Co słychać

Zawarte tu teksty mogą być wykorzystywane jedynie za zgodą właściciela strony!

© Copyright by Maciej Pinkwart

 

 

Co słychać?

13 maja 2017

 

W sumie już drugi tydzień jakiś taki bez wyrazu. Pogoda do kitu, albo zimno, albo mokro, albo i zimno i mokro, z kilkugodzinnymi przerwami na coś na kształt wiosny. A potem zima, przymrozki, w górach śnieg. Jednak w "zimnych ogrodników" - ciepełko.

Majowy weekend ściągnął znów tłumy do Zakopanego, myśmy więc pojechali nad Jezioro Czorsztyńskie, gdzie cudnie nie było, ale przynajmniej dość pusto. Więc w sumie raczej w domu - nad trzecią już korektą "Plebana spod Giewontu", z licznymi nowymi wstawkami. Stanowczo musimy już skończyć tę książkę - piszę "musimy", bo przecież Renatka, która - poszukując najpierw materiału ilustracyjnego, potem szperając w starych pismach dla znalezienia odpowiedzi na coraz to nowe pojawiające się pytania - jest prawdziwą współautorką tej monografii - bo rozrośnie się do ogromnych rozmiarów i zagmatwa sprawy, zamiast je wyjaśnić. Zaczęło się od trudnego poszukiwania aktu urodzenia Stolarczyka, a teraz doszliśmy do pytań o prawdziwe daty i powody zmiany tytułu starego zakopiańskiego kościoła...

 

<-- Na przystani, półwysep Stylchyn, 3 maja 2017

 

Naturalnie, nasi politycy znów nam dostarczyli wielu powodów do radości, nie całkiem wesołej, i irytacji - jakiejś też bez entuzjazmu. Jak się wydaje, zaczynamy się przyzwyczajać... Gdyby działacze PiS wzięli trochę na wstrzymanie i na miesiąc-dwa przestali się odzywać, może i byśmy całkiem przywykli. Niestety, nie umieją. Jak się wydaje - jest to partia ontologicznie niezdolna do rządzenia, a więc dążąca za wszelką cenę do tego, by rządzenie zastąpić totalnym kierowaniem, opanowaniem wszystkiego i wszystkich. To się oczywiście nie może udać, więc się okropnie irytują i gadają głupoty. Co gorsza, głupio też postępują. Co jeszcze gorsza - prowokują opozycję do reagowania na te głupoty, w efekcie czego na zewnątrz trwa pyskówka, a pod spodem - erozja demokracji. Ciekawi mnie, czy ktoś - jakiś nie uczestniczący w tych połajankach dokumentariusz zapisuje te wszystkie rzeczy, które rząd PiS-u i jego przybudówki zrobili sprzecznie i z prawem, i z dalekosiężnym interesem społecznym od momentu przejęcia władzy. Bo ja chciałbym w przyszłości głosować na taką partię, która powie jak tej bajzel posprząta...

6 maja Platforma zorganizowała manifestację opozycji, której liczebność rządowa policja oceniła na 12 tysięcy, a antyrządowy ratusz na 90 tysięcy. Nieważne, bo w gruncie rzeczy niewiele z niej dla samej opozycji wynikło: marsz, hasła, zaakcentowanie różnic - wszystko to już wiemy. W tym samym czasie Jarosław Kaczyński hen, w Szczecinie zadał PO cztery pytania: czy zlikwidują 500+, czy podwyższą wiek emerytalny, czy zlikwidują IPN i CBA i czy wpuszczą dowolną liczbą imigrantów islamskich. Zauważcie chytrą socjotechnikę: ludzie przecież nie zapamiętają, że to są pytania, w pamięci opuszczą słowo "czy" i zostanie im, że Platforma: zlikwiduje 500+, podwyższy wiek emerytalny, zlikwiduje instytucje, które wg narracji PiS są zbrojnym ramieniem walki z agentami i złodziejami i że otworzy granice dla islamskich terrorystów. A Platforma, zamiast albo odpowiedzieć jednym słowem na każde z nich (1. nie, 2. tak, 3. tak, 4. nie), zdaniami nierozwiniętymi albo nie reagować, mówiąc, że nie będzie zdradzać swojej strategii na 2 i pół roku przed wyborami - najpierw przez parę dni się mota, potem wzywa PiS do debaty programowej, w końcu odpowiada socjotechnicznie fatalnie: 1. nie, ale... 2. to zależy, 3. tak, bo... 4. nie, ale...

 

Manifestacja 6 maja 2017. Gorszy sort, osoby wynajęte, ubecy, agenci, komuniści i złodzieje, ludzie oszalali z nienawiści, zdrajcy narodu...

 

Co najgorsze - znów, jak przez te wszystkie lata kiedy rządziła, a PiS było w opozycji - postępuje w sposób wymuszony przez wrzaski Kaczyńskiego. Debata z PiS-em? Teraz? A po co? Żeby pokazać, że robią źle? Toż to my już wiemy. Zwolennicy dobrej zmiany, dosypującej do koryta, miłośnicy brania elity za mordę i pokazywania gestu Kozakiewicza - albo kija bejsbolowego - wszystkim, którzy myślą inaczej, miłośnicy rekonstrukcji historycznych, wierzących, że ryngrafem na piersi i i mundurem Łupaszki zapewnimy sobie bezpieczeństwo, tym, którzy uważają, że honor Polski polega na krzyczeniu na tych, którzy nam co prawda dają europejską kasę, ale w zamian czegoś wymagają - na przykład europejskich standardów demokracji, ekologii, nie mówiąc już o czystości i higienie - oni wszyscy nie dadzą się przekonać, że Kaczyński i jego ekipa robią źle, nawet gdyby Jezus Chrystus zstąpił z nieba i im to sam oświadczył. Pogoniliby go, jako Żyda... A ci, co się wahają - nie dadzą się przekonać w debacie, tylko w działaniu. Jakim - nie powiem.

 

<-- Debata z przekaźnikiem

 

Debata z PiS-em... Wolne żarty. Czasem - rzadko - słucham takiej mini debaty w ulubionej przez dziennikarzy formie: pyskówka jeden na jeden. Działa to tak, że w studiu zasiada przedstawiciel PiS-u i przedstawiciel nie-PiS-u, pan redaktor zadaje jakieś pytanie, przedstawiciel PiS-u włącza katarynkę i powtarza w kółko, bez przerwy, niemal nie oddychając "przekaz dnia", otrzymany z Nowogrodzkiej. Często nie ma on nic wspólnego z pytaniem, ale przecież nie chodzi o to, żeby odpowiedzieć, tylko żeby dać wyraz temu, że się nie dopuszcza nikogo do wygłoszenia jakiegokolwiek innego przekazu. Gdy przedstawiciel nie-PiS-u z rzadka dochodzi do głosu - przedstawiciel PiS-u bezustannie mu przerywa, powtarzając fragmenty tej samej zdartej płyty. Przedstawiciel Platformy mówi: tak, chcemy utrzymać 500+. Przedstawiciel PiSu: to dlaczego nie powiecie wprost, że chcecie zlikwidować 500+? Przedstawiciel nie-Pis-u szemrze w tle - przecież właśnie mówię, że chcemy utrzymać, a nawet rozszerzyć. Przedstawiciel PiSu- Kłamiecie, chcecie zlikwidować, sami mówiliście, że to niedobry projekt, a teraz kłamiecie, że chcecie utrzymać? Nie, chcecie zlikwidować, naród to wie, a wy go znów chcecie wpędzić z w nędzę, którą zlikwidował rząd PiS. Platforma więc, proszę państwa, zlikwiduje 500+, a potem odbierze wam wszystko, co myśmy wam dali... No i tak to leci - do końca programu, albo do momentu, kiedy wyłączę telewizor. Po cholerę dziennikarze robią taką hucpę, czy to powiększa oglądalność? Nawet zapraszanie pojedynczych przedstawicieli PiS-u skutkuje tym samym, tylko wówczas osobą zagłuszaną jest dziennikarz.

10 maja, jak co miesiąc, prezes podczas miesięcznicy smoleńskiej pokazał wszystkim środkowy palec - także i ofiarom katastrofy, ludziom, którzy tragicznie zginęli. Ci ostatni nie byli już ważni - może i coś o nich mówił, ale media cytowały tylko jego wręcz histeryczną reakcję na garsteczkę osób, która przeciw obchodom protestowała. Było to może kilkadziesiąt osób, które bez pozwolenia, nielegalnie, ustawiły się wzdłuż trasy pochody, miały jakieś hasła i białe róże. Naturalnie, ktoś gwizdał, ktoś krzyczał, podobno doszło do jakichś przepychanek - nie wiem, ja widziałem tylko prowokacyjne zachowania starszych osób z miesięcznicy i nerwowe reakcje policjantów. I prezesa, który wrzeszczał: te białe róże, które oni mają to symbol nienawiści. Nienawiści i głupoty. Strasznej głupoty i strasznej nienawiści...

 

Nikt nie powie, że u nas nie ma swobody demonstracji, nawet policja może sobie demonstrować... -->

 

Białe róże jako symbol nienawiści... Prezes jest jak ten żołnierz, któremu się wszystko kojarzy. Tylko żołnierzowi kojarzyło się z czymś przyjemniejszym... No, doprawdy, ale prezes zrobił opozycji wspaniały prezent: wykreował symbol ruchu oporu. W przyszłym miesiącu opozycja przyjdzie w okolice Krakowskiego Przedmieścia z białymi różami i stanie w milczeniu, bez żadnych haseł. I co? Róż też zabronią? Zamkną wszystkie kwiaciarnie na tydzień przed miesiączką? Ciekawe, że nikt nie zapytał: no i co z tym zamachem, co z wybuchem termobarycznym pana Berczyńskiego, o którym jeszcze miesiąc wcześniej Kaczyński mówił, że to prawie na 100 procent wyjaśnia Smoleńsk? Co z ową "prawdą", która już-już się ukazuje i za chwilę porazi wszystkich inaczej myślących? Nie, to już było nieważne: ważna była garstka przeciwników, wobec których zapowiedziano "skuteczniejsze przeciwdziałanie" (czyli co - pałowanie? prewencyjne zatrzymania? CBA o 6 rano?), a o których prezes powiedział, oni że boją się oni prawdy o Smoleńsku, ale także prawdy o tych latach rządów, które już za nami Bogu dzięki. Stąd ta furia, stąd ta nienawiść - z jednej strony tych, którzy po prostu są wynajęci, a z drugiej - tych, którzy po prostu są oszalali są z nienawiści... Hm... wynajęci... oszalali.. W szkole się mówiło: "każdy sądzi według siebie"... A kto się boi prawdy o Smoleńsku? No cóż, była kiedyś taka zabawa w "łapaj złodzieja"...

Carcale wykończył pan dr Berczyński, przy okazji wykańczając zdaje się koncepcję zamachu smoleńskiego (ale nie mam złudzeń: niejedną jeszcze paranoję przetrzymać przyjdzie robiąc swoje - dziękuję, panie Wojtku, za zawsze stosowne cytaty...), ale zostało jeszcze naszemu wojsku parę starych śmigłowców, które się nie rozsypały. Trzy z nich - wielkie transportowce Mi-8 - znowu ćwiczyły w minionym tygodniu w rejonie lotniska nowotarskiego i pod Tatrami, budząc odruchy sympatii do tych, którzy blokują rozwój wyposażenia polskiej armii. Ale, trzeba przyznać, tym razem nie było ćwiczeń nocnych, więc o tyle dobrze...

Pogrzeb Zdzicha. Wielu kolegów z dawnego Studium Dziennikarskiego zebrało się 9 maja na mszy żałobnej w kościele na warszawskim Placu Narutowicza, żeby pożegnać Zdzicha Pietrasika. I potem długa korespondencja, także do tych, którzy - jak ja - przyjechać nie mogli.  Straszna szkoda, i żadne wspomnienia tego nie odwrócą. Zdzichu idealnie łączył w sobie pełen profesjonalizm z życzliwością dla świata. Mało już takich ludzi. Pisał świetne recenzje filmowe - nie ze wszystkimi opiniami się zgadzałem, ale wszystkie uznawałem za znakomite - ale dla mnie szczególnie ciekawe były jego wypowiedzi na tematy ogólniejsze, kulturalne lub nawet polityczne, choć te ostatnie pisywał rzadko. Nie oglądałem, niestety, programów z jego udziałem w TVP Kultura - ale i tam podobno był świetny. Zdjęcie Zdzicha robił inny nasz kolega, Eugeniusz Pudlis, na ostatnim wydziałowym spotkaniu sprzed kilku lat.

Kiepsko sypiam, zwłaszcza podczas pełni, co dowodzi, że albo jestem już zmęczony tak bardzo, że nic-nie-robienie wybija mnie z rytmu, albo niebawem zmienię się w wilkołaka. A jak już zasnę nad ranem - to mam dziwne sny. Dziś mi się śniło, że miałem być starterem przejazdu starym volkswagenem przez ni to Krupówki, ni to sopocki Monciak i ogłaszać wyniki z balkonu mieszkania, do którego nie mogłem wejść, bo wejście prowadziło przez kościół, gdzie kościelny żądał ode mnie coraz większej opłaty, co mnie wkurzyło i wyskoczyłem z pierwszego piętra na ulicę, a tam, zamiast dać już ten sygnał do startu, zacząłem rozwiązywać problem podziału bryły przez dwuwymiarową płaszczyznę, wyjaśniając komuś, nie wiem komu, że to takie proste jak krojenie kiełbasy cienkim nożem: trzeba ją poćwiartować na trzy nierówne połowy. I z tym się obudziłem. Ktoś wie, jak senniki by zinterpretowały ten sen? Nic dobrego to na pewno nie wróży...