TUTAJ Nowinki archiwalne, ładny oksymoron, co?
6-12-2006
Wczoraj
dotarła do mnie wiadomość, że w sobotę, 2 grudnia 2006, umarł Henryk Jost.
To był dobry człowiek o wielkiej wiedzy, ostatni świadek historii
Zakopanego z dawnych czasów, jedyny, do którego można było pójść z
pytaniem kto był kim i gdzie było to czy owo. Urodzony w 1921 r., był
współuczestniczącym świadkiem ostatnich lat międzywojennych, obserwatorem
życia Zakopanego w czasie okupacji niemieckiej, aktywnym członkiem ruchu
oporu - z tej "prawdziwej" AK, ze słynnego zakopiańskiego plutonu "Żuraw",
historykiem techniki i historykiem Zakopanego. Znaliśmy się dobrze, długo
i blisko, mimo różnicy wieku łączyło nas ogromnie dużo. Bywaliśmy u
Państwa Jostów - gdy mieszkaliśmy w Zakopanem na Orkana, dosłownie o kilka
kroków od nich, bardzo często. I po wiedzę, i po radę, i po prostu - by
pobyć chwilę w kulturalnym i ciekawym towarzystwie. Kiedyś spędziliśmy u
nich Sylwestra - szczerze zafascynowani niezwykle miłą i sympatyczną
rodzinną atmosferą jaka tam, w willi "Hanka", panowała. Pan Henryk, odkąd
go pamiętam, chorował, cierpiał na liczne dolegliwości, słabo chodził. Ale
bywał często na koncertach w Atmie, był członkiem Towarzystwa Muzycznego
im. Szymanowskiego, miał wielką płytotekę i doskonałą w swoim czasie
aparaturę. To od niego pożyczałem nagrania Academy Saint Martin in The
Fields z Marrinerem, w czasach, gdy w Polsce był to rarytas ogromny. Jemu
zawdzięczam znaczną część swojej wiedzy o Zakopanem. Dedykowaliśmy mu (i
Paryskim) z Lidką nasz Przewodnik Historyczny. Był moim nauczycielem. Ale
darzył nas także swoją przyjaźnią, pamiętam go z imienin domowych i z
chrzcin Asi, z wielu plotek na tematy zakopiańskie i z dysput o książkach
i artykułach. Trudno wszystko zliczyć, bo to była bliska znajomość przez
prawie 20 lat...
Od wyprowadzenia się do Nowego Targu nie widywaliśmy się. Kiedyś spotkałem jego córkę, Marylkę, umawialiśmy się na spotkanie w willi "Hanka". Nie poszedłem, zajęty pisaniem "Paryża". Paryż, psiakrew, mógł poczekać.
Wyżej publikuję tekst sprzed 10 lat, który wygłaszałem jako laudację przed przyznaniem Henrykowi Jostowi członkostwa honorowego Towarzystwa Muzeum Tatrzańskiego.