Maciej Pinkwart
Totalitarna dyktatura w despotii
Donalda T.
12 lutego 2026
W odległości kilometra od miejsca gdzie teraz mieszkam, jest dziesięć punktów, w
których można kupić mocny alkohol, a jeden z nich jest czynny całodobowo. To
bardzo pomyślna okoliczność. Zamierzam bowiem zacząć pić wódkę. Może nie
całodobowo, ale regularnie, codziennie i w dużych ilościach. Powiecie, że wpadnę
w alkoholizm? Nie przypuszczam. Jarosław Kaczyński, który wystąpił kiedyś
publicznie jako autorytet w dziedzinie alkoholizmu, uświadomił mi, że mężczyzna
staje się alkoholikiem dopiero po 20 latach solidnego picia, a kobieta po dwóch
latach. Ponieważ, jak sądzę, wciąż jestem mężczyzną – na co może wskazywać to,
że staram się rozumować logicznie, rano, w południe i wieczór wszystko mnie
boli, codziennie muszę się golić i guziki mam po prawej stronie – to
niebezpieczeństwa większego nie ma. Jeśli stanę się alkoholikiem po 20 latach od
teraz, to będę miał prawie stówę, a takich alkoholików to nawet pokazują w
telewizji.
A do czego mi ta wódka? No bo tego, co się teraz dzieje,
jak mówią sąsiedzi ze wschodu, biez wodki
nie razbieriosz.
Od dłuższego czasu prawicowa opozycja powtarza, iż w Polsce od 13 grudnia 2023
panuje reżim, zamordyzm i autokratyzm, a demokracja, która za rządów
Zjednoczonej Prawicy rozwijała się jako ten rozmaryn, teraz dogorywa i albo już
jest w urnie, albo jeszcze czeka na lekarza, którego nie ma, bo dorabia w
niemieckim szpitalu. Golnijmy więc sobie dla kurażu i przyjrzyjmy się temu
zjawisku uważniej.
Zaczęło się od sfałszowanych wyborów 15 października 2023, które w sposób
oczywisty wygrała Zjednoczona Prawica, mimo iż nawet po ogłoszeniu wyników
exit poll przyjmowano głosy od podstawionych słupów z osiedla Jagodno we
Wrocławiu, których przekupywano przy pomocy darmowej pizzy i pokazywania w
niemieckiej telewizji TVN. Tak, wiem, że to telewizja amerykańska, ale przecież
właściciel TVN, koncern Warner Bros., został założony przez żydowskich braci z
Krasnosielska na Mazowszu w zaborze rosyjskim. Rosyjskim! A Żydzi to w zasadzie
Niemcy. Początkowo nazywali się Wonsalowie, dopiero w Ameryce się przechrzcili
na Warnerów. Żeby założyć wytwórnię filmową, sprzedali nawet zegarek ojca i
konia o imieniu Bob. I takie bobki
kierują dziś niemiecką telewizją. No to co z tego, że amerykańska? Najbardziej
amerykański patriota, 1000-procentowy Amerykanin Donald Trump jest wnukiem
Niemca Friedricha Drumpfa z Kallstadt, a jego żona, ostatnio wybitna aktorka
filmowa, jest Słowenką i urodziła się jako Melania Knavs, a właściwie – Knaus.
To też nie brzmi po autochtońsku (słowa Indianin nie wolno używać…)
I dla pokazania się w takiej to telewizji i dla kawałka niezdrowej pizzy
mieszkańcy Jagodna zagłosowali po zakończeniu ciszy wyborczej. Co nic nie dało,
bo i tak to prawica wygrała i prezydent Duda jak najsłuszniej powierzył jej
misję sformowania rządu, dzięki czemu można było przez dwa tygodnie posprzątać w
ministerstwach i spółkach, ponominować jeszcze kilku swoich prezesów i
przygotować się do przetrwania czasów dyktatury Tuska. Potem w wyniku
sfałszowanego głosowania wybrano na marszałka Sejmu nie Elżbietę Witek, której
partia wygrała wybory, tylko człowieka z tej samej telewizji, która przekupywała
wyborców z Jagodna. Oczywiście, nie poparli go posłowie Zjednoczonej Prawicy,
podobnie jak nie poparli wicemarszałków z partii satelitów Tuska – ale ci
satelici nie zagłosowali za Elżbietą Witek z PiS-u, skutkiem czego największy
klub poselski nie ma reprezentanta w prezydium Sejmu, co jest najlepszym dowodem
na to, że rządzi nami despota.
Potem, 13 grudnia 2023 – 13 grudnia! – prezydent Andrzej Duda nieszczęśliwie
powołał rząd Donalda Tuska, czego by obecny prezydent nigdy nie zrobił. Ten rząd
jest oczywiście nielegalny, bo niektóre kobiety podczas zaprzysiężenia
samowolnie zmieniły tekst przysięgi, nazywając się ministrami, a nie ministrami.
A potem zaczął się demontaż państwa, które Prawo i Sprawiedliwość z wielkim
trudem stworzyło na obraz i podobieństwo swoje. Siłowo przejęto niezależną i
samorządną telewizję i radiofonię, które przez osiem lat bezstronnie
relacjonowały to, jak wspaniale kraj się rozwijał i jak kwitła demokracja za
czasów Zjednoczonej Prawicy, dając możność prezentowania wszystkich – oczywiście
słusznych – poglądów. Mimo heroicznej walki niezłomnego Antoniego Macierewicza –
media dotąd niezależne, bezstronne i apolityczne stały się tubą rządową, w
dodatku w likwidacji. I co? I nawet przejęcie telewizji nic Tuskowi nie dało, bo
w kolejnych wyborach, które usiłowała sfałszować rządowa telewizja, ludzie
zagłosowali tak, jakby tej telewizji rząd nie przejął.
Ale fakt jest faktem – w Polsce skończyła się wtedy wolność słowa i możliwość
prezentowania poglądów innych niż te, na które zezwoli Tusk. Wiemy o tym dobrze,
bo o braku wolności słowa codziennie informują telewizje Republika, WPolsce czy
Trwam, kilka rozgłośni radiowych, dziesiątki pism i tysiące portali
internetowych, w tym dwa, będące biznesami kumpli prezydenta USA. Doprowadziło
to do praktycznego zaniku działalności polskiego państwa. Rząd Tuska i jego
równie jak on nieudolnych wspólników nie przeprowadził żadnej porządnej
inwestycji, nie przekopał żadnej mierzei, nie zbudował fabryki samochodów
elektrycznych, nie zainwestował w elektrownię w Ostrołęce, nie sprowadził do
Polski ani jednego miliona imigrantów z Bollywood czy krajów afrykańskich,
którzy byli tak potrzebni do prowadzenia interesów prawicowych szwagrów i do
zarobienia na sprzedaży wiz.
Ale to drobiazgi. Popatrzmy, jak despotia Tuska działa w zakresie prawa i
sprawiedliwości. Wystarczy spojrzeć na statystykę: ile ustaw z tej dziedziny
przyjęto i wprowadzono w życie za rządów PiS-u? Setki. A ile za rządów koalicji
13 Grudnia? Ani jednej. I nie wprowadzi się, bo zawetuje je prezydent. Więc
obecna tyrania działa na podstawie prawa, które wprowadził Zbigniew Ziobro za
zgodą lub z polecenia Jarosława Kaczyńskiego. Nie stać ich nawet na własne
prawo! Pisowski minister powołał swoich ludzi na najważniejsze stanowiska – a
Tuskowi ministrowie nawet nie umieją ich skutecznie odwołać. To fujary! Nie
przenoszą ich na inne, odległe i podrzędne stanowiska, nie wyrzucają z pracy,
nie mówią, jakie mają wydawać wyroki.
To znaczy mówią, że nie mówią, ale w rzeczywistości mówią. No bo po co by
rządzili, jeśli by nie rządzili? Wsadzają ludzi do więzień po wyrokach sądów
(no, a kto sędziom pisze te wyroki, jeśli nie Tusk?), po czym prezydent musi
tych biednych niewinnych ludzi ułaskawiać, przytulać i pocieszać. Niezależne
sądy to były za czasów Prawa i Sprawiedliwości, choć zdarzało się, że sądy nie
słuchały ministra Ziobry, tylko Tuska, albo co gorsza trybunałów Unii
Europejskiej.
Sztandarowym przykładem na bestialskie działanie reżimu Tuska było oczywiście
bezprawne aresztowanie niewinnego księdza Michała O., który pieniądze otrzymane
od ministra Ziobry z Funduszu Sprawiedliwości wydał na budowę kombinatu
medialnego oraz kupno skarpetek w ilościach hurtowych, które potem sprzedawał z
zyskiem, ad majorem Dei gloriam.
Przedtem zasłynął jako egzorcysta, który wypędzał demony wegetarianizmu przy
pomocy salcesonu. No i co im ten ksiądz zawinił? Jakby zbudował nową telewizję,
która obsługiwałaby potrzeby medialne Zbigniewa Ziobry, to czy ofiary
przestępstw by z tego nie skorzystały? Oczywiście, że by skorzystały, bo by
miały codziennie mszę i inne rozrywki, jedynie słuszną informację oraz filmy o
Rambo, Rockym i Myszce Miki. A skarpetki każdemu się przydadzą, nie mówiąc już o
salcesonie. I takiego to księdza bezprawnie aresztowano, skuto kajdankami,
wożono po stacjach benzynowych, a w celi palono mu światło i nie miał możności
odprawiania mszy z udziałem wiernych, oraz usiłowano go przesłuchiwać, a ponadto
represjonowano także jego ojca i koleżanki. Po tygodniach takich tortur z
aresztu go wypuszczono, ale czeka go proces i to nie koniecznie beatyfikacyjny.
Podobne tortury w kazamatach reżimu przechodził wcześniej Mariusz Kamiński,
któremu podawano przez nos tylko zakąski, oraz Dariusz Matecki, którego najpierw
aresztowano, a potem prowokacyjnie wypuszczono i nawet nie wyznaczono terminu
jego procesu. A przecież najgorszą torturą jest niepewność. Innym przykładem
takich prześladowań jest Antoni Macierewicz, któremu postawiono zarzuty,
odnoszące się do zagubienia kilku śrubek z tupolewa i wydatkowania paru złotych
w sposób nie najlepiej udokumentowany, ale ani słowem na razie nie wspomniano o
tym, jakie skutki społeczne, polityczne i moralne przyniosły jego działania
propagujące per fas et nefas tezy o
zamachu na prezydenta Lecha Kaczyńskiego i parę mniej istotnych osób, zamachu
dokonanego oczywiście dzięki zmowie Tuska z Putinem na sopockim molo. I zamiast
zrobić z niego bohatera głównego politycznego procesu stulecia, rozśmieszono go
łechtaniem w śmieszne okolice, reżim złośliwie odebrał mu najpierw służbowe auto
z kierowcą, a potem – prawo jazdy, zaś Tusk oblał go na powtórnym egzaminie.
Jak dotąd, stalinowska prokuratura Tuska nie odważyła się na wsadzenie do paki
Jarosława Kaczyńskiego, ale kto wie, co będzie jutro? I za co to, pytam się, za
co? Za jego dobroć, poczucie humoru, empatię, elegancję i poszanowanie dla
kobiet, którym prędzej wyrwałby rękę ze stawu, niż nie pocałował na dzień dobry?
I co złego zrobił, rządząc Polską? Co niby ukradł? Karmę dla kota? Nawet
księżyca z bratem nie ukradł, choć mu to fałszywie lewacki endek Makuszyński
zarzucał.
Ludzie na razie boją się wystąpić odważniej przeciwko siepaczom Tuska, bo mogą
(strach nawet pomyśleć głośno!) zostać przesłuchani, co może ich zmusić do
zejścia do podziemia (a to, jak wiadomo grozi reumatyzmem), a może nawet skłonić
do Wielkiej Emigracji Naddunajskiej i ubiegania się o azyl polityczny z obawy
przed utratą życia, zdrowia i czci. No nie, z tą czcią to przesadziłem.
O tym, jak działa Bodnarowsko-Żurkowy, czyli – Tuskowy wymiar sprawiedliwości
najlepiej świadczy historia dwóch samouwięzionych wodzów kryształowo uczciwego
Ministerstwa Sprawiedliwości z czasów gdy rządziła formacja tak zwana
patriotyczna. Zamiast Marcina Romanowskiego i jego szefa Zbigniewa Ziobrę
przymknąć na gorącym uczynku, cackano się z nimi jak z nieświeżymi jajami,
miesiącami zabiegano o pozbawienie ich immunitetów, prokuratorzy szli na
chorobowe, potem przez kolejne miesiące sędziowie (oczywiście, sterowani ręcznie
przez Tuska, no bo niby jak mają działać sędziowie? Prawica dobrze o tym wie)
postanawiali tak albo siak, a co gorsza najpierw tak, potem siak – zdrowy by
tego nie wytrzymał i najuczciwszy, a co dopiero Romanowski i Ziobro. W efekcie
obaj ci dzielni polscy patrioci poczuli się wygonieni z Polski i musieli wybrać
exilium, i to w dodatku na Węgry,
gdzie wszystko jest przeciwko nim, z wyjątkiem Victora Orbana. Wiemy, jak
skończył się azyl polityczny na Węgrzech dla Bolesława Śmiałego! Więc musieli
osiąść między Termami Gelerta, Zamkiem w Budzie i Muzeum Kotów, mając jako
jedyną rozrywkę umysłową naukę języka – obowiązkową zdaje się dla azylantów – i
ćwiczenia w wymawianiu nazwy Hajdúszoboszló, tortury żołądkowe przy pomocy
gulaszy, langoszy, paprykowanej słoniny i palinki czystej, ale nie koniecznie
wyborowej. I ten ciągły strach, że zza rogu wyłoni się czarny mercedes z dużym
bagażnikiem…
Co prawda o przywożeniu kogoś z Budapesztu w bagażniku mówił następca Ziobry,
minister Waldemar Żurek, ale podobno mówił to metaforycznie albo żartobliwie, bo
ostatnio dostał mandat i punkty karne za to, że jadąc maluchem bez bagażnika
wymusił na pasach pierwszeństwo na pieszej staruszce… No i proszę: a minister
Ziobro nigdy nie przekroczył żadnego przepisu samochodowego, a nawet nikt go w
samochodzie nie widział w roli kierowcy.
Ale strach przed bagażnikiem jest.
A działacze Suwerennej Polski potrafią odsłonić
przyłbicę i szczerze powiedzieć, że tego samego dnia, kiedy przejmą władzę,
decyzją Ziobry wsadzą swoich przeciwników do paki na długie lata. A może nawet
wykonają na nich czapę, jak sugerował szczery demokrata z partii Brauna. Sam
Ziobro, po sądowej decyzji o jego aresztowaniu, powiedział, że jak tylko wróci
do władzy, natychmiast wsadzi do więzienia prezeskę sądu, który o tym
zdecydował. I na tym polega szczera demokracja, bez mydlenia oczu jakimiś
procesami, bez tchórzliwego chowania się za togami i kodeksami.
Jednak najlepszym dowodem na tyranię władzy tak zwanej koalicji demokratycznej
jest to, że dla kamuflażu przeprowadziła ona po 15 października 2023 r. wolne
wybory samorządowe i europejskie, których w zasadzie nie wygrała, a następnie
nie zrobiła nic, kiedy do wyborów prezydenckich wystawiono dziesięciu
kandydatów, w tym kilku zabawnych i kilku strasznych. I to przecież autokrata
Tusk zmusił społeczeństwo, a dokładniej – nie policzone do dziś jakieś dziesięć
i pół miliona osób do zagłosowania na tego pana, który dziś zasiada na swoim
stolcu. I na złość ludziom Tusk sprawił, że nie wygrał murowany, wydawałoby się,
faworyt – porządny, uczciwy, wykształcony i doświadczony politycznie. Tak
złośliwa i działająca wbrew ludziom może być tylko taka okrutna despotia, jaką w
naszym kraju kieruje Donald Tusk.
Zastanawiam się, czym tę wódkę zakąsić. Ale cokolwiek by to nie było, nawet
salceson – kac, zdaje się, jest nieuchronny.
Aha, jeszcze jedno. W mojej najbliższej okolicy jest przynajmniej kilka osób,
które – jeśliby nawet przeczytały to co napisałem, to potraktują to serio. I to
na trzeźwo. Na szczęście, jak wspomniałem, w odległości kilometra od miejsca
gdzie teraz mieszkam, jest dziesięć punktów, w których można kupić mocny
alkohol, a jeden z nich jest czynny całodobowo…