Gazeta Krakowska

Maciej Pinkwart

Milioner z ulicy. Nowotarskiej.

 Tutaj skan artykułu

 

Kiedy w Nowy Rok na zakopiańskich Krupówkach życzyliśmy sobie „zdrowia, zdrowia i jeszcze raz… pieniędzy”, nie wiedzieliśmy, że życzenie to, tak stosowne pod Giewontem, już niebawem się spełni. Oczywiście, jak zawsze spełniło się dla kogoś innego, ale w sumie to przecież nieważne: jak ktoś się bogaci, bogacimy się wszyscy – i to powtarzają sobie wszyscy ci, których zaskoczył projekt arbitralnego przeniesienia części ich składek emerytalnych z prywatnych OFE do państwowego ZUS. Nie należy się tym przejmować. Trzeba sobie powiedzieć: „Państwo to ja” i pracować więcej oraz taniej. Byle tylko starczyło na kupon totolotka.

Bo gdy kilka dni temu przy ulicy Nowotarskiej w Zakopanem automat skreślił na chybił trafił sześć odpowiednich liczb, powiększając konto gracza o prawie 6 milionów złotych (zapewne, minus podatek i składkę na ZUS…) – poza myślą: dlaczego to nie ja?, naszła nas refleksja, że w sumie to nic dziwnego, jako że miasteczko pod Giewontem od lat obfituje w milionerów, a niektórzy z jego mieszkańców są notowani na liście najbogatszych. Jeszcze nie w miesięczniku „Forbes”, ale już w tygodniku „Wprost”. Argumentem za stałym powiększaniem listy zakopiańskich milionerów jest także i to, że tutejsze ceny od lat wyprzedzają średnią krajową i kształtowane są tak, jakby wygrana w totku przy Nowotarskiej była co tydzień udziałem wszystkich - i mieszkańców, i turystów. Mimo tego przyjezdnych jest co roku więcej, choć instytucje podległe ministrowi infrastruktury, czyli zarówno drogowcy, jak i kolejarze robią wszystko, by ludzi do przyjazdów zniechęcić.

W tym kontekście nikogo nie zdziwiła informacja, że umierające na wszystkie choroby świata PKP znalazły sobie lekarstwo i chcą sprzedać w ręce prywatne jedyną dochodową część swego majątku – Polskie Koleje Linowe, a uzyskanymi w ten sposób pieniędzmi załatać dziurę w swoim budżecie, dzięki czemu dyrektorom wszystkich spółek kolejowych można będzie wypłacić premie za dobrą robotę. Mówi się, że kupią je Austriacy by uczynić z nich element koncernu, obejmującego także Tatry Słowackie. To świetny i budujący pomysł i podobno gospodarze z Gubałówki już opanowują rozmaite dialekty tyrolskie, by móc elegancko tłumaczyć nowym właścicielom, dlaczego nie zgadzają się na to, by po ich śniegu jeździli obcy narciarze. Słowo „nein” opanowali już do perfekcji.

Nie wydaje się oparta na faktach pogłoska, że nowa spółka, która wykupi PKL nazywa się Autriche Bahn Co., w skrócie ABC.

 

Nowy Targ-Kraków, 11-01-2011