Maciej Pinkwart
Łyso, ale w ostrogach
Jako człowiek z dobrym, choć regulowanym farmakologicznie ciśnieniem z obawą
zawsze oglądam nadymających się godnościowo aktywistów prawicy, którzy z pasją
odmieniają przez wszystkie przypadki słowo „Polska”, powiewając biało czerwonymi
sztandarami i transparentami, na których Bóg, Honor i Ojczyzna walczą o lepsze
ze Zdrajcami, Niemcami i Tuskami. Stanowczo nie chciałbym oglądać na żywo ataku
apopleksji i trafiającego kogoś na wizji szlagu – mam swoje lata i swoje obawy.
Nadęcia te trwają przynajmniej już trzydzieści lat z okładem – bo już w 1993 r.
tzw. Gorycho wrzeszczał w Sejmie, że Nie jest ważne czy w Polsce
będzie kapitalizm, wolność słowa, czy w Polsce będzie dobrobyt. Najważniejsze,
żeby Polska była katolicka. No i słowa te okazały się prorocze: Polska jest
katolicka. I mimo nadymania się, ze wszystkimi objawami fizjologicznymi tego
zjawiska, jakoś nikt na zdrowiu nie poniósł szwanku. Najlepiej to świadczy o
tym, że patriotyczne nadęcia są albo rutynowe, albo cyniczne, albo stanowią
tylko totem jednego z naszych plemion.
Odkładając na bok analizę tego, że tezy prof. Marcina Matczaka o konieczności
zamknięcia gęby na cuhalt i nie krytykowania tych, którzy prostacko
wyrażają się o nas, odmiennie myślących, bo to utrwala podziały i wzmacnia
prostaków, których trzeba za to prostactwo szanować, bo tacy już są – zauważam,
iż pobieżne oglądanie polskich telewizji (nieważne jakich) daje ciekawą
fotografię naszego (?) społeczeństwa. Otóż składa się ono z tych, którzy uważają
siebie za Polaków i tych, którym Polak Krużganek Bąkiewicz może bezkarnie napluć
w twarz, bo Polakami nie są. Nie są też, niestety, żadnymi mniejszościami
narodowymi, bo w Polsce nie ma żadnych mniejszości narodowych, są tylko Polacy i
ci, co z Polakami walczą przy pomocy koloru skóry, języka i drugorzędnych
cech puciowych. To w zasadzie według tzw. Polaków nie są nawet ludzie, bo
prawdziwi ludzie, jeśli nie są oczywiście Europejczykami, Niemcami, Francuzami,
Brukselczykami, Żydami, Ukraińcami i członkami Koalicji Obywatelskiej – w Polsce
są Polakami, nawet jeśli jeżdżą niemieckimi samochodami, posługują się
koreańskimi telefonami, piszą na chińskich komputerach i kupują wyłącznie
patriotyczne, czyli amerykańskie lub koreańskie militaria. Ci inni to elementy
animalne, neozapateryści, ojkofobi, cykliści, pederaści, mordy zdradzieckie i
zamachowcy smoleńscy, a także – co starannie ukrywają, ale przecież jest to
faktem – są to smakosze pigułek antykoncepcyjnych, wielbiciele ogniw
fotowoltaicznych i Niemca Beethovena, pasjonaci zabijania dzieci i starców, a
także przeciwnicy Jezusa Króla, jego Matki Królowej Polski, jedynego prawdziwego
papieża – Polaka, Prezydenta Tysiąclecia świętej pamięci profesora Lecha
Kaczyńskiego, oraz Władcy Polski i jego giermka, Antoniego Orlanda Szalonego.
Powiewanie sztandarem, strzelanie przaśną wizją Polski, niebezpiecznie bliską
roku 1670, wrzask do mikrofonu, podnoszenie głosu do dyszkantu, chamskie lub
wulgarne określanie spraw, które jakoby charakteryzują ich wrogów (oni nie mają
przeciwników, tylko wrogów, zdrajców i zaprzańców, którzy są wrogami, zdrajcami
i zaprzańcami dlatego, że nie są nimi), używanie największych kwantyfikatorów
dla spraw zupełnie błahych i kompletne, hermetyczne zamknięcie na jakiekolwiek
argumenty rzeczowe – to teraz przejaw nadętości patriotycznej. Merytorycznej
dyskusji nie ma – są tylko decybele, chamstwo i nadęcie. Z powodu własnej
głupoty, nawet kiedy się ją pokaże jak przez szkło powiększające, nigdy im nie
jest łyso i zawsze na ich trumpkach dźwięczą kowbojskie ostrogi, a nad
waciakami furkoczą husarskie skrzydła z prawdziwych, polskich kur, które nawet
gdaczą po polsku. W kraju, który nazywa się Polska i w którym mieszkają PPPP –
Prawdziwi Prawicowi Patriotyczni Polacy oraz ci, którzy nie są PPPP – nigdy nie
będzie normalnie. Strzelająca z największych armat nadętość, kompletnie nie
widząca własnej ponurej śmieszności, szermująca stereotypami, używająca kłamstwa
jako alternatywnej prawdy, banialuk i zwykłego idiotyzmu jako oręża w walce z
nauką, rozumem i cywilizowanym światem, choć pusta w środku jak dzwon i dzban –
wciąż wygrywa, bo na pustogłowie żaden rozum nie pomoże. Można liczyć tylko na
to, że ludzie, zamieszkujący w naszym kraju w większości jednak zobaczą, że ci,
co nabierają ich na pseudopatriotyczne frazesy mają ich prawdziwe dobro gdzieś i
liczy się dla nich tylko ich władza, ich pieniądze i ich dominacja nad naszymi
umysłami. Można liczyć.
Choć ja, jako słabeusz z matematyki, raczej już na nic nie liczę. Pociesza mnie
jednak to, że to pozerstwo dęciaków, które daje im przewagę nad resztą, bez
względu na to czy są w rządzie, czy w opozycji, w końcu wykaże ich pustkę, dzban
jest dzbanem i już, a z pustego nawet Torricelli nie naleje. Salomona nie
wspominam, bo to Żyd, więc Prawdziwi Polacy skreślili go z historii, tak jak
komory gazowe, zasady ewolucji, profesor Ewę Łętowską, odnawialne źródła energii
oraz spłukiwane toalety.