Maciej Pinkwart
Wujek Leon
Jestem prawie pewien, że przynajmniej część z Państwa
scrolluje teraz własną lub komputerową pamięć, usiłując odgadnąć, jakiego
wujka mam tu na myśli i po wuj go w tytule felietonu przywołuję. Nie
zgadniecie. To jeden z bohaterów genialnego tekstu Obiad rodzinny
Wojciecha Młynarskiego, który mistrz napisał do Menueta Luigiego
Boccheriniego. To ten wujek, który z punktu ku kuzynkom czterem z odpowiednim
zmierza żartem czy duserem… Przed wielu laty na lekcjach literatury w
zakopiańskiej Szkole Artystycznej przedstawiałem ten tekst – na papierze i w
wykonaniu autora – jako przykład umiejętności zestawienia słów i muzyki, starej
i nie najprostszej. Po pewnym czasie zauważyłem, że analiza wiersza zmienia się
w wykład oparty na słowniku wyrazów obcych i przestarzałych i dałem se
spokój: kto dziś, nawet wśród dorosłych, rozumie, co to znaczy z punktu i
wie, co to są dusery, nie mówiąc już o tym, że ukazywanie dramatycznego
momentu, w którym dziadziowi order wpadł w ordewry wymagało nie tylko
tłumaczenia francuskiego określenia hors d’oeuvres, ale w ogóle
opowiadania o menu, z czasów, kiedy jeszcze przed obiadem obowiązkowo podawano
przystawki, a nie Kawę na Ławę czy Puchar Świata w Skokach. I
dlaczego polskie przystawki, których nikt już tak nie nazywa, po francusku
oznaczają coś, co podaje się hors d’oeuvres czyli poza dziełem
(dziełem jest zupa i danie główne), po grecku mezedes, co wywodzi się z
tureckiego słowa, określającego smak, co zresztą zachowało się w
podawanych pieskom smaczkach, a co po słowacku brzmi najlogiczniej:
predjedla.
Wujek, a dokładniej wuj przy obiedzie rodzinnym, a zwłaszcza przy obiedzie
weselnym to dziś symbol obciachu, gościu, który lekko lub mocno podpity opowiada
czerstwe żarty, dziś nazywane sucharami, a kiedyś – kawałami z brodą
i co chwilę usiłuje być nie tylko dowcipny, ale i sympatyczny, obdarzając damy
siedzące przy stole niewyszukanymi komplementami. Czyli właśnie duserami.
Dziś mówienie komplementów jest zabronione, albo przynajmniej uchodzi za
niegrzeczność, bo podkreśla zróżnicowany stosunek do płci pięknej. Ups…
Powiedziałem: płeć piękna? Sorry, nie powinienem był. Czasu zaprzeszłego też nie
powinienem był używać, bo przesadna poprawność językowa to też obciach, a nawet
klasowe przeciwstawianie się językowi elektoratu. Ruch Me Too dostrzega we
wszystkich przejawach sympatii do kobiet kontekst seksualny, a w kontekście
kontekstu – agresję jaskiniowca, który co prawda rzuca przed jaskiniówką wątrobę
mamuta, ale tylko po to, żeby odwróciwszy jej uwagę za chwilę pociągnąć ją w
krzaki. Ruch Me Too jakoś nie
wypowiada się w sprawie komplementów, wygłaszanych wobec mężczyzn przez kobiety.
Albo przez innych mężczyzn.
Oczywiście, to za sprawą potencjalnej (uwaga: słowo użyte nieprzypadkowo!)
męskiej agresji seksualnej seks jest głównym towarem eksponowanym w reklamach –
piękna pani z biustem na wierzchu reklamuje kolczyki lub zegarki, a inna,
polecając klientom zapewne nie własnym, tylko salonu samochodowego nowy
egzemplarz pojazdu, wysiadając zeń, ubrana w długą, ale rozciętą po biodra
suknię, starannie ją poprawia, eksponując przy okazji bieliznę, której nie
reklamuje, ale która wydaje się być niezbędna przy reklamie samochodu. Ale
zapewne żadna kobieta nie robi tego z własnej woli – to ci wredni i zboczeni
mężczyźni zmuszają ją do tego, by zachowywała się jak hokeista Podhala Nowy
Targ, dla którego ważne jest nie jeżdżenie na łyżwach i strzelanie goli, tylko
gra ciałem. Nawet wkładanie kapsułki do zmywarki może być w reklamach tzw. inną
czynnością seksualną, jeśli zabiorą się do tego perfidni mężczyźni, zmuszając do
tego za pieniądze biedne kobiety.
Przepuszczanie w drzwiach, pomoc przy noszeniu zakupów, chwalenie ładnej
sukienki – tego robić nie wolno, bo to upokarza kobietę jako niby słabą płeć, a
po drugie – pokazuje, że mężczyzna zwraca uwagę na jej ciało i drugorzędne cechy
płciowe, a nie na rozum, inteligencję, kompetencje i ogólnie przydatność
społeczną. Pochwalił jej sukienkę – znaczy, chce z niej tę sukienkę zdjąć.
Oczywiście, zdejmowanie z kogoś sukienki jest czynem wołającym o pomstę do
nieba, przecież nie po to się ją zakłada, żeby dawać ją z siebie zdjąć.
A przedłużone, lub tylko ładnie pociągnięte maskarą rzęsy, gustowna szminka,
zadbane dłonie z pięknymi kolorowymi paznokciami, szpilki na zgrabnych nogach,
zakładane i do obcisłych dżinsów, i do kostiumu kąpielowego – to wszystko nie ma
nic wspólnego z eksponowaniem urody i seksowności, tylko podkreśla rozum,
inteligencję, kompetencje i ogólnie przydatność społeczną. Podobnie jak
prezentowanie się w teatrze czy filharmonii w sukni na ramiączkach lub
marynarce, nałożonej na nagie ciało czy występy sceniczne prezenterek piosenek,
ubranych w skromne – co do rozmiarów – elementy bielizny i ewentualnie w grę
świateł z reflektorów – to nie epatowanie seksem, tylko podkreślanie swego
zaangażowania w kwestie kultury, sztuki i walkę z seksualnym poniżaniem kobiet.
Czy, ewentualnie, mężczyzn. Uwaga! Co do mnie – nie mam nic przeciwko takim
ekspozycjom, przeciwnie: uważam, że atrybuty płci pięknej – jeśli tylko
rzeczywiście jest lub próbuje być piękna – są po to, żeby je eksponować, żebyśmy
wspólnie mogli/mogły cieszyć się nimi i ewentualnie podziwiać, a nie koniecznie
uprzedmiotowić i używać. Piękne drzewa, pachnące kwiaty, wysokie góry i
malownicze rzeki też mogą być tylko podziwiane, a nie koniecznie przerabiane na
deski, bukiety, podłoże narciarskie czy napęd elektrowni.
Tylko chwilami się zastanawiam, dlaczego na takie elementy stroju czy zachowania
akurat ja zwracam uwagę i czasami sobie przypominam o tym, że ewolucja sprawiła,
iż nasze zainteresowanie płcią przeciwną (wasze też…) wynika z tego, że coś w
wyglądzie lub zachowaniu tej płci zwróciło naszą uwagę i skłoniło do refleksji,
że jeśli nam się to podoba, to, być może, będzie fajnie jakoś się zaprzyjaźnić.
Albo po prostu uznać taką osobę za ozdobę naszego świata i cieszyć się tym, że
nas to cieszy.
Ja to oczywiście jeszcze pamiętam z czasów, kiedy po pierwsze powiedzenie nawet
nieznajomej osobie komplementu nie groziło dostaniem po pysku bądź wezwaniem
policji albo Kai Godek, a po drugie odwracanie się za ładnymi paniami nie
groziło uświadomieniem sobie, że się mieszka w Nowym Targu, że takie odwracanie
się grozi hexenschussem, i że się jeszcze pamięta, po co podejmuje się takie
ryzykowne działanie.
A stwierdzenie: ładnie wyglądasz, choć oczywiście gdzieś w dalekiej, a
może lepiej – odległej perspektywie ma ewolucyjne echa dbałości o przedłużenie i
poprawę gatunku, to jednak ma przede wszystkim znaczenie estetyczne: czy to
moja, psiakrew, wina, że mi się podoba to co ładne, a nie to co brzydkie, byle
jakie, niezadbane i wyzywająco okropne?
Oczywiście, sam doświadczam i tego, że takie stwierdzenie jest elegancką
metaforą, używaną przy stopniowaniu przymiotnika stary:
Stary – starszy – ładnie wyglądasz.
Wiem, że to suchar. Ale jak kiedyś powiem pani, że pani ładnie wygląda, to
proszę rozumieć to dosłownie, że pani mi się podoba. Z czego nic nie wynika,
przynajmniej już teraz. Wujek Leon prawił te dusery nie w nadziei na to, że będą
to ordewry przed głównym, że się tak wyrażę, daniem, tylko dlatego, że
mówienie komplementów należało do dobrego tonu, tak jak ustępowanie miejsca w
drzwiach, zdejmowanie kapelusza w windzie, czy wręczanie kwiatów przy
jakiejkolwiek okazji lub bez.
A kwiaty w kwietniu kwitną i dzieje się to nie bez powodu. Natura wie co robi.