Maciej Pinkwart
Jądra autonomiczne
Nasza prawica codziennie wykazuje, jak to Polska traci niezależność, a niebawem
utraci też niepodległość. Im ludziom jest rzekomo lepiej, tym jest ludziom
gorzej, każdy to widzi i każdy wie, komu to służy i kto za tym stoi. Jesteśmy
już dwudziestą potęgą gospodarczą świata i to najlepszy dowód, jak nam już
niebawem będzie źle, bo z góry można już tylko spadać w dół. Podobno w Polsce
ludzie są szczęśliwi i cieszą się tym co mają. Widzicie, jak ta rządząca ekipa
robi nam wodę z mózgu? Szczęśliwy Polak, który cieszy się tym co ma? Słyszał kto
większą bzdurę?
Jedynym sposobem na uniknięcie tych wszystkich nieszczęść jest brak zgody na
okupację Polski przez Niemcy, Belgię, Chorwację i zwłaszcza Luksemburg, no i
wystąpienie Polski z Unii Europejskiej oraz z NATO, które i tak bez łaski Trumpa
jest warte tyle, co natowska flaga – równie niebieska jak flaga unijna.
Niebieskie to mogą być migdały, a flaga musi być czerwona. I częściowo biała
też, naturalnie. Albo lepiej – biała z czerwonym krzyżem. Tylko pod tym krzyżem,
tylko pod tym znakiem i in hoc signo vinces, wszyscy to znamy. Nie
wszyscy? Szkoda.
Jest parę krajów na świecie, które mają krzyż na fladze i żaden z nich nie jest
Polską. A jeden, najlepszy, na którym możemy się wzorować, to Szwajcaria.
I takim właśnie krajem, jakim jest Szwajcaria, powinniśmy się jak najszybciej
stać. Mamy wszelkie podstawy, żeby zostać Nową Szwajcarią, a nawet już
zaczęliśmy się stawać. Mamy już nawet Szwajcarię Kaszubską… Ja wiem, oczywiście,
kto jest najbardziej znanym Kaszubą w Polsce, ale w sumie nie każdą Szwajcarię
stać na Wilhelma Tella, czasem trzeba się zadowolić Janosikiem.
Sporo elementów szwajcarskości już mamy. Mamy polskie Alpy, bo każdy taternik
jest członkiem Polskiego Związku Alpinizmu. Mamy sery szwajcarskie, a nawet
lepsze, bo poza oscypkiem i ementalerem mamy ser morski, gouda, carski i Turek.
I prezydent, oczywiście. Mamy zegarki lepsze od szwajcarskich, na przykład
Błonie, noszony i eksponowany przez obecnego lokatora pałacu namiestnikowskiego.
Mamy owce, mamy dużo baranów, serki owcze z mleka krowiego i wyroby
czekoladopodobne z własnej lecytyny sojowej oraz oleju rzepakowego. Mamy
różnojęzyczne kantony – podhalański z językiem podhalańskim, kaszubski z
językiem kaszubskim, śląski z językiem śląskim i podlaski z językiem podlaskim,
ponadto łódzki z językiem łódzkim i warszawski z językiem angielskim. I kanton
centralny z łaciną furmańską. Produkujemy też świetne noże zbójnickie, w czym
specjalizują się Józef i Maciej Koszarkowie z Bukowiny Tatrzańskiej oraz Kuźnia
Capowscy z Zakopanego. A Koszarków i Capowskich Szwajcaria nie ma i mieć nie
będzie. I dlatego musi produkować głupie scyzoryki z nożyczkami i innymi
wichajstrami.
Autonomia Polski będzie w pełni zabezpieczona, gdy będziemy dysponować nie tylko
bronią chemiczną
w postaci oscypków, biologiczną w postaci nielegalnych wysypisk śmieci i
pancerną w postaci czołgów typu Rudy, ale także jądrową, nad którą pracują już
gazdowie w Podhalańskim Centrum Nauki, Techniki i Nowych Technologii w Czarnym
Dunajcu.
Projekty utworzenia własnych elektrowni jądrowych ślimaczą się w Polsce od
kilkudziesięciu lat – najpierw blokowały to władze komunistyczne, bo mieliśmy w
Polsce mnóstwo atomów radzieckich i jeszcze więcej bomb poniemieckich, potem
było niezgulstwo polskich liberałów, którzy chcieli ale się bali, potem energię
atomową blokowali rolnicy, którzy słusznie uważali, że żaden atom nie zastąpi
siekiery, a zresztą atomu nikt nigdy nie widział, a siekierę widzieli wszyscy. A
poza tym od atomów krowie mleko świeci w nocy, a od jąder parafianki zachodzą w
ciążę bez księdza. Inteligenci nienawidzili atomu, bo przeczytali opowiadanie
Mrożka Wesele w Atomicach i obejrzeli serial o Czarnobylu.
Prawdziwa prawica wreszcie zaczęła zawierać kontrakty na budowę atomów przez
Amerykanów z Ameryki, ale prawdziwsza prawica ujawniła, że w Ameryce nie ma
żadnych Amerykanów, bo prawdziwi Indianie są tylko w Indiach, Indiana Jones miał
imię po ulubionym psie swojego ojca, a w USA są teraz tylko czarnoskórzy
japońscy muzułmanie pochodzenia żydowskiego, więc wiadomo, że nas oszukają na
spółkę z Niemcami i zamiast elektrowni jądrowych wybudują nam wiadome obozy, w
których polscy niewolnicy będą uprawiać dla nich radioaktywne szparagi.
Koniec końców okazało się, że agenci chcą sprzedać Polskę pożyczkodawcom, za
których judaszowe srebrniki mamy sobie budować własną broń klasyczną, która nam
jest na organ płciowy, bo jakie atomowe mocarstwo przestraszy się
polskich tresowanych borsuków, rosomaków, krabów, langust a nawet homarów,
żubrów, waranów, rysiów, żbików, szopów, bobrów i kormoranów, nie mówiąc już o
głuptakach? Wojsko polskie chwali się polskimi dronami wodno-lądowymi, które
nazywają się kaczki, dlatego, że wyglądem przypominają łabędzie. I
to się podobno nazywa polski kamuflaż.
A przecież wiadomo, że ruski nie boi się kaczki, borsuka zjada na drugie
śniadanie, w rosomaka się ubiera, a drób osadza na ważnym stanowisku, gdzie
takowy funkcjonuje jako tzw. pożyteczny głuptak. Niemcy tylko udają przyjaźń, a
tak naprawdę tylko marzą o tym żeby prapolski Wrocław znów nazywał się Stettin,
a prapolski Kijów, założony przez niemieckich Waregów Askolda i Dira, znów
nazywał się Lwów. A przecież każde dziecko wie, że Kijów został założony przez
polskich trzech braci górali: Kija, Szczeka i Chorywa oraz ich siostrę Łybedź, z
Bańskiej Niżnej.
A więc żaden borsuk czy krab, tylko własna broń atomowa może nas uchronić przed
wrogami naszej tradycji, wiary i obyczaju. I to nie taka, którą nam sprzedadzą
Żydzi, żółtki czy czerwonaki, a nawet pomarańczaki – bo jeśli tak się stanie, to
obok naszego guzika oni wmontują swój, zdalny guzik, który nie pozwoli nam użyć
tych jąder przeciwko tym, których oni nie zaakceptują. No i guzik z tego
będziemy mieli. A nie po to nasi przodkowie bohatersko przegrywali bitwy i
powstania, żeby teraz ktoś nam grzebał w naszych atomach. Ręce precz od polskich
jąder! A to nam zagwarantuje tylko pełna neutralność, niezależność od nikogo i
niczego i ekonomiczna autarkia. Żadnej atomowej franczyzy, jak w Żabce. Będziemy
produkować tylko dla siebie i korzystać tylko z naszych produktów. Że to jest
możliwe – pokazała tegoroczna klęska urodzaju ziemniaków, których mamy tyle, że
nigdy nie zdołamy ich wypić, więc będziemy robić z nich kotlety sojowe,
pomidorową i ragout z ratatouillem. Nie mówiąc już o plackach po węgiersku,
oczywiście w wersji: placki po góralsku, po bacowsku, po juhasku, po zbójnicku,
po kaszubsku i po siedlecku. A ulubione nasze mandarynki, pomarańcze, banany,
kakaowce i kawa arabica? Nic trudnego: zbudujemy wszędzie inspekty
fotowoltaiczne (ogniwa będą pochodzić ze zdemontowanych paneli z domów, które
przejdą z powrotem na ogrzewanie prapolską kozą) i wszystkiego będziemy mieli w
bród. Brud już zresztą mamy.
Oczywiście, pozostaje do rozstrzygnięcia, skąd weźmiemy ten cały uran czy
pluton, potrzebny do tych elektrowni i bomb. Przypuszczam, że to da się załatwić
przy pomocy odpowiedniego przeprofilowania pozamykanych kopalń, w których
zabrakło węgla. Z całą pewnością zamknęli je nasi wrogowie z Europy, bo wykryto
w nich promieniowanie ciężkich pierwiastków. Dolinę Białego w Zakopanem też
ruscy zamknęli, jak odkryli w niej uran. Potem otworzyli, bo wyszło im z
rachunków, że Polacy tak się na co dzień napromieniowują, że im żaden uran nie
straszny. I potem ci ruscy z Niemiec i Brukseli kazali zamknąć kopalnie. Uran,
jak nic. A pluton dostarczy każda jednostka wojskowa.
Podsumowując: w pełni zgadzam się z tym, że Polska powinna zostać państwem
autonomicznie neutralnym. I to nieprawda, że nas to pogrąży ekonomicznie, a
polscy rolnicy umrą z głodu, jak nie będą mieli dochodów z dopłat za posiadaną
trawę i nie będą mogli sobie kupić jedzenia w niemieckich i portugalskich
supermarketach. Po prostu będziemy zarabiać na obietnicach. Sprzedamy Rosji
zapewnienie, że już nigdy nie będziemy członkami Unii i NATO, a Unii i NATO
sprzedamy obietnicę, że nie przystąpimy do Wspólnoty Niepodległych Państw, co
najwyżej będziemy mieli tam status kandydata na członka, jak Turkmenistan, który
stanie się drugim po Szwajcarii naszym ideałem. Możemy też sprzedać Rosji teren
Przesmyku Suwalskiego pod warunkiem, że poprowadzą sobie ten korytarz pod
ziemią. W zamian zażądamy korytarza od Rzeszowa do Lwowa. Z odgałęzieniem do
Zaleszczyk i Kut.
Wiadomo, że tego wszystkiego nie da się zrobić od razu, więc na razie zacznijmy
od czegoś małego. W Zakopanem jest restauracja Mała Szwajcaria – na początek
więc spróbujmy przekształcić ją w Dużą Szwajcarię.