Maciej Pinkwart
Poza pierwszym progiem
Szkoła
daje wiele możliwości pójścia na skróty i ułatwienia sobie życia. Trudną
klasówkę można ominąć nieobecnością, na sprawdzianie można próbować ściągać, co
zdarza się z dobrym skutkiem nawet na maturze, pracę domową napisze utalentowany
wujek. Ale w szkole muzycznej przychodzi taki moment, że trzeba stanąć sam na
sam z publicznością i zagrać. I wtedy już święty Boże nie pomoże.
Nieczęsto pisuje się recenzje z recitali dyplomowych. Pewno dlatego, że zwykle odbywają się one w zaciszach szkół i uczelni, a w sali koncertowej zasiada wówczas nader szczupłe grono składające się z państwowej komisji, kilku profesorów i stremowanej rodziny. W dodatku koncertant, prezentujący się w ten sposób publicznie zazwyczaj jest nieograny na estradach, zjada go trema i strach przed ocenami, a repertuar dobrany jest tak, aby przypadkiem się nie wysypać. Byłem może na trzech pokazach dyplomowych w szkołach wyższych – tak właśnie wyglądały. Znam też parę spektakularnych wpadek podczas takich występów, w tym jeden – gdy z estrady pokonany zszedł muzyk-doktorant. Bo jest się czego bać.
9 czerwca 2015 r. przed państwową komisją i dość sporym gronem słuchaczy na estradzie auli Państwowej Szkoły Muzycznej I i II stopnia im. F. Chopina w Nowym Targu stanęła dyplomantka Katarzyna Lassak, uczennica klasy skrzypiec dr Ilony Nieciąg (przedtem – Moniki Chrzanowskiej), a – wcześniej absolwentka Państwowej Ogólnokształcącej Szkoły Artystycznej w Zakopanem, gdzie na skrzypcach uczyła się u Krzysztofa Leksyckiego i Janusza Miryńskiego. Program recitalu był typowo wirtuozowski i stawiał przed dyplomantką zadanie bardzo trudne: trzeba było opanować pamięciowo kilkadziesiąt minut muzyki, pokonać tremę i nie dać się złapać w liczne pułapki techniczne.
Najpierw zabrzmiały adagio i fuga z I Sonaty na skrzypce solo Jana Sebastiana Bacha. Dzieła niesamowitego kantora z Lipska stawiają zawsze muzykom niełatwe zadanie, zaś utwory na skrzypce solo, z ich matematyczną precyzją kompozycji i skomplikowanym rytmem, przy zachowaniu którego nie pomaga akompaniament są ekstremalnie trudne. Kolejny utwór (Kaprys op. 9 nr 1), także na skrzypce solo, powstał – podobno – w wyniku współpracy kompozytora z diabłem, którego uczniem podobno był Niccoló Paganini, stąd jego dzieła są diabelnie trudne i są prawdziwym probierzem dla skrzypka. Później Katarzyna Lassak, już przy fortepianowym akompaniamencie Jarosława Olszewskiego, wykonała I część (allegro moderato) także trudnego technicznie II Koncertu skrzypcowego Henryka Wieniawskiego.
W drugiej części przeszliśmy do muzyki XX wieku. Najpierw odpoczęliśmy trochę
przy Sonacie g-moll na
skrzypce i fortepian (cz I - Allegro vivo i cz. II
- Intermède: Fantasque et léger)
Claude’a Debussy’ego, by na koniec dać się porwać wspaniałej muzyce Karola
Szymanowskiego w Tańcu z baletu
„Harnasie” op. 55, w transkrypcji kompozytora i Pawła Kochańskiego.
Słuchając tego dzieła w wykonaniu Kasi Lassak nie mogłem nie pamiętać o tym, że
jest ona również prymistką w znakomitej rodzinnej kapeli góralskiej – co, jak
sądzę, nie ułatwiało jej kreowania mocno przetworzonej przez pryzmat
kompozytorskiej wizji góralszczyzny, bardzo przecież specyficznej u
Szymanowskiego – ale z zadania tego wykonawczyni wywiązała się w znakomity
sposób.
Szczególnie
w tym momencie spora część publiczności zapewne uświadomiła sobie, że Katarzyna
Lassak jest artystką totalną: uprawia muzykę klasyczną jako solistka, grywa w
zespole Tatrzańskiej Orkiestry Klimatycznej, występuje w kapeli góralskiej,
grywa jazz, brała kilkakrotnie udział z dobrym skutkiem w Wielkiej Gali Poezji
POSA, dwa razy znajdując się wśród laureatów konkursu, a w zeszłym roku wygrała
XVII Ogólnopolski Konkurs Pamiętajmy o
Osieckiej, stając się najlepszą – i najmłodszą zarazem – wykonawczynią
piosenek tej autorki.
Cały program dyplomantka wykonała z pamięci, co wydaje się oczywistością, ale często bywa tak, że na wyższych stopniach kariery muzycy szyją z kwitów i uważają, że wszystko jest w porządku: w końcu, publiczność ma słuchać, a nie oglądać z czego ściąga artysta. Tylko ciekawe, jakby ci sami artyści ocenili swoich uczniów, gdyby program dyplomowy był przez nich odgrywany z nut.
Katarzyna Lassak za
swój recital dyplomowy uzyskała ocenę celującą.
