Maciej Pinkwart

Orawski Festiwal Muzyki Kameralnej

Orawskie piękno w słowach i obrazach

 

 TUTAJ skan artykułu

Jednym z najważniejszych wydarzeń, towarzyszących V Międzynarodowemu Festiwalowi Muzyki Kameralnej, który właśnie zakończył się z Zubrzycy Górnej, była publikacja sporego tomu Piyknaś Orawo, zawierającego antologię twórczości poetów orawskich. Książka, przygotowana do druku przez dr Ilonę Nieciąg, która od przeszło dziesięciu lat mieszka z mężem, Krzysztofem Leksyckim na Orawie i – jak pisze w posłowiu książki – jest wciąż zafascynowana zarówno okolicą, jak i mieszkającymi tu ludźmi. Będąc czynnym muzykiem (jej doktorat dotyczył gry skrzypcowej), jest jednocześnie miłośniczką pięknego słowa, co było impulsem do stworzenia obecnej publikacji. Znalazły się w niej wiersze 32 twórców – zarówno żyjących, jak i tych, którzy z jeszcze wyższych wierchów spoglądają już na Babią Górę. Kryterium doboru zarówno twórców, jak i ich dzieł było nieostre, podobnie jak nieostre w odniesieniu do poezji jest samo pojęcie „orawskości”. Są tu bowiem zarówno stali mieszkańcy Orawy od pokoleń, jak ci, którzy osiedli tu od niedawna, są też tacy twórcy, którzy mieszkając w innych stronach Podtatrza, a nawet i w centralnej Polsce, w swej twórczości powędrowali kiedyś na Orawę. Ale samo uczynienie z Orawy tematu, czy też punktu odniesienia nie wystarczy. Jak pisze Ilona Nieciąg w swoim Posłowiu, pytanie brzmi: jaki powinien być wiersz, żeby zasłużyć na miano „orawskiego”? I odpowiada, że tematem antologii jest poezja, której treścią jest miłość do tej krainy.

Miłość, jak wiadomo, niejedno ma imię, stąd też i wielka różnorodność dzieła, zarówno pod względem owej treści, jak i formy, czy wreszcie poziomu literackiego. Dla mnie wizytówką poezji, mającej Orawę w zasadzie za scenograficzne tło ważnych spraw ogólnoludzkich, jest zamieszony w tomie wiersz Wandy Czubernatowej Na Babiej Górze matka diebła zyje. Niby to wierszyk dla dzieci, a w gruncie rzeczy moralitet, opisujący brzydką powierzchowność i jeszcze brzydsze postępowanie pana Diebła, który przecież także może być przedmiotem rodzicielskiej miłości:

Brzydok, zbój, kusiciel, smołom ubabrany!

Dlo swojej matusi – synek ukochany…

Naturalnie, najwięcej jest w książce dzieł, opiewających (nie znoszę tego słowa!) piękno Orawy, charakter jej mieszkańców, uroki gwary czy trudy życia w górskiej krainie. Spośród nich największe wrażenie robi na mnie – od wielu lat – twórczość rdzennego Orawiaka Emila Kowalczyka, którego miłość do Orawy zawarta jest w przepięknych poetyckich strofach gwarowych oraz – będąca jakby drugą stroną tego samego medalu – poezja Krzysztofa Kokota, nowotarżanina rodem ze Śląska, piszącego językiem literackim strofy o wysokich, babiogórskich lotach.

Publikację ozdabiają kolorowe reprodukcje dzieł orawskich twórców plastycznych, spośród których od lat najbardziej podobają mi się obrazy na szkle, malowane przez Stanisława Wyrtla. Autorzy dzieł ilustracyjnych wymienieni są w podpisach na modłę węgierską – najpierw nazwisko, potem imię, co może jest nawiązaniem do historii Orawy, ale trochę razi moje uczucia językowe. Cenną częścią antologii są noty biograficzne autorów tekstów i ilustracji. Książka ukazała się staraniem Stowarzyszenia Rozwoju Orawy, ze wsparciem funduszy europejskich.

-------------------

Piyknoś Orawo! Antologia poezji o Orawie. Wybór i opracowanie Ilona Nieciąg, Orawa 2013, okładka twarda, 248 stron.