Wszystkie zawarte tu teksty mogą być wykorzystywane jedynie za zgodą właściciela strony!

© Copyright by Maciej Pinkwart

 

 

Nowinki 

 

27 listopada 2014

Długa historia traconego czasu...

 

 

HawkingTo Einstein chyba wymyślił taki patent (w końcu, był z zawodu urzędnikiem biura patentowego...), że aby nie tracić czasu na zastanawianie się nad tym, który garnitur wybrać przy "wyjściu na miasto", kupił sobie sześć jednakowych. Ja skorzystałem z tego pomysłu, rozwiązując go prościej: mam jeden garnitur. Mówię czasem, że jest ślubny, ale to nieprawda: jest zdecydowanie poślubny, bo wybrała mi go jedna z moich, powiedzmy, koleżanek, dawno po wszystkich moich ślubach. Ale i tak miała dobre oko (nawet dwa, oba ładne!), bo daję radę zmieścić się w to urządzenie nawet dziś, po 20 latach. Aczkolwiek robię to rzadko i niechętnie.

Te refleksje na niemiły dla mnie temat upływającego czasu przychodzą mi w związku z lekturą książki Stephena Hawkinga Wszechświat w skorupce orzecha, będącej kolejnym czytanym przeze mnie jego wielkim bestsellerem, po Krótkiej historii czasu i Teorii wszystkiego. Fizyk, astrofizyk i kosmolog, największy znawca tego, czego ludzki umysł nie jest w stanie ogarnąć, mówiący o sobie, że stąpa po śladach Boga, jest największym w całym Kosmosie celebrytą - inwalidą, człowiekiem, który od 40 lat powinien już - według kanonów medycyny - nie żyć, bowiem na skutek ataku stwardnienia zanikowego bocznego jest niemal całkowicie sparaliżowany, a po pW Kolibie, z Maciejem Krupąrzebytej tracheotomii - nie może mówić i porozumiewa się ze światem przy pomocy komputerowego syntezatora mowy. Pamiętam, jak może ćwierć wieku temu czytałem pierwszy artykuł o Hawkingu, w angielskim jeszcze "Newsweeku", gdzie z podziwem pisano, że wypowiedzenie przezeń tą metodą jednego słowa trwa kilka minut, ale cały świat czeka na te z trudem składane słowa, bo one odkrywają nam myśli Boga. Może trochę zbyt górnolotnie, ale istotę rzeczy oddaje.

A dziś otacza nas tyle słów, wypowiadanych zbytecznie, przeważnie dla ukrycia myśli, albo dla zawoalowania dziwnych koncepcji. Z myślami Boga mają tyle wspólnego co góralski fasiąg z pociągiem TGV. Debaty przed drugą turą wyborów - w tym na burmistrzów Zakopanego i Nowego Targu pokazały, jak miałkie są przeważnie wypowiedzi polityków. Zamiast planów - obietnice zmian. W Kolibie, Wacław PolakiewiczZamiast koncepcji - przechwalanie się dokonaniami. Zamiast sojuszników - wspólnicy. Zamiast przeciwników - wrogowie.  Przewodniczący największej partii opozycyjnej bez cienia dowodów twierdzi z - jak sam mówi - najważniejszej trybuny w kraju, że ostatnie wybory - które przecież jeszcze trwają, i nie odbył się ani jeden sądowy proces powyborczy  - zostały sfałszowane. Popełnia przy tym wykroczenie, jeśli nie przestępstwo - pomawiając o złamanie prawa kilkadziesiąt tysięcy ludzi, pracujących w komisjach wyborczych. W tym własnych mężów zaufania. Mówi bez cienia żenady i wahania, że fałszerstwom patronowała Platforma Obywatelska, choć to jego partia, Prawo i Sprawiedliwość, dostała najwięcej głosów. A największe zwycięstwo w stosunku do poprzednich wyborów odniosło PSL. A, szkoda nawet mówić, róbmy swoje, inwektywy polityków zostawiając tam, gdzie ich miejsce - w koszu na śmieci.W Kolibie, dostaję autograf

Niestety, elektroniczny zapis i światowa sieć informatyczna uczyniły nieaktualnym dawne powiedzenie o tym, że dzisiejsze gazety wyścielą jutrzejsze kosze na śmieci - jak Hugh Grant pocieszał załamaną przez dziennikarskie hieny Julię Roberts w filmie Notting Hill.

*

Staram się jednak wychodzić z domu i uciekać od sytuacji typowej dla luteran, w której odpoczynkiem od pracy jest... inna praca. Nie chcę też tłumaczyć się ludziom, że do nicW Kolibie, przemawia Włodzimierz Cichockih nie piszę, bo piszę... Ostatnio jednak udało mi się tylko wyrwać na chwilę, by podjechać do zakopiańskiej "Koliby", gdzie 20 listopada 2014 odbyło się spotkanie autorskie Wacława Polakiewicza na temat jego książki Podhalański Adwent 1914, poświęconej pierwszemu rokowi Wielkiej Wojny. Organizatorem było Towarzystwo Muzeum Tatrzańskiego i jego prezes, Włodzimierz Cichocki oraz oddział nowotarski Polskiego Towarzystwa Historycznego z prezesem Robertem Kowalskim. Spotkanie ciekawe, książka interesująca, autor mówił zajmująco i ze swadą, w "Kolibie" zimno i pustawo - ci co nie przyszli, niech żałują. To na pewno nie był czas stracony.

Za udostępnienie zdjęć z tego spotkania dziękuję ich autorowi, Piotrowi Kycowi.

 

 

 

 

 

Poprzedni zapis

Powrót do strony głównej