|
|
TUTAJ Nowinki archiwalne, ładny oksymoron, co? 28.04.2004. Wczoraj prowadziłem dwa koncerty zespołu Lubowiczów - przed południem w Tatrzańskim Ośrodku Swojszczyzny, dla młodzieży "szóstki" i Gimnazjum 2, wieczorem w POSA. Wspaniała muzyka, duża frajda, no i mnóstwo jazzu. Podziwiam ich ogromnie, ale i mam refleksje nie najweselsze: pamiętam przecież jak się te wszystkie dzieciaki Lubowiczów rodziły, rosły, uczyły w naszej szkole, jak wyglądały ich pierwsze występy. A dziś - Kuba - pianista, już pan magister, Dawid kończy niebawem skrzypce u Kulki, Nika - rówieśniczka Asi - na pierwszym roku Akademii w Katowicach, a śpiewa coraz lepiej. Tyle czasu minęło... I druga refleksja - jak wspaniale się prezentują jako rodzina! Pamiętam, że na prośbę Staszka wszyscy zjechali, żeby zagrać na mojej Gali Poezji, jak tylko jest okazja - występują jako rodzina, złączona i miłością i zawodem... A jak było miło, kiedy Nika, występująca w duecie ze Staszkiem, czego zapomniałem zapowiedzieć, po piosence powiedziała: Ten utwór miałam zaszczyt zaśpiewać z moim Tatą, Stasiem... Smutno mi się zrobiło... Ale cóż - taka karma... |