Maciej Pinkwart
Safe
Our Souls
Dziś podstawowym nominałem różnych walut są miliardy – złotych, euro, dolarów...
Dla mnie to oczywiście kompletna abstrakcja, a tę lubię tylko w sztuce, i to nie
każdej. Największym nominałem w walucie amerykańskiej, jaki kiedykolwiek miałem
w portfelu był gustowny portrecik prezydenta Abrahama Lincolna na banknocie
5-dolarowym. U Raymonda Chandlera czytałem, że detektyw Philip Marlowe
dysponował kiedyś portretem prezydenta Jamesa Madisona o nominale 5000 $, ale
traktował go jak talizman, a może nawet fetysz. Teraz należy się spodziewać, że
w portfelach kilkuset osób i w sejfach kilku banków światowych pojawią się
banknoty z portretem Donalda Trumpa o nominale 1 000 000 000 $. Dodatkową
atrakcją takich zabawek będzie zapis tej kwoty słownie: po amerykańsku
(Pomarańczowiec zabroni nazywać języka, którym się posługuje językiem angielskim
– i słusznie, bo z angielskim będzie on miał wspólne tylko kilka słów) miliard
to billion. Fajnie brzmi.
Już dziś kilka światowych potencji zapłaciło Trumpowi po jednym trumpie za
frajdę bycia, z przeproszeniem, członkami Rady Pokoju, której dożywotni i
dziedziczny przewodniczący jako pierwsze działanie wywołał wojnę z Iranem.
Przewodniczący Rady Pokoju zapowiedział, że po całkowitym zniszczeniu Iranu
zamierza wywołać wojnę z Kubą, a potem pewnie z Hiszpanią. Następne w kolejce są
Meksyk i Kanada, ale to dopiero po wspólnym amerykańskim Mundialu, który wygrają
Stany Zjednoczone; odpowiedni protokół już leży na biurku prezesa FIFY Gianniego
Infantino. Rada Pokoju została powołana w celu odbudowy strefy Gazy, ale razie
nie ma jak się za to zabrać, bo Izrael, zajęty teraz zabijaniem Irańczyków i
Libańczyków nie zdążył na razie oczyścić placów budowy w strefie Gazy i jeszcze
żyje tam trochę Palestyńczyków. A poza tym Pan Pomarańczowy w przerwach między
zabijaniem ajatollahów oraz irańskich dziewczynek w szkole w Minabie i rzyganiem
na tych, co nie uważają go za największego męża stanu w historii ludzkości
zajmuje się podziwianiem wiertarek i zasłon w budowanej przez siebie sali
balowej w Białym Domu, najwspanialszej na całym świecie. Jest także zajęty
oglądaniem samego siebie na Tik-Toku, jak przebiera się za papieża, robi kupę na
przeciwników politycznych, gra w hokeja w garniturze i wali w mordę innych
hokeistów. Niektórzy nazywają go prezydentem największego mocarstwa na świecie,
który obok lekarstwa na nadciśnienie i puchlinę wodną trzyma walizkę z guzikiem
atomowym.
Co do tych miliardów/bilionów zielonych, to na moją wyobraźnię podziałała
ostatnio informacja o zakończeniu budowy GEM, czyli Wielkiego Muzeum Egipskiego.
Budowa kosztowała, w zależności od szacunków – 1-1,2 mld $. I Egipcjanom, i mnie
do niedawna wydawało się to kwotą astronomiczną, iście faraońską. Teraz już tak
nie myślę. Miliardy, a nawet biliony mi się strasznie ostatnio zdewaluowały,
zwłaszcza że od pewnego czasu nasi przedstawiciele tak Hutu, jak i Tutsi ostrzą
sobie maczety na kamieniu osełkowym, wartym 185 miliardów złotych lub 44
miliardy €. Co do euro, to miałem kiedyś w portfelu trzy banknoty po stówce, ale
nic mi z tego nie przyszło poza kłopotami, bo kraj, w którym chciałem to wydać
był w zasadzie cywilizowany, i to od kilku tysięcy lat i wszędzie dało się
płacić kartą. Prawie wszędzie: w toalecie się nie dało, a ze stówki
pisuardessa nie miała wydać. W końcu, skorzystałem na kredyt obiecując, że
następnym razem użyję za podwójną stawkę. Obietnica była taka więcej polityczna,
bo jej nie zrealizuję tak jak Tusk stu konkretów. Nigdy tam nie wrócę, a jeśli
nawet, to nie zauważę, bo nie mam bladego pojęcia, gdzie to było: toaleta stała
koło jakichś zrujnowanych zabytków. I toalety, i ruiny są szalenie do siebie
podobne (znaczy – toalety do toalet, a ruiny do siebie i do mnie), a nazwy ruin
nie zapamiętałem. Toaleta była marki Ideal Standard, co zapamiętałem, bo
jeśli coś jest zarazem standardowe i idealne, to musi to być toaleta dla
człowieka w potrzebie.
Te miliardy teraz latają po całym polskim eterze, jak pociski do haubic, których
nie mamy w nadmiarze (i haubic, i pocisków), a podobno moglibyśmy mieć za to, co
nam Unia niedrogo pożyczy, a my zainwestujemy i już za jakieś 10-15 lat będziemy
mieli wyprodukowane w polskich zakładach zbrojeniowych, które najpierw
zbudujemy, wyposażymy i poświęcimy. W międzyczasie rząd zmieni się ze trzy razy,
a ministrem wojny zostanie boski Antoni lub konfederata monarchii polskiej Roman
Fritz, a pożyczkę – tanią – będą spłacać jeszcze wnuki Jarosława Kaczyńskiego i
jego kota.
Pan z Pałacu Namiestnikowskiego, nie chcąc narazić się
swoim mocodawcom (przyjmijmy roboczo, że na razie chodzi o PiS), którzy nie
zgadzają się na pożyczkę, jaką załatwił Tusk – musi ustawę o wdrożeniu Sejfu
zawetować. Ale pan Namiestnik (przyjmijmy na razie roboczo, że namiestnik
prezesa PiS) jest też jakoby zwierzchnikiem sił zbrojnych, więc nie chce wyjść
na dudka, który żołnierzom skąpi, przeto wezwał na odprawę niezależnego prezesa
niezależnego banku centralnego i razem wymyślili, że zamiast brać tanią pożyczkę
z tej parszywej Unii, która być może zacznie znów kontrolować, czy rząd
praworządnie wydaje te miliardy, nie przelewając niczego na konto jakiegoś
egzorcysty czy chowając w remizie strażackiej – weźmie te pieniądze z banku bez
żadnych procentów i zobowiązań. Prezes banku przyniesie je w teczce, rzuci komu
trzeba na stół i haubice posypią się jak części strąconego z nieba drona. A
prezydent zyska doskonały kamuflaż dla kolejnego vetum separatum.
185 miliardów złotych w banknotach 100 złotowych waży 1850 ton, w 200 złotowych
– 925 ton, w 500-złotowych (widziałem kiedyś dwa takie banknoty, zaglądając
przez ramię rencistce, która stojąc przede mną w kolejce na poczcie płaciła za
czynsz!) – tylko 370 ton. Te pięćsetki prezes Glapiński musiałby przewieźć mniej
więcej 18-ma tirami. Natomiast, gdyby Donalda Tuska unioniści obsypali eurosami,
to musiałby dźwignąć od 80 ton (w nominałach 500 €) do 800 ton w banknotach
50-eurowych. Załóżmy, że wyrwalibyśmy z Brukseli banknoty 500-eurowe. Tu
wystarczyłyby 3-4 Tiry. No to kto jest bardziej szczodry? Każdy przecież
przyzna, że 18 Tirów to więcej niż cztery Tiry? Oczywiście, żartuję. Dziś
pieniądze się przelewa jednym kliknięciem, z potwierdzeniem transakcji na
telefonie, jeśli akurat jest zasięg. Ciężarówki wożą tylko pelet do GS-ów. Jeśli
akurat rzucą.
Duetowi bankowo-pałacowemu zarzuca się, że obiecują gruszki na wierzbie i NBP
nie ma wcale pieniędzy na zbyciu, a już na pewno nie 185 miliardów złotych –
zwłaszcza że dochody, które bank jest obowiązany przekazywać do budżetu, prezes
Glapiński ostatnio miał za rządów PiS-u, więc Morawieckiemu dosypywał sałaty, a
gdy do władzy doszedł Tusk, stracił impet i z roku na rok miał nawet
kilkadziesiąt miliardów straty. Więc skąd ma mieć te pieniądze na antyunijny
sejf?
No, po prostu: z sejfu. W sejfach banku centralnego jest od cholery sztabek
złota. Glapiński wypuści je na rynek i sprzeda. Złoto, którego jest mało, stoi
teraz wysoko. Jak NBP swoje złoto sprzeda, to na rynku będzie go więcej, więc
zgodnie z prawami ekonomii, cena spadnie. I wtedy prezes Glapiński swoje złoto
odkupi. I tak i złoto zachowa, i zarobi 185 miliardów. Dlaczego akurat 185? A
płaskowyż go wie! W każdym razie operacja drogo sprzedam – tanio odkupię
nie będzie banku kosztowała nic, może poza transportem tego towaru. Proste.
Czego tu profesor Balcerowicz nie rozumie? Czy nowymi konsultantami panów
bankowo-pałacowych zostali panowie Bagsik i Gąsiorowski z oscylatora Art-B? Do
takich supertajnych informacji dostęp ma tylko profesor Sławomir Cenckiewicz. I
pewno tylko on wie, czy kontrahentem na to złoto nie jest przypadkiem wcześniej
umówiony Władymir Władymirowicz, który złoto kupi, ale już potem nie odsprzeda i
prezes Glapiński zostanie z pustym sejfem jak Himilsbach z angielskim.
Polski rząd udaje, że jest makiawelicznie sprytaśny i zamiast dać się
ograć tandemowi bankowo-prezydenckiemu, sam go chce wyrolować mówiąc – macie
zbędną kaskę i chcecie ją dać na wojsko? Proszę uprzejmie, miliardów ci u
nas dostatek, ale i te przyjmiemy. Nic z tego rzecz jasna nie będzie, ale przez
chwilę wyobraźnię pana Kosiniaka mile łechce to, że będzie miał na parkingu
dwadzieścia parę tirów pieniędzy w wysokich nominałach. Ile to haubic, ile
czołgów, ile Krabów, Rosomaków, Borsuków, Raków, Langust, Homarów, dronów i
innych proc laserowych, na których tle można się fajnie sfotografować…
Czy to nam zapewni bezpieczeństwo? Jasne, że nie. W wielu krajach policja ma
więcej broni niż przestępcy (może u nas nie…), a przestępczość kwitnie. Jeśli
zaatakują nas źli ludzie, to pierwsze co zrobią, to rozpirzą nasze rakiety,
czołgi, Kraby i całe to Zoo. I to nie ruszając się z domu, po prostu
przyciskając guzik. A my, żeby przycisnąć nasz guzik – jeśli broń nie będzie
całkiem polska, a nie będzie – będziemy musieli zatelefonować do pana Trumpa,
czy pozwoli jej użyć wobec jego kumpla od czerwonego dywanu. I jak myślicie,
pozwoli? A czy do tych zabawek, które minister Błaszczak kupił za wony w Seulu,
to dali guzik i czy trzeba będzie telefonować o zgodę po koreańsku? A propos –
może załatwimy sobie trzeci sejf? 185 miliardów złotych to 75 bilionów wonów…
Byłoby co liczyć.
Żarty na bok. 185 miliardów złotych razy dwa to 370 miliardów złotych, czyli
ponad sto miliardów dolarów. Czyli jakieś 740 nowoczesnych szpitali powiatowych
z pełnym wyposażeniem. Ale w Polsce mamy tylko 380 powiatów. I 170 tysięcy
lekarzy. Te szpitale, które można by wybudować i wyposażyć za pieniądze z sejfu
stałyby puste, jak szpitale covidowe za ministra Niedzielskiego. A ludzie i tak
by chorowali, bo szpital może wyleczyć chorobę, ale nie człowieka. I to tylko
wtedy, jeśli pan doktor akurat wpadnie na chwilę do państwowej roboty. Za
pojedynczy sejf można by wybudować jakieś 2000 supernowoczesnych szkół średnich.
Albo około 100 uniwersytetów. Tylko po cholerę nam tylu wykształciuchów? Jeszcze
by głosowali na nie tego, co powinni…
Albo, jak byśmy odkryli na Pustyni Błędowskiej ze trzy-cztery piramidy (zresztą,
możemy sobie zbudować, a co, stać by nas było), to za tę kaskę moglibyśmy
wybudować ze sto dwadzieścia Wielkich Muzeów Egipskich. Tyle że skarb
Tutenchamona jest tylko jeden i to nie u nas, a tyle muzeów wielkich przegranych
powstań polskich oraz żołnierzy wyklętych i tak nie obsłużyłyby wszystkie
wycieczki szkolne i parafialne.
Może więc z programu SAFE, ktokolwiek go będzie załatwiał, lepiej byłoby
wybudować tysiąc bazylik wielkości Lichenia, w których z pożytkiem dla
wszystkich moglibyśmy się modlić o pokój. Pomogłoby tak samo jak program
zbrojeń, a byłoby ciszej i lepiej dla ekologii, no i moglibyśmy z powodzeniem
realizować program ratowania naszych dusz. A za pozostałe drobne moglibyśmy
wybudować 10 300 parafialnych strzelnic sportowych, w których za niewielką
opłatą Grzegorz Braun, Przemysław Czarnek, dr Władysław Kosiniak-Kamysz i inni
patrioci szkolili by nas w strzelaniu do tarcz z wizerunkami osób innego
wyznania, innego koloru, innej orientacji, głosujących na tych drugich lub
kibicujących innej drużynie piłkarskiej. Tarcze wygeneruje polska sztuczna
ćwierćinteligencja.