Maciej
Pinkwart
Psychologia chłopskiego rozumu
Właściwie dlaczego chłopski rozum? A bo to baba nie ma swojego rozumu? A może to
rozum klasowy, chłopski, lokowany gdzieś między rozrzutnikiem obornika a
komputerowym sterowaniem energią słoneczno-wiatrową, między Telusem a
Kosiniakiem-Kamyszem? Rozum, zupełnie inny od rozumu robotniczego,
inteligenckiego, pisarskiego i kupieckiego? Nie mówię o rozumie politycznym, bo
jego poszukiwania nieustannie trwają.
Dostałem jakiś czas temu książkę o mitach psychologii. Mitologia interesuje mnie
zawodowo (tyle razy w życiu już przeżyłem zawód, że aż stworzyłem z tego własną
mitologię), ale w psychologię nie wierzę od czasu, gdy na Uniwersytecie poznałem
pewną uroczą filolożkę, która rzuciła mnie dla kolegi-psychologa. Niemniej
wciągnął mnie tytuł i rekomendacja ofiarodawcy, który zapewniał mnie, że jest to
pozycja ciekawa. Kiedyś lubiłem ciekawe pozycje, ale po operacji kręgosłupa
lubię je zdecydowanie mniej.
Książka ma już lekko przyżółcone strony, co uzasadnia data wydania – 2011 rok.
Pomyślałem sobie, że znajomemu sporo zeszło czytanie tego dzieła, ale jakoś nie
dało mi to specjalnie do myślenia. 50 wielkich mitów psychologii popularnej
napisało czterech profesorów psychologii, z których jeden już nie żyje. Na co
też początkowo nie zwróciłem uwagi: w końcu, Sienkiewicz też nie żyje, Szekspir,
Hemingway, a nawet Myśliwski też już nie żyje i jakoś to nam nie przeszkadza, w
sensie czytelniczym. No więc dlaczego nie polecam Państwu tej książki na święta?
No, proste – obalanie mitów pseudopsychologicznych w święta i długo po nich może
wywoływać refluks żurku oraz pisanek, co miłe nie jest. Ale i tak nie wierzę, że
w stosownej chwili rzucą się Państwo do Internetowych księgarń lub do gminnej,
miejskiej, czy szkolnej biblioteki by tę książkę kupić czy wypożyczyć. Inna
rzecz, że osoby cierpiące na chroniczne kłopoty z zasypianiem powinny taką
możliwość rozważyć.
Bo 50 wielkich mitów… poruszając szalenie ciekawe i niekiedy dość
powszechne problemy, z którymi większość z nas miała kiedyś do czynienia, robi
to w sposób tak przeraźliwie nudny, że wcale się nie dziwię, iż od momentu
wydania do momentu zapoznania się z tą książką minęło mi kilkanaście lat. Otóż
każdy z problemów, które z logicznego punktu widzenia powinny być omawiane
prosto: uważa się tak i tak, co jest błędem, bo jest owak, co wiemy dlatego i
dlatego. I szlus, jakby powiedział Witkacy. Tymczasem dowody na mylność
popularnych a nieprawdziwych twierdzeń ciągną się jak Nad Niemnem
Orzeszkowej i są równie angażujące intelektualnie. Tak mi zeszło kilkanaście
wieczorów (nie powiem, ani razu przez ten czas nie miałem kłopotów z
zasypianiem, ani nie budziłem się z krzykiem w środku nocy), aż znalazłem sposób
na tę zbędną moim zdaniem gadaninę: skoro już kiedyś Newton udowodnił, że w
czworokącie opisanym na okręgu środki przekątnych są współliniowe ze środkiem
okręgu, to nie trzeba przez kilkanaście kolejnych stron przywoływać tych,
którzy Newtona w tym intelektualnie lub empirycznie wsparli. Inna rzecz, że
twierdzenie Pascala o tym, że dla każdego sześciokąta wpisanego w krzywą
stożkową trzy punkty będące przecięciami jego przeciwległych boków leżą na
jednej prostej, samo wykorzystujące wcześniejsze twierdzenie Menelaosa,
zostało równorzędnie udowodnione przez twierdzenie Branchona, uszczegółowione
przez Pappusa, a uogólnione przez Möbiusa (tego od wstęgi).
Po co napisałem o tych twierdzeniach? Bo – jestem pewien – już przy
współliniowych przekątnych Newtona opuścili Państwo ten akapit, przechodząc do
miejsca, które znów zaczęło Państwa interesować (liczę się z tym, że do całego
tekstu już dawno użyli Państwo klawisza delete). No i takiego sposobu
użyłem przy lekturze.
A naprawdę jest co czytać. Okazuje się, że w zasadzie wszystko to, co z
dziedziny rozmaitych ludzkich zachowań myślałem to bujda, a przynajmniej
niesprawdzone twierdzenia, które badania naukowe już dawno obaliły – a te bujdy
trwają i mają się doskonale. Wymienię kilka:
- większość ludzi wykorzystuje tylko 10 procent możliwości swojego mózgu;
- kryzys wieku średniego to powszechna przypadłość;
- ludzie potrafią uczyć się przez sen;
- przeciwieństwa się przyciągają;
- nie da się zmienić cech dziedzicznych;
- abstynencja to jedyny sensowny sposób leczenia alkoholików;
- podczas pełni Księżyca wzrasta liczba przyjęć do szpitali psychiatrycznych…
To wszystko nieprawda. Przyczyny powstawania takich mitów są znane, a można je –
te przyczyny – zastosować także do innych dziedzin, w tym do niepożądanych
zachowań społecznych czy nawet polityki. Oto one: wiara w przekaz ustny,
zwłaszcza często powtarzany przez wielu ludzi, potrzeba łatwych tłumaczeń i
szybkich rozstrzygnięć skomplikowanych spraw, selektywność percepcji i pamięci,
interpretacja świata w zgodzie z nabytymi uprzednio przekonaniami, wnioskowanie
o przyczynowości na podstawie korelacji, podczas gdy jeśli drugie zjawisko
następuje po pierwszym to wcale nie znaczy, że zostało przez te pierwsze
spowodowane, niereprezentatywne próby zjawisk i wnioskowanie na podstawie
podobieństwa. Ileż to razy byliście Państwo świadkami wygłaszania rozmaitych
pseudo ogólnych twierdzeń przez osoby, które raz czegoś doświadczyły i uważają,
że jest to coś powszechnego… Do tego dochodzi coś, co autorzy określają jako
fałszywy obraz w mediach – a przypomnę, że książka jest z 2010 roku (w
Polsce wydana rok później), kiedy jeszcze nasz świat nie był oglądany na
Tik-Toku i malowany przez AI…
Ważna podpowiedź: jeśli coś brzmi zbyt pięknie, by mogło być prawdziwe, to
najprawdopodobniej jest nieprawdziwe, więc trzeba to odrzucić. Tylko… czy to
nie jest zbyt prosta recepta?
Badania statystyczne, socjologiczne i inne weryfikują te obiegowe sądy. Jak?
Często bardzo prosto. Podobała mi się metoda opisana w odniesieniu do tej sprawy
z pełnią księżyca. Autorzy prezentują prostą, czteroelementową Tabelę Życia: w
komórce A zapisuje się liczbę przypadków współwystępowania pełni z przyjęciami
do szpitali psychiatrycznych, w komórce B – odnotowuje się przypadki, kiedy
podczas pełni nie było przyjęć do szpitali, w komórce C – przypadki przyjęć do
szpitali podczas nocy bez pełni, w komórce D – przypadki, kiedy nie było ani
pełni, ani przyjęć.
Przyjęcia
Brak przyjęć
Pełnia
A
B
Brak pełni
C
D
W psychologii ludowej, potocznej zauważa się tylko wartość komórki A…
Po trzech tygodniach, czyli 21 półgodzinkach przed zaśnięciem dotarłem prawie do
końca – a tam znalazłem wisienkę na tym dość czerstwym torcie: rozdział
Prawda jest dziwniejsza niż fikcja, a w nim – trzynaście odkryć
psychologicznych, w które trudno uwierzyć, choć są prawdziwe. A wśród nich
takie:
- W ludzkim mózgu istnieje około pięciu milionów kilometrów połączeń nerwowych
między komórkami – mniej więcej dwanaście razy tyle, ile wynosi odległość z
Ziemi do Księżyca;
- Psychologowie nauczyli gołębie odróżniać obrazy Moneta i Picassa oraz utwory
Bacha i Strawińskiego. Ja się pytam, gdzie jest Chopin i Zenek Martyniuk! Może
ich odróżnia inny drób?
- W Ameryce wielka liczba ludzi (znacznie większa niż wynikałoby z rozkładu
losowego) mieszka w miejscach, mających nazwy podobne do ich imion: w Georgii
jest nadmiar George’ów, w Wirginii – Virginii, a Louisów w Luizjanie. Ciekawe,
jak jest w Polsce z Markami w Markach i Jankami w Jankach.
- Istnieją badania psychologiczne, które wskazują, że psy upodabniają się do
swoich właścicieli. Ciekawe, że dotyczy to tylko psów rasowych… Ja mam
przeświadczenie graniczące z pewnością, że jest też odwrotnie. No i uważam, że
psychologowie powinni zbadać podobieństwa ludzi do innych zwierząt i wyciągnąć z
tego wnioski.
Jeszcze na koniec warto też uświadomić sobie, że – jak twierdzą panowie
profesorowie Lilienfeld, Lynn, Ruscio i Beyerstein – medycyna łatwiej uporała
się z mitami i obaliła te najpopularniejsze z nich. Nie mogę się powstrzymać
przed tym, żeby uświadomić Państwu, iż mitem jest, że:
- człowiek musi wypić osiem szklanek wody, aby być zdrowym – nieprawda;
- czytanie w przyćmionym świetle psuje wzrok – nieprawda;
- włosy i paznokcie rosną nawet po śmierci – nieprawda;
- po ogoleniu włosy szybciej rosną – nieprawda;
- łykanie witaminy C zapobiega przeziębieniu – nieprawda;
- należy dużo jeść przy przeziębieniu, a pościć przy gorączce – nieprawda. I
moja wątpliwość: a jeśli gorączka jest skutkiem przeziębienia?
Dodałbym jeszcze od siebie całkowicie nieprawdziwe stwierdzenie sport to
zdrowie. Ale tym zamierzam zająć się kiedyś osobno.
I jeszcze jeden mit medyczny, przytaczany w omawianej książce, który mnie
zastanowił: otóż okazuje się, że nieprawdą jest, jakoby jedzenie dużej ilości
marchwi zabarwiało skórę na pomarańczowo. Hm, jeśli to nie marchew, to co
zabarwia skórę na pomarańczowo?
Za czasów nazistowskich niemiecki dramaturg Hanns Johst
napisał: Kiedy słyszę słowo kultura, odbezpieczam mojego browninga.
Powiedzenie to przypisano potem Goebelsowi. Odnoszę wrażenie, że dzisiejsi
politycy (nie tylko w Polsce i w Kraju Kwitnącej Pomarańczy) odbezpieczają
rewolwer, gdy słyszą słowo nauka. Może powinni sobie wydrukować i
powiesić nad łóżkiem zdanie Alberta Einsteina: cała nasza nauka w porównaniu
z rzeczywistością jest prymitywna i dziecinna – ale nie dysponujemy niczym
lepszym.
-------------------------------
Scott O. Lilienfeld, Steven Jay Lynn, John Ruscio i Barry L. Beyerstein, 50
wielkich mitów psychologii popularnej. Półprawdy, ćwierćprawdy i kompletne
bzdury, Wydawnictwo CiS, Warszawa 2011, 405 stron.