i noc zapowiadała się na dość głośną.
Agnieszka Kreiner dyrygowała jak anioł, a niekiedy jak diabeł, z temperamentem, wyraziście i nie bez aktorskiego zacięcia, co cechuje tylko dobrych dyrygentów, zwłaszcza panie, zwłaszcza o imieniu Agnieszka... Prowadziła koncert wesoło a treściwie i wszystko było comme il faut świetnie trafiając w ten wesoły, a zarazem nieco podniosły nastrój. Dobór i układ programu był bez zarzutu. Było to dla mnie jedno z największych przeżyć muzycznych minionego roku i za to pani Agnieszce dziękuję.
I przepraszam za moją dawniejszą niewiarę w to, że założyć i utrzymać Tatrzańską Orkiestrę Klimatyczną się uda. Że uda się opanować żywioł muzyczny, okiełznać rozwichrzone temperamenty i ująć władze Zakopanego. Udało się – dzięki pani, pani Agnieszko. Myliłem się. Obym częściej mylił się w taki sposób, i obym częściej w tak uroczej formie był wyprowadzany z mojego błędu.
Muzycznego Nowego Roku! Bez fałszów, kiksów, kiepskich repertuarów i nieudolnych dyrygentów... Aha, miało nie być o polityce? No to dalszych radości z harmonijnego współżycia Tatrzańskiej Orkiestry Klimatycznej z podtatrzańską rzeczywistością!