Opinie

Tygodnik Podhalański, 12 marca 2015

 

Tutaj skan artykułu

Inne komentarze w Tygodniku Podhalańskim (2015)

Maciej Pinkwart

Twarze Earl Greya

 

Książka o sado-masochistycznych uciechach biznesmena ze studentką nie zrobiła na Podhalu specjalnego wrażenia, bo pod naszą szerokością geograficzną znęcanie się nad kimś jest uznawane za wyraz gorących uczuć: jak bije, znaczy że kocha. Dowodem na to są dzieje ratyfikacji konwencji przeciw przemocy, czy uznawanie przez zakopiańskich radnych, że gminny program przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie jest komunistyczną ingerencją w życie podstawowej komórki społecznej, która już wcześniej była ratyfikowana przez proboszcza lub wikarego, wystawiającego licencję na rodzinne, z przeproszeniem, stosunki. Jak chłop baby nie bije, to w niej wątroba gnije – powiadają bacowie, juhasi, członkowie PSL oraz samorządowcy lokalni. Licencję na bijanie mają tu wszyscy mężowie, kawalerowie, furmani i właściciele psów. O kotach i innych mniejszych wagowo stworzeniach ani wspominać nie warto – dla tutejszego człowieka liczy się tylko ich futerko na korzonki i smalec na krzypotę.

Film jak film. Pytał mnie uczeń z gimnazjum, czy warto iść. Pomyślałem, że go i tak nie wpuszczą, bo u nas jest takie prawo, że pewne sprawy można robić od piętnastego roku życia, ale oglądać od osiemnastego. Co dowodzi, że znana scena z „Konopielki”, gdy para kocha się przy świetle i uznane to jest za wyjątkowe zboczenie – ma podstawy nie tylko obyczajowe, ale i prawne. Książka znudziła mnie szalenie już po szóstym opisanym szczytowaniu, które zapewne w dolinach robi większe wrażenie niż w górach. Może dlatego, że jakoś tak wziąłem sobie do serca pełne romantycznych uniesień westchnienie z „Gwiezdnych wojen”: Niech moc będzie z tobą! No, nie mam nic przeciwko temu.

Tematyka uczuciowa jest niezawodnym symptomem zbliżającej się wiosny, która lada miesiąc zawita i w nasze strony. Podobno pierwszy bocian przyleciał już na Podlasie, ale mówili przez radio, że przez dwa dni się wcale nie ruszał, taki był zmęczony. Cóż,  wybieranie tamtej okolicy jako miejsca pierwszego kontaktu z krajem rodzinnym jest ryzykowne i niewykluczone, że bociek po prostu przymarzł do Podlasia i czeka na bocianową, żeby pomogła mu się unieść. Jak wiadomo, pierwszy bocian wiosny nie czyni. Pierwszego bociana w tym sezonie widziałem w Karnaku, na jednej z kolumn. Siedzi tam od 3500 lat i ciągle jest tam lato.

Myślę, że ów twarzowy bestseller w następnych częściach cyklu prezentować będzie pięćdziesiąt innych części ciała tajemniczego biznesmena, co skłoni producentów do wprowadzenia na rynek ciekawych gadżetów, bo jak dotąd kajdanki i jedwabne sznury do przywiązywania się nie przyjęły. Być może kastety, noże, sierpy oraz młoty tutejszym harnasiom przydadzą się bardziej.

Więc sięgnijcie po Greya! Po ziółko Lorda Charlesa, drugiego earla Grey, zawierające mieszankę indyjsko-cejlońską z bergamotką i płateczkami bławatka… I cieszmy się tym, że jeszcze nie nastąpił ten przykry moment, o którym śpiewali kiedyś Starsi Panowie Dwaj:

I po co, po co, po co nam żyć,

kiedy nie będzie nam wolno już pić

herbatki

 

 

Poprzedni felieton