Maciej Pinkwart

Jądra autonomiczne

 16 kwietnia 2026

TUTAJ wersja audio

 

Nasza prawica codziennie wykazuje, jak to Polska traci niezależność, a niebawem utraci też niepodległość. Im ludziom jest rzekomo lepiej, tym jest ludziom gorzej, każdy to widzi i każdy wie, komu to służy i kto za tym stoi. Jesteśmy już dwudziestą potęgą gospodarczą świata i to najlepszy dowód, jak nam już niebawem będzie źle, bo z góry można już tylko spadać w dół. Podobno w Polsce ludzie są szczęśliwi i cieszą się tym co mają. Widzicie, jak ta rządząca ekipa robi nam wodę z mózgu? Szczęśliwy Polak, który cieszy się tym co ma? Słyszał kto większą bzdurę?

Jedynym sposobem na uniknięcie tych wszystkich nieszczęść jest brak zgody na okupację Polski przez Niemcy, Belgię, Chorwację i zwłaszcza Luksemburg, no i wystąpienie Polski z Unii Europejskiej oraz z NATO, które i tak bez łaski Trumpa jest warte tyle, co natowska flaga – równie niebieska jak flaga unijna. Niebieskie to mogą być migdały, a flaga musi być czerwona. I częściowo biała też, naturalnie. Albo lepiej – biała z czerwonym krzyżem. Tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem i in hoc signo vinces, wszyscy to znamy. Nie wszyscy? Szkoda.

Jest parę krajów na świecie, które mają krzyż na fladze i żaden z nich nie jest Polską. A jeden, najlepszy, na którym możemy się wzorować, to Szwajcaria.

I takim właśnie krajem, jakim jest Szwajcaria, powinniśmy się jak najszybciej stać. Mamy wszelkie podstawy, żeby zostać Nową Szwajcarią, a nawet już zaczęliśmy się stawać. Mamy już nawet Szwajcarię Kaszubską… Ja wiem, oczywiście, kto jest najbardziej znanym Kaszubą w Polsce, ale w sumie nie każdą Szwajcarię stać na Wilhelma Tella, czasem trzeba się zadowolić Janosikiem.

Sporo elementów szwajcarskości już mamy. Mamy polskie Alpy, bo każdy taternik jest członkiem Polskiego Związku Alpinizmu. Mamy sery szwajcarskie, a nawet lepsze, bo poza oscypkiem i ementalerem mamy ser morski, gouda, carski i Turek. I prezydent, oczywiście. Mamy zegarki lepsze od szwajcarskich, na przykład Błonie, noszony i eksponowany przez obecnego lokatora pałacu namiestnikowskiego. Mamy owce, mamy dużo baranów, serki owcze z mleka krowiego i wyroby czekoladopodobne z własnej lecytyny sojowej oraz oleju rzepakowego. Mamy różnojęzyczne kantony – podhalański z językiem podhalańskim, kaszubski z językiem kaszubskim, śląski z językiem śląskim i podlaski z językiem podlaskim, ponadto łódzki z językiem łódzkim i warszawski z językiem angielskim. I kanton centralny z łaciną furmańską. Produkujemy też świetne noże zbójnickie, w czym specjalizują się Józef i Maciej Koszarkowie z Bukowiny Tatrzańskiej oraz Kuźnia Capowscy z Zakopanego. A Koszarków i Capowskich Szwajcaria nie ma i mieć nie będzie. I dlatego musi produkować głupie scyzoryki z nożyczkami i innymi wichajstrami.

Autonomia Polski będzie w pełni zabezpieczona, gdy będziemy dysponować nie tylko bronią chemiczną w postaci oscypków, biologiczną w postaci nielegalnych wysypisk śmieci i pancerną w postaci czołgów typu Rudy, ale także jądrową, nad którą pracują już gazdowie w Podhalańskim Centrum Nauki, Techniki i Nowych Technologii w Czarnym Dunajcu.

Projekty utworzenia własnych elektrowni jądrowych ślimaczą się w Polsce od kilkudziesięciu lat – najpierw blokowały to władze komunistyczne, bo mieliśmy w Polsce mnóstwo atomów radzieckich i jeszcze więcej bomb poniemieckich, potem było niezgulstwo polskich liberałów, którzy chcieli ale się bali, potem energię atomową blokowali rolnicy, którzy słusznie uważali, że żaden atom nie zastąpi siekiery, a zresztą atomu nikt nigdy nie widział, a siekierę widzieli wszyscy. A poza tym od atomów krowie mleko świeci w nocy, a od jąder parafianki zachodzą w ciążę bez księdza. Inteligenci nienawidzili atomu, bo przeczytali opowiadanie Mrożka Wesele w Atomicach i obejrzeli serial o Czarnobylu.

Prawdziwa prawica wreszcie zaczęła zawierać kontrakty na budowę atomów przez Amerykanów z Ameryki, ale prawdziwsza prawica ujawniła, że w Ameryce nie ma żadnych Amerykanów, bo prawdziwi Indianie są tylko w Indiach, Indiana Jones miał imię po ulubionym psie swojego ojca, a w USA są teraz tylko czarnoskórzy japońscy muzułmanie pochodzenia żydowskiego, więc wiadomo, że nas oszukają na spółkę z Niemcami i zamiast elektrowni jądrowych wybudują nam wiadome obozy, w których polscy niewolnicy będą uprawiać dla nich radioaktywne szparagi.

Koniec końców okazało się, że agenci chcą sprzedać Polskę pożyczkodawcom, za których judaszowe srebrniki mamy sobie budować własną broń klasyczną, która nam jest na organ płciowy, bo jakie atomowe mocarstwo przestraszy się polskich tresowanych borsuków, rosomaków, krabów, langust a nawet homarów, żubrów, waranów, rysiów, żbików, szopów, bobrów i kormoranów, nie mówiąc już o głuptakach? Wojsko polskie chwali się polskimi dronami wodno-lądowymi, które nazywają się kaczki, dlatego, że wyglądem przypominają łabędzie. I to się podobno nazywa polski kamuflaż.

A przecież wiadomo, że ruski nie boi się kaczki, borsuka zjada na drugie śniadanie, w rosomaka się ubiera, a drób osadza na ważnym stanowisku, gdzie takowy funkcjonuje jako tzw. pożyteczny głuptak. Niemcy tylko udają przyjaźń, a tak naprawdę tylko marzą o tym żeby prapolski Wrocław znów nazywał się Stettin, a prapolski Kijów, założony przez niemieckich Waregów Askolda i Dira, znów nazywał się Lwów. A przecież każde dziecko wie, że Kijów został założony przez polskich trzech braci górali: Kija, Szczeka i Chorywa oraz ich siostrę Łybedź, z Bańskiej Niżnej.

A więc żaden borsuk czy krab, tylko własna broń atomowa może nas uchronić przed wrogami naszej tradycji, wiary i obyczaju. I to nie taka, którą nam sprzedadzą Żydzi, żółtki czy czerwonaki, a nawet pomarańczaki – bo jeśli tak się stanie, to obok naszego guzika oni wmontują swój, zdalny guzik, który nie pozwoli nam użyć tych jąder przeciwko tym, których oni nie zaakceptują. No i guzik z tego będziemy mieli. A nie po to nasi przodkowie bohatersko przegrywali bitwy i powstania, żeby teraz ktoś nam grzebał w naszych atomach. Ręce precz od polskich jąder! A to nam zagwarantuje tylko pełna neutralność, niezależność od nikogo i niczego i ekonomiczna autarkia. Żadnej atomowej franczyzy, jak w Żabce. Będziemy produkować tylko dla siebie i korzystać tylko z naszych produktów. Że to jest możliwe – pokazała tegoroczna klęska urodzaju ziemniaków, których mamy tyle, że nigdy nie zdołamy ich wypić, więc będziemy robić z nich kotlety sojowe, pomidorową i ragout z ratatouillem. Nie mówiąc już o plackach po węgiersku, oczywiście w wersji: placki po góralsku, po bacowsku, po juhasku, po zbójnicku, po kaszubsku i po siedlecku. A ulubione nasze mandarynki, pomarańcze, banany, kakaowce i kawa arabica? Nic trudnego: zbudujemy wszędzie inspekty fotowoltaiczne (ogniwa będą pochodzić ze zdemontowanych paneli z domów, które przejdą z powrotem na ogrzewanie prapolską kozą) i wszystkiego będziemy mieli w bród. Brud już zresztą mamy.

Oczywiście, pozostaje do rozstrzygnięcia, skąd weźmiemy ten cały uran czy pluton, potrzebny do tych elektrowni i bomb. Przypuszczam, że to da się załatwić przy pomocy odpowiedniego przeprofilowania pozamykanych kopalń, w których zabrakło węgla. Z całą pewnością zamknęli je nasi wrogowie z Europy, bo wykryto w nich promieniowanie ciężkich pierwiastków. Dolinę Białego w Zakopanem też ruscy zamknęli, jak odkryli w niej uran. Potem otworzyli, bo wyszło im z rachunków, że Polacy tak się na co dzień napromieniowują, że im żaden uran nie straszny. I potem ci ruscy z Niemiec i Brukseli kazali zamknąć kopalnie. Uran, jak nic. A pluton dostarczy każda jednostka wojskowa.

Podsumowując: w pełni zgadzam się z tym, że Polska powinna zostać państwem autonomicznie neutralnym. I to nieprawda, że nas to pogrąży ekonomicznie, a polscy rolnicy umrą z głodu, jak nie będą mieli dochodów z dopłat za posiadaną trawę i nie będą mogli sobie kupić jedzenia w niemieckich i portugalskich supermarketach. Po prostu będziemy zarabiać na obietnicach. Sprzedamy Rosji zapewnienie, że już nigdy nie będziemy członkami Unii i NATO, a Unii i NATO sprzedamy obietnicę, że nie przystąpimy do Wspólnoty Niepodległych Państw, co najwyżej będziemy mieli tam status kandydata na członka, jak Turkmenistan, który stanie się drugim po Szwajcarii naszym ideałem. Możemy też sprzedać Rosji teren Przesmyku Suwalskiego pod warunkiem, że poprowadzą sobie ten korytarz pod ziemią. W zamian zażądamy korytarza od Rzeszowa do Lwowa. Z odgałęzieniem do Zaleszczyk i Kut.

Wiadomo, że tego wszystkiego nie da się zrobić od razu, więc na razie zacznijmy od czegoś małego. W Zakopanem jest restauracja Mała Szwajcaria – na początek więc spróbujmy przekształcić ją w Dużą Szwajcarię.

Inne komentarze i recenzje