Wszystkie zawarte tu teksty mogą być wykorzystywane jedynie za zgodą właściciela strony!

© Copyright by Maciej Pinkwart

 

 

Nowinki 

 

18 października 2014

Martwe liście

Martwe liście

Martwe liściePogoda i nastrój jak w piosence Les Feuilles Mortes Josepha Kosmy do słów Jacquesa Préverta... Śpiewali ją wszyscy "wielcy" francuskiej piosenki, ale ja ze względów sentymentalnych najbardziej lubię jak ją śpiewa Juliette Greco, choć ze względów literackich i językowych warte polecenia jest też wykonanie Yvesa Montanda, z ostatnich jego występów w paryskiej Olimpii. Napisałem to i strasznie mi się zackniło za Paryżem, gdzie nie byłem już ładnych parę lat i gdzie jesienią jest także pięknie, zwłaszcza gdy jest to złota, francuska jesień, no właśnie taka jak w Martwych liściach, więc nie mogę się oprzeć przyjemności pokazania jeszcze jednej interpretacji tego tekstu, dziwacznej trochę, bo Edith Piaf śpiewa w niej po angielsku, ale towarzyszą temu zdjęcia z Paryża. Może nie są specjalnie cudne, no i dość stare - sprzed pierwszej wojny zdaje się - ale co Paryż, to Paryż...

Ostatnio trudno mi zakręt złapać, a przecież powinienem siedzieć przy kompie i pisać, bo terminy - choć odległe - zaczynają mnie gonić. Ale trzeba jakoś to pisanie godzić z pracą kierowcy na trasach lokalnych... Na 12 października 2014 zaprosiła mnie pani Barbara Stefanikowa, niestrudzona propagatorka Heleny Modrzejewskiej i Falanster Modrzejewskiejdawnego zakopiańskiego Towarzystwa Miłośników Teatru imienia HM, działającego niegdyś w sali "Morskie Oko" - do kawiarni imienia Modrzejewskiej, na piętrze hotelu Andrzeja Stocha. Były to 174 urodziny Modrzejewskiej i przedstawiciele kilku organizacji kulturalnych, ludzie związani z Kuźnicami (w tym - dawną Szkołą Pracy Domowej Kobiet) i kilku po prostu ludzi kulturalnych zebrali się, by wznieść toast za paFalanster Modrzejewskiejmięć o Modrzejewskiej i za nadzieję, że kiedyś wróci do Zakopanego słynna sala Morskiego Oka. Ja miałem tam przyjść i wygłosić coś w rodzaju słowa wstępnego, więc przyszedłem i wygłosiłem, zresztą z wielką przyjemnością. Wśród znajomych był Poldek Rajwa, Ewa Fortuna, Czesław Jałowiecki, Marian Matusiak, Marta Wesołowska... Pani Basia Stefanik, jak zawsze wzór elegancji i przedsiębiorczości, to dalej wulkan energii - mimo długiej już tradycji działalności w Zakopanem, nie ustaje w wysiłkach na rzecz propagowania spraw Modrzejewskiej, Zamoyskich (sama jest poznanianką, więc tradycje tej rodziny są jej bliskie z z Zakopanego, i z Wielkopolski) i "Morskiego Oka".

TablicaPrawdę powiedziawszy, to i ja bym chciał dożyć momentu, kiedy znów rozsunie się kurtyna na scenie dawnej sali teatralno-balowej. Zwłaszcza teraz, kiedy gdzieś między straganami z oscypkami mają być sfinalizowane wysiłki na rzecz budowy "sali wielofunkcyjnej". Jakoś tak wolałbym to widzieć przy Krupówkach. Andrzej Stoch zdaje się też o tym poważnie myśli, bo na ścianie "Morskiego Oka" pojawiła się tablica, upamiętniająca dawne tradycje tej sali. Mówiłem też o tym, żeby "Falanster Modrzejewskiej" - jak pani Basia nazywa te zgrupowanie stowarzyszeń - naciskał władze Zakopanego do tego, by na murze Pęksowego Brzyzka umieściły tablicę upamiętniającą Modrzejewską w 175 rocznicę jej urodzin.

Potem poszedłem na koncert do "Atmy" i nie powiem, żebym był zachwycony. Był to ostatni z serii trzechKarol Bula koncertów, upamiętniających urodziny Karola Szymanowskiego. 3 października, w dzień urodzin, koncert zorganizowało Muzeum Narodowe. Nie byłem, nawet nie wiedziałem, że będzie. Potem 5 X był koncert Wojciecha Kubicy w Galerii Orskiego, zorganizowany w ramach Jesiennych Spotkań Muzycznych przez Towarzystwo Muzyczne im. K. Szymanowskiego, no i tydzień później, 12 X - koncert w "Atmie", też w ramach "Spotkań" pod egidą Towarzystwa, ale będący częścią innej imprezy, której organizatorem była katowicka "Silesia". Piszę o tym gdzie indziej.

Nazajutrz, 13 października 2014, byłem zaproszony przez senatora Stanisława Hodorowicza do udziału w V Międzynarodowym Forum Górskim, a konkretnie do wystąpienia w roli eksperta podczas panelu "Kultura i promocja regionu". Odbywało się to w hotelu "Nosalowy Dwór", świetnie zorganizowane, spotkałem sporo znajomych - nie tylko z branży kulturalnej. Zadziwiające, że nie było nikogo z władz Zakopanego - ani aktualnych, ani kandydujących... Spotkanie bardzo rzeczowo i kompetentnie prowadził poseł Andrzej Gut-Mostowy (demonstrujący m.in. bardzo dobrą znajomość języka angielskiego). Na scenie przy dwóch stolikach zasiedli dyskutanci - eksperci: Avelino Marini z włoskiej organizacji WIGWAM, mówiący (jakby po angielsku) o wielkim promocyjnym znaczeniu szlaku turystycznego "Karol", prowadzącego z Rzymu do Wadowic i Krakowa (przyjęta zdawkowymi oklaskami, nie wywołała większego echa), kompozytor Jan Kanty Pawluśkiewicz, nazywany przez przewodniczącego mistrzem, sam skromnie prostujący ów tytuł na "co najwyżej wicemistrza", Michał Żebrowski, aktor, dyrektor warszawskiego Teatru Szóste Piętro, a od 2009 r. regionalny rodak z Brzegów, Anna Wende-Surmiak, dyrektorka Muzeum Tatrzańskiego, Dominika Wachałowicz-Kiersztyn, dyrektorka Muzeum - Orawskiego Parku Etnograficznego w Zubrzycy Górnej. No i jo, przedstawiony jako artysta pisarz, myślałem, że się ze wstydu zapadnę pod ziemię. Przedstawiłem (z czapy) kilka spraw, które zapisane wyglądają tak, jak TUTAJ.

SpektaklA 16 października 2014, było ponoć ostatnie w tym roku przedstawienie mojej sztuki w Teatrze Witkacego. Prosił mnie bardzo Włodek Mirski, który chciał się tam ze mną spotkać - a ponieważ specjalnie przyjeżdżał z końca Polski na ten spektakl, więc nie mogłem tego zlekceważyć. W dodatku też w tej sprawie dzwoniła Kasia Pietrzyk, dla której tę sztukę napisałem i która w niej świetnie gra. I jeszcze szefostwo Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Zakopanem, które zafundowało swoim "studentom" wejście do Teatru. No więc pojechałem. Rzeczywiście ludzi było mnóstwo, publiczność doskonale reagująca, Kasia grająca wspaniale. Ale jakoś z Włodkiem pogadałem dość krótko - tylko podpisałem mu dedykację na... wydruku moich "Krzyży Południa", który sobie zrobił, a o sztuce tyle co nic. Zresztą zaraz on i Kasia zostali porwani przez studentki Uniwersytetu, a ja pojechałem do domu, męczyć się z następnymi sprawami.

W piątek szkoła, potem sprawy domowe, dziś uzupełniam zaległości, no i wracam do swoich baranów... Na szczęście, pogoda nie odciąga od pracy, choć jednak przygnębia.

 

Poprzedni zapis

Powrót do strony głównej